Redmond pod lupą Temidy

Spory prawne, w których głównym bohaterem jest Microsoft, stały się już trwałym elementem światowego rynku komputerowego lat 90. Od tego czy tym razem Microsoft będzie potrafił obronić swoje racje przed amerykańskim departamentem sprawiedliwości w dużej mierze zależy przyszłość rynku komputerowego.

Spory prawne, w których głównym bohaterem jest Microsoft, stały się już trwałym elementem światowego rynku komputerowego lat 90. Od tego czy tym razem Microsoft będzie potrafił obronić swoje racje przed amerykańskim departamentem sprawiedliwości w dużej mierze zależy przyszłość rynku komputerowego.

„Czy Microsoft będzie w stanie wykorzystać swoją dominację na rynku systemów operacyjnych do kontroli dostępu i zawartości Internetu do tego stopnia, że przepisywane od nowa podręczniki i encyklopedie będą w korzystniejszym świetle przedstawiać prezesa firmy - Billa Gatesa?” - zastanawia się Ralph Nader, amerykański prawnik, specjalizujący się w procesach przeciwko naruszaniu praw konsumenckich. Od października br. opinia publiczna nie tylko w USA, ale także na innych kontynentach podzieliła się na dwa obozy: tych, którzy uważają, że Microsoft zakłóca harmonię światowej gospodarki i ogranicza prawo jednostki oraz tych, którzy traktują Ralpha Nadera, Gary’ego Rebacka i innych prawników jawnie manifestujących niechęć do Microsoftu wyłącznie jako poszukujących taniej popularności kaznodziejów.

Milion za każdy dzień

20 października br. z serwisów informacyjnych na całym świecie dobiegła wiadomość, że amerykański Departament Sprawiedliwości zwrócił się do sądu z żądaniem nałożenia na Microsoft kary wynoszącej 1 mln USD za każdy dzień, dopóki największa niezależna firma software’owa nie przestanie łamać prawa. Prawnicy z Waszyngtonu twierdzą bowiem, że Microsoft narusza orzeczenie sądu wydane w 1995 r., które zobowiązywało firmę Billa Gatesa do zaprzestania oddziaływania na producentów PC, którym firma udziela specjalnej licencji na system operacyjny Windows 95, pod warunkiem że producenci PC zgodzą się również na licencjonowanie innego produktu - przeglądarki Internet Explorer. Ta ostatnia stanowi klucz do Internetu, nowego celu w ekspansji firmy.

Na początku grudnia br. sąd okręgowy, w którym spotkali się przedstawiciele Microsoftu i prawnicy departamentu, miał rozstrzygnąć o zasadności zarzutów wystosowanych przez Janet Reno, będącą prokuratorem generalnym USA i kierującą Departamentem Sprawiedliwości. Po przesłuchaniu obu stron, sprawa wysokiej kary finansowej i umów zawieranych przez Microsoft z producentami sprzętu PC wciąż nie została rozwiązana.

Razem czy oddzielnie

Najważniejszym elementem dla rozstrzygnięcia sporu jest ustalenie, czy przeglądarka Internet Explorer jest samodzielnym produktem, czy też stanowi część systemu operacyjnego. Dotychczasowe wersje aplikacji umożliwiającej wędrowanie po stronach World Wide Web rozdawane były użytkownikom bezpłatnie. Dzięki temu Microsoft z miesiąca na miesiąc zwiększa swój udział w rynku przeglądarek internetowych, coraz bardziej zbliżając się do lidera rynku - Netscape’a. Nowy Explorer 4.0 zawiera mechanizmy, które ściśle integrują go z systemem operacyjnym Windows 95. Prawdopodobnie efektem tego będzie wciąż zmniejszający się udział konkurencyjnych produktów w rynku przeglądarek.

W roku 1995 sąd zobowiązał Microsoft do niewykorzystywania swojej dominującej pozycji na rynku systemów operacyjnych do ekspansji na rynki innych aplikacji. Philip Malone, prawnik Departamentu Sprawiedliwości, przyznaje, że w 1995 r. nie zabroniono Microsoftowi bezpośrednio integrowania produktów, jednak jego zdaniem, Internet Explorer nadal pozostaje niezależną aplikacją. Toteż oferowanie producentom PC systemu operacyjnego wraz z jednoczesnym nakazem licencjonowania przeglądarki jest bezprawne. „W przyszłości, jeżeli Explorer będzie naprawdę integralną częścią Windows, nie będziemy zgłaszać zarzutów” - zakończył Philip Malone.


TOP 200