Rychły Upadek Medycyny

Decyzja o budowie scentralizowanego systemu dla Narodowego Funduszu Zdrowia to sygnał, że planowany z rozmachem projekt RUM nigdy nie zostanie zakończony.

Decyzja o budowie scentralizowanego systemu dla Narodowego Funduszu Zdrowia to sygnał, że planowany z rozmachem projekt RUM nigdy nie zostanie zakończony.

"Minister w najbliższych tygodniach podejmie wiążące decyzje dotyczące Rejestru Usług Medycznych" - to zdanie można było usłyszeć od kolejnych urzędników Ministerstwa Zdrowia oraz Centrum Systemów Informacyjnych Ochrony Zdrowia (CSIOZ) przez cały 2004 r. Opis Systemu Rejestru Usług Medycznych - zawierający podstawowe założenia funkcjonalne i zaakceptowany przez zespół ekspertów, trafił na kolegium ministra zdrowia w lutym 2004 r. Został wstępnie zaaprobowany przez ministra Leszka Sikorskiego i... od tego czasu wokół projektu nastała cisza. Zgodnie z zapowiedziami urzędników biura prasowego Ministerstwa Zdrowia, minister Marek Balicki podejmie wiążącą decyzję do końca tego roku. Coraz częściej jednak słychać, że zaniecha tego projektu finansowanego w ramach offsetu.

Prace bez umowy

Czy minister może to zrobić? Oczywiście. Do tej pory minister spraw wewnętrznych i administracji, w którego gestii leży offset, nie podpisał żadnej wiążącej decyzji dotyczącej realizacji Rejestru Usług Medycznych. Nie ma też żadnej umowy pomiędzy Ministerstwami Zdrowia i Spraw Wewnętrznych a spółką RUM IT - założoną przez Prokom i ComputerLand - która miała realizować ten projekt. Wszelkie dotychczasowe działania RUM IT - pomoc urzędnikom z Centrum Systemów Informacyjnych Ochrony Zdrowia w opracowaniu funkcjonalności systemu - były podejmowane z myślą o przyszłej umowie dotyczącej realizacji RUM.

Poza tym polski rząd nadal nie rozstrzygnął kwestii formalnych związanych z ewentualnym naruszeniem Ustawy o zamówieniach publicznych przy realizacji projektów offsetowych. Urząd Zamówień Publicznych cały czas stoi na stanowisku, że wykonawcy przedsięwzięć informatycznych tej skali co RUM muszą być wyłonieni w drodze przetargu. To może być wygodny argument, który pozwoli rządowi wyjść z twarzą z całej sytuacji, rezygnując z budowy Rejestru Usług Medycznych.

Projekt wielu ojców

Gdyby powodzenie projektów informatycznych oceniać po liczbie ministrów nominalnie zaangażowanych w ich realizację, system RUM mógłby uchodzić za sukces na skalę europejską. Tylko od momentu powrotu do koncepcji jego budowy przez rząd SLD - bo przecież sam pomysł rejestracji usług medycznych ma już ponad 10 lat - rejestr "przeżył" już sześciu ministrów zdrowia (Andrzeja Łapińskiego, Marka Balickiego, Leszka Sikorskiego, Wojciecha Rudnickiego, Jerzego Hausnera i Jerzego Kamińskiego). W tym czasie ze sztandarowego projektu offsetowego przesunął się na szary koniec. Delikatnie mówiąc, projekt budowy Rejestru Usług Medycznych jest nadal w powijakach. Tymczasem wydaje się być najbardziej potrzebnym i przynoszącym największe oszczędności po wdrożeniu.

Zespół CSIOZ opracował wstępne założenia funkcjonalne. Scentralizowany system miałby zbierać autoryzowane - prawdopodobnie za pomocą kart mikroprocesorowych wydanych pacjentom - dane na temat usług medycznych realizowanych przez świadczeniobiorców na terenie całej Polski. W ramach systemu albo w ścisłej integracji z nim miałby pracować także system gromadzący dane o lekach refundowanych.

