Robocop i inne wymysły

Literatura science fiction, spotęgowana w obrazach filmowych, wypaczyła powszechny wizerunek robotów. Skierowała nas bardziej w stronę mitu niż rzeczywistej refleksji o przyszłej roli maszyn w naszym życiu.

Literatura science fiction, spotęgowana w obrazach filmowych, wypaczyła powszechny wizerunek robotów. Skierowała bardziej w stronę mitu niż rzeczywistej refleksji o przyszłej roli maszyn w naszym życiu.

Mamy wiele zasadniczych racji, by odrzucić ideę ewolucji maszyn na podobieństwo ewolucji gatunku ludzkiego. Wizja populacji robotów, które miałyby zdominować nasz gatunek, spychając go w jakąś niszę ekologiczną lub niszcząc nas zupełnie (tak jak my ludzie zniszczyliśmy niektóre gatunki świata przyrodniczego), nie wydaje się wiarygodna i pewnie się nie ziści. Pozostanie raczej w sferze fantastyki naukowej. Tymczasem przychodzi nam obcować z maszynami, którym daleko do rozumności i ewolucyjnej przebiegłości i które zaczynają stwarzać nam innego rodzaju kłopoty. Dlaczego zatem odnosimy się do robotów, które zarówno ułatwiają nam życie, jak i czynią je coraz bardziej trudnym i ryzykownym, z nieustannym podejrzeniem o nadmierną ekspansję, złe zamiary czy pragnienie dominowania?

Źródeł tych odczuć i obaw, bliskich resentymentowi czy fobii, szukać można w literaturze science fiction, która zwłaszcza od drugiej połowy XX w. - w epoce komputerów - zdominowała nasze myślenie o technice i maszynach. Nie tylko wyczuliła nasz zmysł estetyczny i etyczny na dylematy stechnicyzowanej cywilizacji (za co jej chwała), lecz także narzuciła wizję androidalnych, człekopodobnych tworów jako naszych równoważnych partnerów na Ziemi i w kosmosie.

Liczne generacje cyborgów, całkowicie sztucznych, a mimo to posiadających znamiona ludzkiej inteligencji, zaludniły naszą masową wyobraźnię. Utrwalone na kartach poczytnych powieści science fiction, spotęgowane w obrazach filmowych i reprodukowane w gadżetach masowej kultury weszły w codzienne użycie jako stereotyp, wręcz archetyp naszej wyobraźni. To przez niego patrzymy teraz na systemy informatyczne, roboty czy inne narzędzia o zautomatyzowanej, samosterownej naturze, jak gdyby były one istotami żywymi. Wprawdzie wyzwoliliśmy się już spod oddziaływania dosadnego, romantycznego jeszcze w swej istocie i treści, obrazu doktora Frankensteina, wykreowanego w powieści Mary Wollstonecraft Shelley, i nie boimy się już takich monstrów, lecz nadal myślimy o najnowszej technice w kategoriach androidów, zombi itp. obiektów. Roboty postrzegamy właśnie w taki sposób - antropomorfizując je, co prowadzi do ich fetyszyzacji i alienacji.

Czy naprawdę winę za to ponosi literatura? Na pewno nie wyłącznie i nie do końca. Robotyka jest dzisiaj niezwykle efektywną dziedziną nauki i techniki. W laboratoriach i fabrykach powstają sprytne maszyny, które zastępują człowieka w wielu czynnościach praktyczno-poznawczych. W gospodarce rynkowej istnieje zapotrzebowanie na roboty, lecz również istnieją bariery ekonomiczne ich rozwoju. Mimo to nadzieje związane z praktyką i teorią sztucznej inteligencji są nadmierne, płonne, a nawet szkodliwe, o czym już nieraz pisałem na łamach Computerworld. Warto zauważyć, że były one niejednokrotnie motywowane właśnie przez literaturę fantastycznonaukową i jej sugestywne obrazy mówiących i myślących maszyn. O ile mit sztucznej inteligencji już powoli upada i jego dotychczasowe oddziaływanie wygasa, o tyle wizje świata maszyn z science fiction są wciąż żywe i wywierają na nas spory wpływ. Zbyt głęboko weszły w kulturę masową.

Odpersonifikować robota

Literatura tego rodzaju na ogół nie grzeszyła głębią analiz. Już dawno to stwierdził sam Stanisław Lem, który - będąc mistrzem tego gatunku - dobrze zdawał sobie sprawę z licznych uproszczeń, jakie nazbyt często pojawiają się w morzu takich dzieł. Sprzeciwiał się prostocie i sztampowości wizji maszyn konkurujących z człowiekiem, sam zaś w okresie intensywnej twórczości (jak się zdaje bezpowrotnie minionym) starał się dogłębnie analizować możliwe scenariusze oddziaływania maszyn i robotów na ludzi.

Jego krytycznoliterackie analizy science fiction można z powodzeniem odnieść do stanu dzisiejszej robotyki i jej oddziaływania na życie społeczne. To, co swego czasu budziło wątpliwości w wymiarze literackim, tym bardziej daje nam dzisiaj do myślenia w kwestiach automatyzacji i sterowania naszego życia przez wyrafinowane maszyny. Trafność tamtych uwag mistrza gatunku SF może dzisiaj być podstawą krytycznych analiz stechnicyzowanej cywilizacji. Winniśmy się bowiem wyzwolić spod panowania literackiego obrazu robota i popatrzeć na maszyny bardziej krytycznym i trzeźwym spojrzeniem.

Tym, co zawsze uderzało w literaturze tego gatunku, była człekokształtna, antropoidalna wizja robotów, którą Stanisław Lem nazwał "demonizmem homunkulicznego mitu". Czołowi twórcy gatunku uznali za atrakcyjne literacko i poznawczo wizje maszyn konkurujących z człowiekiem na płaszczyźnie jego najistotniejszych i swoistych cech gatunkowych: myślenia, samoświadomości, rozumności czy odpowiedzialności. W taki sposób maszyna równa człowiekowi stała się bożyszczem i mitem władającym potoczną wyobraźnią. Jak jednak zauważa Stanisław Lem: "Przez to temat zdobywa najpierw społeczny wymiar; zarazem ma i «personalistyczny» w potencji, zgodnie z wizją «oblężenia osobowości przez jej manekinowe imitacje», i wreszcie psychologiczny - ponieważ chodzi o sytuacje, w której stosunek «podmiot - przedmiot» ulega perfidnemu przekształceniu: maszyna, co była przedmiotem, uzyskuje jak gdyby podstępnie - podmiotowe cechy rozumu. I wreszcie ma rzecz wymiar ontologiczny w granicy, nie podług wyobrażeń o «buncie robotów», lecz w świetle przepowiedni, że można zbudować sztuczną istotę, od naturalnego człowieka doskonalszą - jako «godniejsze» od niego wcielenie rozumu".

Konsekwencje tego mitu wykraczają także poza literaturę, a przynajmniej powinny dać o sobie znać w innych sferach życia, gdzie robotyka odciska swoje coraz bardziej znaczące piętno, będąc tam nie sprawą literackiej wizji, lecz faktów.


TOP 200