RUM dla zdrowia

W ramach reformy ubezpieczeń zdrowotnych Ministerstwo Zdrowia i Opieki Społecznej wdraża projekt rozliczeń usług medycznych RUM. W czerwcu 1996 r. odpowiednie regulacje zostały przyjęte rozporządzeniem Ministra Zdrowia. Wówczas rząd oficjalnie zatwierdził koncepcję wprowadzenia książeczek usług medycznych.

W ramach reformy ubezpieczeń zdrowotnych Ministerstwo Zdrowia i Opieki Społecznej wdraża projekt rozliczeń usług medycznych RUM. W czerwcu 1996 r. odpowiednie regulacje zostały przyjęte rozporządzeniem Ministra Zdrowia. Wówczas rząd oficjalnie zatwierdził koncepcję wprowadzenia książeczek usług medycznych.

Do lekarza z kuponem

W myśl założeń projektu każdy leczący się Polak ma otrzymać nową książeczkę zdrowia, która ewidencjonować będzie przebieg jego leczenia. W książeczce znajdzie się 10-20 blankietów, każdy zawierający dwie kopie. Autorzy systemu nazywają blankiet kuponem RUM. Składający się z trzech identycznych formularzy samokopiujących, kupon wydawany będzie przez rejonowe biuro Rejestru Usług Medycznych. Źółty formularz zawiera odcinek kontrolny zawierający dane pacjenta opatrzone jego numerem PESEL oraz numer kuponu w postaci kodu kreskowego. Pozostałe formularze - biały i różowy - przeznaczone są dla lekarza i pacjenta. Kupon RUM dokumentuje wykonanie każdej usługi medycznej: porady, badania, hospitalizacji i przepisania leków.

Wypełniony przez osobę zlecającą (np. lekarza) kupon zawiera informacje m.in. o pacjencie, osobie zlecającej, instytucji zlecającego, rodzaju usługi i przyczynie wykonania usługi. Osoba dokonująca wpisu zatrzymuje dla siebie różowy formularz kuponu, który dołącza się do dokumentacji medycznej. Natomiast realizujący usługę, np. laboratorium lub apteka, zatrzymuje żółty formularz, wysyłany po wypełnieniu do rejonowego biura RUM, gdzie następuje wprowadzenie danych do systemu.

Kupon w obiegu

Za wysłanie danych do wojewódzkich ośrodków obliczeniowych odpowiedzialni będą realizujący usługi, czyli laboratoria i apteki, a w niektórych wypadkach również lekarze. Tam nastąpi rozliczanie danych, co - jak twierdzą autorzy projektu z Instytutu Medycyny Wsi w Lublinie - pozwoli na wypłacenie ośrodkom realizującym usługi pieniędzy za ich wykonanie. W myśl założeń, co miesiąc każdy wojewódzki Zakład Opieki Zdrowotnej, w którego gestii leży finansowanie przychodni i szpitali, musi sporządzić raport, ile osób spoza województwa leczyło się w jego placówkach, i ile to kosztowało. Po otrzymaniu zestawienia ZOZ-y, którym podlegają te osoby, będą zobowiązane zwrócić pieniądze za ich leczenie.

Biura RUM przy wprowadzaniu danych będą miały do czynienia nie tylko z numerami PESEL pacjentów, ale również z nowymi numerami przydzielanymi w systemie specjalnie dla lekarzy i instytucji medycznych (przychodnie, laboratoria, apteki). Odbiorcami informacji statystycznej z RUM będzie Wydział Zdrowia w Urzędzie Wojewódzkim, Główny Urząd Statystyczny i centralne biuro Rejestru, zlokalizowane w MZiOS. W tym roku Ministerstwo Finansów na wniosek MZiOS przeznaczyło na cele reformy 70 mln zł, o 60 mln zł więcej niż w ub.r.

