Rok na opak?

Istnieje przekonanie, że tzw. postęp jest proporcjonalny do czasu. Przekonanie to ma u podstaw racjonalistyczny pogląd, że każdy skutek ma swoją przyczynę i że związki przyczynowo- skutkowe dają się ująć w ramy logiki. Bieg wypadków daje się więc przewidywać. A w której z dziedzin ludzkiej działalności należy oczekiwać mechanizmów bardziej zgodnych z zasadami racjonalizmu, jeśli nie w przemyśle komputerowym, którego fundamentem jest logika formalna?

Istnieje przekonanie, że tzw. postęp jest proporcjonalny do czasu. Przekonanie to ma u podstaw racjonalistyczny pogląd, że każdy skutek ma swoją przyczynę i że związki przyczynowo- skutkowe dają się ująć w ramy logiki. Bieg wypadków daje się więc przewidywać. A w której z dziedzin ludzkiej działalności należy oczekiwać mechanizmów bardziej zgodnych z zasadami racjonalizmu, jeśli nie w przemyśle komputerowym, którego fundamentem jest logika formalna?

Tymczasem, gdyby starać się ubrać w słowa procesy, które zaszły w komputerowym świecie w ciągu mijającego właśnie roku, trzeba aż nadto często odwoływać się do logiki paradoksu.

Rok temu było niemal oczywiste, że postępować będzie uniformizacja platform sprzętowo-systemowych pod sztandarami systemów otwartych, których ucieleśnieniem miał być oczywiście Unix. Po roku nadal nie wiadomo, co to jest system otwarty; pojęcie to staje się nawet coraz bardziej mityczne. "Im bardziej tam zaglądam, tym bardziej go tam nie ma!" - skarżył się Kubuś Puchatek, szukając swego przyjaciela Prosiaczka za żywopłotem. Unix przechodzi taką właśnie puchatkową ewolucję: ciągle pojawiają się kolejne jego wcielenia, lecz właśnie ta wielość powoduje, że coraz bardziej nie ma systemu otwartego. Rodzina Unixa liczy już ponad czterdziestu członków, a każdy pozostaje w zgodności tylko z samym sobą. Nawet błogosławieństwo POSIX niewiele im pomaga.

Skłonność do dezintegracji pod hasłami integracji obejmuje również organizacje gospodarcze. Grupa ACE, stawiająca sobie szczytny cel zbudowania pomostów między światem Intela i RISC, rozpada się w niezbyt eleganckim stylu, zanim zdążyło zamilknąć echo fanfar, ogłaszających nową epokę. Wygląda na to, że ACE stanowiło jedynie przejaw atawistycznej skłonności do zbijania się w stada, gdy w powietrzu czuć niebezpieczeństwo. W wielkich firmach również widoczna jest raczej skłonność do decentralizowania struktur, w celu uniknięcia niezdrowej sztywności struktur.

Wojna cen, rozpętana na rynku PC, została dawno już potępiona przez wszystkich jej uczestników. Wspólnym zmartwieniem miłujących pokój wojowników jest m.in. groźba zahamowania postępu technicznego na skutek braku funduszy na badania. Tymczasem kolejna pecetowa rewolucja w postaci procesora Pentium, stoi już za progiem.

Z artykułów prasowych, reklam i informacji firmowych można odnieść wrażenie, że wszyscy producenci dążą głównie do zwiększania wydajności systemów, a zwłaszcza jej stosunku do ceny - "price-to-performance". Każdy jednak inaczej definiuje zarówno "performance", jak i "price" (na różny sposób dołączając koszty eksploatacji) i każdemu wychodzi, że to właśnie on wyprzedził konkurencję o całą długość. Tymczasem, na wpół podskórnie, zasadniczego znaczenia nabiera bezpieczeństwo danych. W tej dziedzinie postęp jest chyba najbardziej zdumiewający i najbardziej potrzebny użytkownikom, za to najsłabiej, o dziwo, akcentowany przez producentów i dystrybutorów.

Prawo paradoksu nie omija również naszego krajowego podwórka. Na przykład, wiele świadczy o tym, że wśród krajowych wytwórców komputerów osobistych zapanowały, mimo ostrej konkurencji, całkiem cywilizowane obyczaje, oparte na zrozumieniu, a nawet wzajemnej pomocy w razie potrzeby. Ten europejski klimat został (akurat podczas jego krystalizowania się) poważnie zakłócony przez samą Europę, która - korzystając z 15% przewagi celnej - wciska na nasz rynek sprzęt rodem z Filipin i Malezji, za to z certyfikatami EWG. Stwarza to znaczne kłopoty krajowcom, którzy od pewnego już czasu nie schodzą poniżej wyselekcjonowanych dostawców tajwańskich, powoli dobijając się dobrej reputacji własnych marek. Meczowi temu stronniczo sędziuje nasz własny rząd, zapewniając, że widzi i rozumie, ale cła jakoś pozostają bez zmian.

W bilansie rocznym polskiego rynku oprogramowania coraz znaczniejszą pozycję stanowi oprogramowanie (zgodnie ze światową tendencją), za to nie zdarzyło się prawie nic, co by w jakiś sensowny sposób zmierzało ku regulacji spraw związanych z zawodem informatyka. Trzeba by zresztą raczej mówić o całej grupie zawodów informatycznych. Branża komputerowa jest jedyną w naszym kraju, w której sprawy pracownicze pozostają daleko z tyłu za sprawami biznesu. Jest to dokładna odwrotność układu krajowego, który charakteryzuje się raczej nadreprezentacją związków zawodowych w gremiach decyzyjnych.

Świadkami jakich paradoksów będziemy w przyszłym roku? Cóż, do natury paradoksu należy to, że nie dają się przewidywać.


TOP 200