Samotność, a osamotnienie

"Wolni strzelcy" płacą wysoką cenę za swoją niezależność.

"Wolni strzelcy" płacą wysoką cenę za swoją niezależność.

Zaledwie kilka miesięcy temu spuentowałem artykuł Zawód czy powołanie (CW nr 33 z 14 wrześ-nia 1998 r.) słowami: Samotny jeździec, samotny informatyk, trochę samotnie się zrobiło.... Nieco później (CW nr 40 z 2 listopada 1998 r.) Piotr Kowalski napisał w felietonie, że samotny hydraulik dużo więcej jest wart niż samotny informatyk. Nie podjąłem rękawicy, lecz samotność w naszych kręgach wróciła na łamy Computerworld bez mojego udziału za sprawą tekstów Antoniego Bielewicza - Czas samodzielnych i Kryspina W. Kawalca - Powoli, z mozołem (CW nr 13, 29 marca 1999 r.). Temat wart jest, jak widać, i pióra, i przemyślenia.

Wolni strzelcy, do których sam się zaliczam, to dość specyficzna grupa, nawet jak na niebanalne środowisko informatyczne. Wyróżnia ich jedna, wspólna cecha - niezależność. Muszą za nią płacić wysoką cenę, gdyż rynek usług informatycznych nie rozpieszcza samodzielnych i nie związanych z nikim fachowców. Wiedzę, a to jest ich podstawowy towar, nie tak łatwo na nim sprzedać.

Informatyk na godziny

Najbardziej naturalnym rozwiązaniem, które narzuca się osobie wybierającej to niezbyt wdzięczne zajęcie, jest obsługa informatyczna kilku, najczęściej zaprzyjaźnionych, firm. Zawód ten można określić mianem "informatyka na godziny". Zadaniem wolnego strzelca jest zwykle zapewnienie bezawaryjnego funkcjonowania sprzętu i aplikacji biurowych. Czasami wyznacza się godziny, które informatyk spędza w firmie, czasami obowiązują wezwania na telefon.

Na tym, zazwyczaj początkowym, etapie kariery największe problemy stwarza zdefiniowanie rzeczywistego zakresu obowiązków. Zleceniodawcy z reguły nie dysponują wykwalifikowaną kadrą informatyczną - inaczej nie zatrudniliby do tej roli samodzielnego fachowca - w związku z czym taki wolny strzelec jest zmuszony do rozwiązywania wszelkich problemów związanych z komputerami. Oznacza to nie tylko serwis, lecz także szkolenia użytkowników, opracowywanie pism i dokumentów i wykonywanie wielu czynności "pachnących" choćby komputerem, takich jak np. edycja tekstów.

Wolny strzelec, który pracuje jako "informatyk na godziny", będzie przez swoich mocodawców wykorzystywany i musi się z tym pogodzić albo wybrać inną drogę kariery. Jest to frycowe, które trzeba zapłacić. Nie bez znaczenia jest fakt, że na powierzenie swojego systemu informatykowi z zewnątrz firmy decydują się zwykle przedsiębiorstwa niezbyt zamożne lub nie przykładające zbytniej wagi do kwestii informatycznych. Czyli takie, które za niewielkie pieniądze chcą mieć święty spokój.

Znam tę sytuację z autopsji. W początkowym okresie mojej kariery objąłem opieką niewielki system należący do pewnej fundacji. Na system składała się salka komputerowa z Net-Ware 3.12, gdzie miałem organizować i prowadzić szkolenia (jako działalność dodatkową i osobno płatną), oraz cztery czy pięć komputerów PC z aplikacjami biurowymi. Administrowanie tymi kilkoma komputerami szybko przerodziło się w opracowywanie typograficzne dokumentów, których produkowano tam ogromne ilości. W pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że pracując dla tej fundacji znacznie ponad osiem godzin dziennie otrzymuję miesięcznie przyzwoitą dniówkę, lecz jestem zmuszany do zaniedbywania innych klientów. Była to jednak instytucja bardzo wpływowa i dzięki tej współpracy zdołałem pozyskać wielu innych klientów, na znacznie zmienionych zasadach.

