Robert

Mam na imię Robert. Jestem przedstawicielem handlowym firmy sprzedającej detalicznie naczynia kuchenne.

PROFILE

Mam na imię Robert. Jestem przedstawicielem handlowym firmy sprzedającej detalicznie naczynia kuchenne.

Praca moja jest o tyle niewdzięczna, że ludzie zaczęli od pewnego czasu strasznie grymasić. Nie dość, że oferuję im towar wyprodukowany w najnowszej technologii kosmicznej, a ponadto posiadający wieloletnią gwarancję, to jeszcze kręcą nosem, gdy poznają cenę. Wiadomo przecież, że jak coś jest dobre, to musi być drogie. Dawniej było więcej chętnych na naczynia. Teraz być może rynek się nasycił lub klienci nie mają pieniędzy. W każdym razie lekko nie jest. Aby awansować, muszę stale podnosić kwalifikacje. Właśnie uzupełniam zaocznie wykształcenie wyższe na prywatnej uczelni ekonomicznej. Mam nadzieję awansować po uzyskaniu tytułu magistra. Od pewnego czasu zainteresowałem się komputerami. Już kilka miesięcy buszuję po Internecie i muszę stwierdzić autorytatywnie, że mnie to wciąga. Dowiaduję się coraz to nowych rzeczy i chociaż nie mogę się jeszcze mianować ekspertem w tej dziedzinie, to chyba już bliżej niż dalej do osiągnięcia doskonałości.

U nas na uczelni także jest Internet. Uczelniany informatyk sporządził nawet wewnętrzną witrynę informacyjną szkoły, gdzie można poczytać o pewnych sprawach dotyczących studentów. Niestety, witryna jest dostępna jedynie z siedziby szkoły, natomiast z zewnątrz jej nie widać. Podobno nazywa się to intranet, ale mnie się wydaje, że ten informatyk jest jakiś lewy i po prostu nie potrafił skonstruować strony widocznej z zewnątrz. Dlatego też zacząłem baczniej przyglądać się jego twórczości internetowej. Wiele stron zostało zbudowanych za pomocą edytora Word. Łatwo można się o tym przekonać, oglądając źródło w języku HTML. Jak już wspomniałem, jestem wysoko zaawansowany w technologiach sieciowych, nie ma więc dla mnie rzeczy do ukrycia. No więc strony stworzone w Wordzie są do niczego, gdyż Word konstruuje kod mało efektywny, co ma bezpośredni wpływ na szybkość otwierania strony. Po drugie, zastosowano język polski w kodzie windows-1250, podczas gdy każdy wie, że standardem w Internecie jest iso-8859.

Na dodatek informatyk ten zamieścił swoją stronę prywatną ze zdjęciem, chyba żeby każdy mógł zobaczyć, kto też wystawia na pośmiewisko publiczne takie knoty. W końcu nie wytrzymałem i wysłałem do niego e-maila, opisując w nim wszystko co mnie na wspomnianych witrynach zdenerwowało. Wytłumaczyłem mu także, że to nie złośliwość z mojej strony, ale wiedza i odpowiedzialność pchnęły mnie do krytyki, że przecież nie można okazywać całemu światu takiego lekceważenia, ignorancji i nieznajomości zagadnień Internetu. List wysłałem rok temu i do tej pory nic mi nie odpisał. Na stronach zauważam zmiany, ale błędów w dalszym ciągu nie usunięto. I bądź tu człowieku życzliwy dla innych!


TOP 200