SEX ME UP SOFT(WARE)LY czyli jak wy(kiwa)ć programistę

Jako matematyka i programistę, Wojciecha G. doceniali wszyscy, którzy go znali. Od tej reguły było tylko półtora wyjątku.

Jako matematyka i programistę, Wojciecha G. doceniali wszyscy, którzy go znali. Od tej reguły było tylko półtora wyjątku.

Połowę wyjątku stanowił dy rektor instytutu, w którym Wojciech G. pracował - dyrektor doceniał Wojciecha G. werbalnie, ale nie potwierdzał tej oceny wysokością wypłacanej mu pensji. Pełnym wyjątkiem była żona, która uważała, że jeśli to prawda, że go doceniają, to niech mu stosownie płacą.

Chcąc podreperować swój obraz w oczach ukochanej kobiety, Wojciech G. podjął na początku 1989 roku dodatkową pracę w firmie TUZ, założonej przez byłego kolegę z pracy. Rozpoczął tam pracę nad realizacją długofalowego kontraktu z państwowym partnerem, akurat pozyskanego przez TUZ-a. Niestety, po etapie wstępnym, państwowy partner sprawdził stan swojej kasy i wycofał się z umowy. Wówczas kole-ga-właściciel zlecił Wojciechowi G., w ramach oczekiwania na następne zlecenie, zrobienie "czegoś do katalogowania dyskietek, bo już nie mogę się w nich połapać". To jest właśnie początek tej historii.

Wojciech G. nie miał w zwyczaju traktować per noga najgłupszej nawet roboty, więc "coś do skatalogowania dyskietek" w krótkim czasie rozrosło się nad podziw. Już po paru tygodniach wyłonił się program, pozwalający na skuteczne skatalogowanie setek dyskietek w czasie niewiele dłuższym od niezbędnego do włożenia i wyjęcia ich z drive'u. Stało się oczywiste, że powstał produkt o wymiernej wartości rynkowej, nie mający żadnego konkurencyjnego odpowiednika.

Pod koniec roku 1989 umowa o pracę na pół etatu została zawieszona w formie urlopu bezpłatnego (ten stan formalny trwa do dziś), zaś dalsza kooperacja z TUZ-em miała już mieć formę "rynkową" - 1/3 dochodu brutto ze sprzedaży dla autora, reszta dla firmy. Umowę zawarto ustnie, bo pryncypał stale się spieszył i nie miał czasu. TUZ rozpoczął sprzedaż programu - w I połowie 1990 roku Andrzej S. przyznał się do sprzedaży ponad dwudziestu egzemplarzy programu. Tymczasem Wojciech G. nadal pracował nad udoskonaleniem programu. W tym celu nawet przerwał o trzy miesiące wcześniej niż zamierzał ówczesną pracę etatową, za co Andrzej S. wypłacił mu równowartość miesięcznej płacy, a potem jeszcze 500 tys. zł zaliczki na konto przyszłych zysków. W lipcu 1990 miała miejsce próba rozliczenia się dystrybutora z autorem - Andrzej S. zaliczył na konto rozliczeń m. in. wszystkie pobory, jakie wypłacił Wojciechowi G. Położył jeszcze na stole milion zł zaliczki i naglony bardzo pilnymi sprawami oddalił się - nie podpisując umowy, ani też nie ujawniając wielkości dotychczasowej sprzedaży.

Program katalogowania dyskietek uzyskał wyróżnienie w konkursie "Produkt roku 1990", organizowanym przez redakcję PC Kuriera. Sądząc też z regularnie ukazujących się w prasie ogłoszeń reklamowych, sprzedaż programu przez TUZ-a idzie nadal. Była również propozycja ze strony Andrzeja S, żeby Wojciech G. zrobił drugą, rozszerzoną wersję programu - propozycji nie towarzyszyła gotowość rozliczenia się z dotychczasowej "kooperacji".

Wojciech G., dzięki swym innym przedsięwzięciom, odzyskał już uczucia małżonki i równowagę ducha. Ale w żadnym wypadku nie należy wymieniać w jego obecności nazwy firmy TUZ ani też nazwiska Andrzeja S.


TOP 200