W Polsce działają obecnie dwie wersje systemu. Pierwsza, tzw. "czarnkowska", już w 1993 r. została wprowadzona w Zakładzie Opieki Zdrowotnej w Czarnkowie i jest, jak do tej pory, jedynym w pełni działającym projektem. Druga - "gdańska", którą można zobaczyć na Wybrzeżu, od swojej poprzedniczki różni się tym, że obsługuje również rozliczenia między Zakładami Opieki Zdrowotnej. Obecnie ministerstwo opracowuje w szczecińskim Terenowym Banku Danych trzecią wersję, która nie tylko sprawi, że wersja "czarnkowska" będzie obsługiwać rozliczenia między Zakładami, ale powinna również komunikować się z systemem "gdańskim". Biura RUM - jak informuje ministerstwo - powstały do tej pory w 15 województwach. Większość pozostałych ma być uruchomiona w przyszłym roku.

Podstawą infrastruktury informatycznej systemu - jak piszą autorzy publikacji "Rejestr Usług Medycznych - koncepcja systemu, specyfikacja elementów"- ma być sieć LAN w każdym biurze RUM zbudowana "z prostych i względnie tanich podzespołów, a jednocześnie mało podatna na awarię". Autorzy projektu sądzą, iż do obsługi wprowadzania danych idealnym rozwiązaniem będzie komputer PC 486 pracujący w środowisku DOS/Novell. Wiadomo już, że przy wprowadzaniu danych nie będzie wykorzystywane środowisko Windows. Co najwyżej na szczeblu wojewódzkim i centralnym powstaną wydzielone "stacje graficzne" do sporządzania raportów i prezentacji. Wykonawcą systemu zarówno od strony oprogramowania, jak i sprzętu w każdym województwie może być kto inny. Ustalono bowiem, że Urzędy Wojewódzkie mają prawo rozpisać przetargi na realizację systemu według przysłanych z ministerstwa specyfikacji. Wykonawcą modelu "czarnkowskiego" jest firma Procommerce z Łodzi, a "gdańskiego" - SQLab z Gdańska.

Zwolennicy projektu opowiadają się za wprowadzeniem systemu leczenia zastępującego anonimową strukturę ubezpieczeń zdrowotnych. Do tej pory - zdaniem pomysłodawców - system opieki zdrowotnej był w stanie realizować 35%-40% potrzeb medycznych Polaków. Reforma ma ten współczynnik podnieść dwukrotnie. Reformatorzy twierdzą także, że do tej pory nie było wiadomo, na co konkretnie są przeznaczane ogromne środki, stanowiące ok. 14% wydatków budżetu państwa rocznie.

Według nich wprowadzenie kontroli kosztów pozwoli na znaczne zmniejszenie wydatków budżetu na refundację bezpłatnych lub tanich leków, zapisywanych przez lekarzy osobom, którym one nie przysługują, bądź "na zapas" (marnuje się w ten sposób sporo pieniędzy). Jeden z pytanych przez nas lekarzy stwierdził, iż w poznańskim szpitalu po wprowadzeniu systemu komputerowego zużycie leków spadło o połowę, a ilość badań zleconych w jednym z pilskich ośrodków zmniejszyła z czterdziestu miesięcznie do trzech.

Wszystkie głosy przeciwko RUM reformatorzy kwitują zdaniem, iż krytyka pochodzi od lobby ordynatorów, którzy na chaosie w polskiej medycynie zarabiają grube pieniądze.

Przeciwnicy reformy, wśrod których można znaleźć także menedżerów i konsultantów współpracujących z ministerstwem zdrowia, twierdzą, że koszt wprowadzenia systemu przekroczy 1 mld zł, a wprowadzanie co roku 200-250 mln recept do systemu komputerowego i wydawanie książeczek będzie dodatkowo kosztować podatników ok. 415 mln zł rocznie. Reformatorzy uważają, że liczby te są cztero-, pięciokrotnie zawyżone.


TOP 200