Dane pochodzące z RUM wspomagałyby zarządzanie systemem ochrony zdrowia. Rejestr Usług Medycznych - w zależności od potrzeb - miałby wspomagać rozliczenia usług medycznych i pełnić funkcje statystyczne. Jako baza niezależna od charakteru płatnika - czy jest to scentralizowany w Narodowym Funduszu Zdrowia, zdecentralizowane rozwiązanie w kasach chorych, czy jakikolwiek system pośredni - rejestr mógłby posłużyć jako podstawa systemu IT w służbie zdrowia w oderwaniu od przyjętych rozwiązań systemowych.

Kto chce rejestru?

Mógłby, ale prawdopodobnie nie posłuży. Głosy dochodzące z NFZ - przede wszystkim plany Jerzego Millera, prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia, dotyczące budowy scentralizowanego systemu informatycznego dublującego funkcje RUM, przy jednoczesnym braku deklaracji co do przyszłości tego Rejestru ze strony ministerstwa zdrowia - każą przypuszczać, że Marek Balicki nie chce kontynuować projektu odziedziczonego po poprzednikach. Wszelkie dane na temat realizowanych usług widziałby zaś raczej po stronie płatnika, czyli NFZ.

Dopóki cały czas myślimy o scentralizowanym systemie ochrony zdrowia, nie byłoby to rozwiązanie złe. Jednak wielkimi krokami zbliżają się wybory i prawdopodobnie nastąpi zmiana większości parlamentarnej oraz decentralizacja instytucji płatnika finansującego usługi medyczne. W tej sytuacji system budowany na potrzeby NFZ, jednostki, która zostanie być może zlikwidowana przez nowy rząd, okazałby się kolejnym nietrafionym przedsięwzięciem informatycznym.

Likwidacja Narodowego Funduszu Zdrowia nie musiałaby koniecznie oznaczać likwidacji RUM, który jako niezależna jednostka przy ministerstwie zdrowia - "trzecia strona" rozliczeń - mógłby być rozbudowywany. Bo jakiś system rejestracji działań podejmowanych w ochronie zdrowia jest bezsprzecznie potrzebny. Nie można jednak wykluczyć, że ministerstwo niespodziewanie przyłoży się do projektu RUM, a NFZ nadal będzie obstawać przy idei budowy własnego systemu. Za publiczne pieniądze powstaną dwa dublujące się rozwiązania. Byłby to najgorszy możliwy scenariusz.

System wciąż potrzebny

Według naszych informacji Marek Balicki prawdopodobnie nie podpisze wstępnych założeń rejestru i tym samym projekt zostanie zaniechany. W tej sytuacji na prawdziwy paradoks zakrawa fakt, że demontażem Rejestru Usług Medycznych zajmie się prawdopodobnie nie twardy liberał, ale członek lewicowej ekipy, która doszła do władzy pod hasłami centralizacji ochrony zdrowia. Pozostaje mieć nadzieję, że odkładając na półkę RUM, minister zaproponuje sensowną alternatywę. Bo w tej chwili ochrona zdrowia pozostaje bez systemu kontroli działań podejmowanych przez świadczeniodawców. O ile w oddziałach regionalnych Narodowego Funduszu Zdrowia względnie sprawnie funkcjonują systemy lokalne rejestrujące działania podejmowane w poszczególnych województwach, to na szczeblu centrali wiedza jest czysto teoretyczna. Powstałe w związku z tym pole do nadużyć jest niemal nieograniczone. Do wyłudzania nienależnych świadczeń czy leków wystarczy wycieczka pomiędzy województwami nadzorowanymi przez różne oddziały NFZ. Z dziurawego worka wszystkimi otworami uciekają pieniądze.

Antoni Bielewicz


TOP 200