Rozproszone zapasy

Centralizacja ośrodków przetwarzania danych nie zawsze ma sens. W pewnych okolicznościach równomierne rozmieszczenie zasobów obliczeniowych w kilku centrach danych przynosi większe korzyści. Można wówczas osiągnąć wyższy poziom bezpieczeństwa - redundancję centralnego backupu czy bardziej kompleksowy plan zachowania ciągłości działania.

Centralizacja ośrodków przetwarzania danych nie zawsze ma sens. W pewnych okolicznościach równomierne rozmieszczenie zasobów obliczeniowych w kilku centrach danych przynosi większe korzyści. Można wówczas osiągnąć wyższy poziom bezpieczeństwa - redundancję centralnego backupu czy bardziej kompleksowy plan zachowania ciągłości działania.

Pomimo silnych trendów konsolidacyjnych niektóre organizacje nadal preferują rozproszenie geograficzne zasobów obliczeniowych. Utrzymywanie kilku centrów danych ma jednak sens - zdaniem specjalistów - tylko wówczas, gdy w organizacji znajdują się pracownicy, którzy w każdej z lokalizacji mogą sprawować obowiązki informatyków. Drugim uzasadnionym przypadkiem są organizacje, które posiadają oddziały znajdujące się na różnych kontynentach. "Model satelitarnych centrów danych nadal doskonale sprawdza się w przypadku organizacji, które posiadają wiele regionalnych oddziałów. Dotyczy to banków, firm ubezpieczeniowych czy sieci sklepów" - przekonuje Charles King, analityk z firmy Pund-IT. "Korzyści są istotne dla tych organizacji, dla których ważne jest, by pracownicy pozostawali blisko danych i infrastruktury" - dodaje Charles King.

Na inne sytuacje zwraca z kolei uwagę George Hamilton, analityk Yankee Group Research. "Przewagą modelu satelitarnego jest wykorzystanie istniejącej przestrzeni. Nie trzeba wówczas budować dodatkowych pomieszczeń" - mówi George Hamilton. "Technologie wirtualizacyjne pozwalają działać wielu centrom danych jako jeden ośrodek. Użytkowników nie interesuje przecież, gdzie fizycznie ulokowane są urządzenia. Taki model pozwala także na budowanie lokalnej redundancji, która doskonale się sprawdza w przypadku awarii na mniejszą skalę. Zamykanie jednego ośrodka i przejmowanie jego zadań przez drugi doskonale sprawdza się w przypadku modernizacji i aktualizacji systemów".

Wersje modelu

Jednym z typów satelitarnych centrów danych jest "pokój danych", zlokalizowany na każdym piętrze firmowego biurowca. Nie są to oczywiście ośrodki przetwarzania danych z prawdziwego zdarzenia, ale należy mieć świadomość, że taki pokój w dużej organizacji może być znacznie większy niż całe centrum danych w małej firmie.

Drugim typem jest biuro regionalne z lokalnym centrum danych, które dostarcza usługi, takie jak poczta elektroniczna czy przestrzeń dyskowa do przechowywania plików. Jako trzeci typ można wskazać centrum danych oddalone geograficznie od dużego centrum danych, które zostaje tam przeniesione ze względu na niższe koszty utrzymania. Zwykle w takim wypadku dotychczasowe centrum danych staje się centrum pomocniczym lub zapasowym.

We wszystkich trzech przypadkach decentralizacja może okazać się pomocna przy minimalizowaniu efektów katastrofy. Dla pewnych ważnych z punktu widzenia działania organizacji aplikacji, takich jak poczta elektroniczna czy komunikacja błyskawiczna, firma może uruchomić redundantne centrum przetwarzania danych. W sytuacji gdy awarii ulega system pocztowy, ośrodek zapasowy zapewni świadczenie usług. Mechanizm zadziała także w dokładnie odwrotnej sytuacji.

Najwyższy poziom bezpieczeństwa można oczywiście osiągnąć, wykorzystując wszystkie typy centrów danych. Na każdym piętrze firmowego biurowca może działać "pokój danych", obsługujący podstawowe funkcje sieciowe, większe satelitarne centrum danych może zapewniać zapasowe zasoby dla systemów takich jak poczta elektroniczna, natomiast w dużym centrum danych obsługiwane są najważniejsze aplikacje istotne dla całej organizacji.

Mniejsze rachunki

Satelitarne centra danych to także rozwiązanie problemów związanych z dynamicznie rosnącymi kosztami energii elektrycznej. Problem na razie dotyczy głównie USA, w szczególności Nowego Jorku i Kalifornii. Większość specjalistów jest jednak zgodna, że już wkrótce zacznie się z nim borykać Europa, a także Polska.

Dlatego coraz więcej firm rozważa ulokowanie swojego centrum danych w innym kraju. Wśród amerykańskich korporacji powodzeniem cieszą się Indie. Znaczne korzyści można także osiągnąć przenosząc centra danych do innego stanu. Przykładem mogą być projekty realizowane przez Google czy Microsoft. Roczne różnice w rachunkach za prąd pomiędzy Nowym Jorkiem a niektórymi amerykańskimi stanami dla dużych organizacji sięgają kilkudziesięciu milionów USD.

Niemniej coraz ostrożniej amerykańskie korporacje stawiają na centralizację. Przede wszystkim dlatego, że w takim wypadku rośnie zagrożenie płynące z wystąpienia jednego zagrożenia. Ekonomia musi być równoważona z niezawodnością. Rozproszone centra mogą działać jako ośrodki zapasowe.

Selekcja nienaturalna

Doroczne badanie przeprowadzone przez AT&T, poświęcone gotowości amerykańskich organizacji z największych miast do działania po poważnej awarii lub katastrofie, pokazało, że prawie co trzecie przedsiębiorstwo nie jest przygotowane na takie wydarzenia. Aż 26% ankietowanych odpowiedziało, że ich firma nie dysponuje żadnymi planami, a 2% w ogóle nie wie, czy taki plan istnieje.

Prawdopodobnie stosunkowo wysoki odsetek firm, które przyznały się do braku stosownych planów działania na wypadek katastrofy, należy łączyć z tym, że 75% ankietowanych deklaruje, że ich organizacja nigdy nie doświadczyła poważnej awarii.

"Niektórzy użytkownicy nadal są przekonani, że katastrofy przydarzają się wyłącznie innym" — komentuje Jerry Shammas, odpowiedzialny za usługi zachowania ciągłości biznesowej i odtwarzania systemów po awarii w AT&T.

Wiele osób jest przekonanych, że nie grożą im huragany, trzęsienia ziemi czy tornada, a zatem są bezpieczni. Katastrofy naturalne to jednak nie jedyne zagrożenia. Poważne konsekwencje mogą mieć także poważne awarie sieci teleinformatycznych czy katastrofy komunikacyjne. Aż 74% respondentów odpowiada, że największym zagrożeniem dla ciągłej pracy biznesu są obecnie wirusy i robaki internetowe.

Co ciekawe, dla części osób odpowiedzialnych za bezpieczeństwo posiadanie samego planu i uaktualnianie go wystarcza, by poczuć się bezpiecznie. Zaledwie 41% ankietowanych odpowiada twierdząco na pytanie, czy testowali posiadane plany.


TOP 200