Konsultant

Kolejną dziedziną, która stwarza możliwości dla działalności niezależnych informatyków, jest doradztwo. Wolny strzelec w konsultingu, również informatycznym, to jednak niezbyt częsty widok. Realizacja dużych kontraktów przypada na ogół wielkim koncernom, z którymi wolni strzelcy nie mogą raczej konkurować. Aby działać samodzielnie na tym rynku, trzeba wyspecjalizować się w wąskim wycinku działalności, nieopłacalnym czy nie dostrzeganym przez duże firmy konsultingowe. (Taką niszą w moim przypadku okazała się informatyzacja administracji.)

Życie takiego konsultanta jest jednak znacznie łatwiejsze niż "informatyka na godziny". Zostaje on zatrudniony jako fachowiec, a nie chłopak do wszystkiego, nikt więc od niego nie oczekuje angażowania się w bieżące problemy. Zazwyczaj współdziała z kadrą informatyczną, zatrudnioną na stałe w organizacji. Częstym zadaniem powierzanym konsultantowi jest wówczas realizacja przetargów i wypełnianie obowiązku inspektora nadzoru w przedsiębiorstwach, którym zależy na niezależnej opinii fachowca nie uwikłanego w układy wewnątrz firmy.

Ten rodzaj działalności ma jednak także wady. W przeciwieństwie do "informatyka na godziny", kontrakty konsultanta są krótkoterminowe. Zazwyczaj okresy pracy nad realizacją zleceń są przeplatane czasem poszukiwania pracy. Na szczęście, później ten niezbyt przyjemny stan zanika, a kolejne zadania zaczynają się zazębiać.

Ekspert

O ile zmiana stylu pracy z "informatyka na godziny" na konsultanta stanowi wyraźny skok jakościowy, o tyle przemiana z "konsultanta" w "eksperta" zachodzi w sposób ewolucyjny. Wraz z upływem czasu i wzrostem doświadczenia zadania stają się coraz poważniejsze, a klienci zaczynają wywodzić się z coraz bardziej znaczących kręgów.

Gdy wiedza i doświadczenie konsultanta w wybranej dziedzinie są już wystarczająco duże, może się spodziewać propozycji ze strony firm, pragnących mieć wśród swoich klientów instytucje, którym konsultant doradzał. Właśnie ten moment, w którym konsultant zaczyna otrzymywać poważne propozycje (nie mylić z ciągłymi ofertami korupcji, o których warto by napisać odrębny artykuł) od komercyjnych firm informatycznych, można traktować jako przejście od etapu konsultanta do eksperta. Zazwyczaj komercyjne firmy informatyczne oczekują, że ekspert podejmie się jednego z dwóch zadań - kierowania projektem, z którym nie mogli sobie poradzić etatowi pracownicy, lub budowania rynku, na którym dotychczas funkcjonował.

Samotny hydraulik

Jak wynika z mojego doświadczenia, wolni strzelcy wybrali sobie ciężki kawałek chleba. Decyzja o specjalizacji w określonej dziedzinie wiedzy wpływa na życie zawodowe konsultanta i niełatwo ją zmienić. Zmiana oznacza wyrzucenie do kosza swojego curriculum vitae i rozpoczęcie wszystkiego od początku. Nie można płynnie przejść ze specjalizacji finansowej do publicznej lub z publicznej do ERP. Zwłaszcza że, jak napisał w Konsultingu dla menedżerów Calvert Markham: Konsultanci to armia, w której najniższy rangą jest pułkownik. A konsultant zmieniający specjalność przestaje być nie tylko pułkownikiem, ale nawet oficerem. Wszystkiego musi uczyć się od podstaw i za każdym razem budować swoją zawodową wizytówkę.

Na pewno znacznie łatwiej jest związać się ze stabilnym przedsiębiorstwem niż samotnie walczyć o klienta i utrzymanie się na powierzchni. Ja jednak wolę ten zawód. A co do samotnego hydraulika to... jeśli nawet jest on wart więcej ode mnie i innych wolnych strzelców razem wziętych, nie zamieniłbym tej profesji na inną. Mimo iż żona namawia mnie do tego od dawna.

Rafał M. Gęślicki jest niezależnym konsultantem współpracującym z Ministerstwem Pracy i Polityki Socjalnej oraz Krajowym Urzędem Pracy. Obecnie realizuje dla przedsiębiorstwa Imagis projekt pod nazwą Budowa rynku administracji publicznej.


TOP 200