Rozgrzebywanie cen

Wbrew nadziejom niektórych osób komisarz Neelie Kroes na razie nie zamierza żądać likwidacji polskiego superoperatora. Zamiast tego, korzystając z większych uprawnień, pyta UKE, czy aby nie nadużywa okazji do wzorowania się na cenach hurtowych z innych państw.

Komisja Europejska skierowała do Polski zapytanie w sprawie sposobu regulowania usług hurtowych w telekomunikacji. W relacjach KE z polskim rządem i Prezes UKE to formalne ostrzeżenie, chociaż w języku dyplomatycznym ten etap procedury określa się niekiedy łagodnie "zaproszeniem do złożenia wyjaśnień". Polska ma dwa miesiące na przygotowanie odpowiedzi. Jeżeli wyjaśnienia nie spowodują, że Komisja przestanie być "zaniepokojona", może to skutkować wydaniem tzw. uzasadnionej opinii. Wtedy na Polskę zostanie nałożony obowiązek likwidacji uchybień w Prawie telekomunikacyjnym. Jeżeli to nie nastąpi, przeciwko Polsce może zostać wszczęte formalne postępowanie w europejskim Trybunale Sprawiedliwości w sprawie naruszenia zasad prawa unijnego. Komisja mogłaby też w ramach tej procedury wnioskować o nałożenie na Polskę kary finansowej.

Wyrównywanie szeregu

To nie pierwszy przypadek różnicy zdań pomiędzy Komisją Europejską a Polską w sprawach regulacji telekomunikacyjnych. Komisja co rusz napomina też inne państwa członkowskie. Ten wniosek sygnuje jednak nowa komisarz ds. agendy cyfrowej Neelie Kroes, następca Viviane Reding. Ciekawy jest obecny kontekst wniosku Komisji. Do tej pory Komisja upominała Polskę najczęściej za opóźnienia we wdrażaniu unijnego systemu regulacyjnego. Prezes Anna Streżyńska - wojując na wszystkich frontach z TP - szła wyraźnie na skróty. Chcąc osiągnąć szybkie efekty, zabrała się wbrew polityce unijnej za regulacje rynków detalicznych.

Teraz sytuacja jest wyraźnie inna. Prezes UKE zawarła z TP w 2009 r. porozumienie, które zobowiązuje operatora do oferowania usług hurtowych i detalicznych przez inne struktury organizacyjne. TP ma w ten sposób uniknąć nałożenia obowiązku radykalnego podziału funkcjonalnego firmy, a równocześnie otworzyć się na współpracę z operatorami alternatywnymi i oferowanie im akceptowalnych warunków udostępniania infrastruktury. Jesienią określono to nawet nieco na wyrost "polityką miłości".

Obecnie Komisja Europejska zaniepokoiła się skutkiem zmiany w Prawie telekomunikacyjnym dokonanej w 2009 r. Poszerzono wówczas możliwość powoływania się w decyzjach regulacyjnych Prezes UKE na ceny referencyjne z porównywalnych rynków europejskich. Można się zastanawiać, czy działanie Komisji Europejskiej nie jest być może wynikiem lobbingowej interwencji któregoś z operatorów, który wolałby dłużej i dokładniej negocjować nakładanie obowiązków regulacyjnych, niż to robi UKE. Czy to zatem symptom początku końca "polityki miłości"?

Światopogląd regulacyjny

Wniosek Komisji z czysto formalnego punktu widzenia można by uznać za uzasadniony. Filozofia unijnego systemu regulacyjnego dla sektora telekomunikacji zakłada eskalację obowiązków regulacyjnych. Na operatora o znaczącej pozycji rynkowej powinno się stopniowo nakładać kolejne obowiązki regulacyjne, zaczynając od najłagodniejszych, a przy tym najwłaściwszych i proporcjonalnych w stosunku do zidentyfikowanych problemów rynkowych.