Publiczno-prywatne bezpieczeństwo

Rozmowa z Timem Bloechlem, kierującym w Microsoft światowym zespołem ds. bezpieczeństwa publicznego, bezpieczeństwa narodowego i obronności.

Przez ponad 20 lat był pan w armii, służąc w wywiadzie wojskowym i biorąc udział w wielu międzynarodowych operacjach wojskowych, później przez sześć lat zajmował się pan zabezpieczeniem informacji i cyberbezpieczeństwem w amerykańskim Departamencie Obrony. Od dłuższego czasu pracuje pan po stronie sektora prywatnego, najpierw w Booz Allen Hamilton, a obecnie w Microsoft. Czy wymiana informacji, pomiędzy tymi zupełnie różnymi światami, niezbędna dla budowania nowoczesnego bezpieczeństwa jest wyzwaniem, które da się zrealizować?

Tworzymy w Polsce grupę roboczą, do wypracowania zasad cyberbezpieczeństwa w kontaktach międzynarodowych, w której uczestniczą przedstawiciele sił zbrojnych Polski, Litwy, Łotwy i Estonii oraz Stanów Zjednoczonych.

Tworzymy w Polsce grupę roboczą, do wypracowania zasad cyberbezpieczeństwa w kontaktach międzynarodowych, w której uczestniczą przedstawiciele sił zbrojnych Polski, Litwy, Łotwy i Estonii oraz Stanów Zjednoczonych.

Uczestniczyłem w tworzeniu systemu wymiany informacji w armii. Problemy były już u podstaw, w wypracowaniu mechanizmów wymiany informacji pomiędzy poszczególnymi jednostkami organizacyjnymi, ale także różnymi rodzajami wojsk - np. pomiędzy armią lądową a lotnictwem. Uczyliśmy się działania we wspólnym otoczeniu. Trzeba brać pod uwagę, że w międzynarodowych operacjach, współpraca w wymianie i przetwarzaniu informacji dotyczy nie tylko samej armii, ale również wielu agencji rządowych, w tym administracji cywilnej. Kiedy pracowałem w Berlinie, trzeba było też zbudować skuteczne mechanizmy wymiany informacji z armią i administracjami innych obecnych tam państw - Francji, Wielkiej Brytanii i Niemiec. Kiedy już pracowałem w Waszyngtonie, tego rodzaju mechanizmy poznawałem w relacjach z Japończykami, Koreańczykami, krajami Bliskiego Wschodu i innymi państwami.

Później miałem to ogromne szczęście, że mogłem osobiście uczestniczyć w tworzeniu międzynarodowego programu cyberbezpieczeństwa dla armii amerykańskiej. Wymagało to uzgodnienia stosownych mechanizmów wymiany informacji z wieloma państwami. Teraz robimy coś podobnego w imieniu Microsoft m.in. z Robertem Koślą, który odpowiada za nasz region Europy Środkowo-Wschodniej. Tworzymy w Polsce grupę roboczą do wypracowania zasad cyberbezpieczeństwa w kontaktach międzynarodowych, w której uczestniczą przedstawiciele sił zbrojnych Polski, Litwy, Łotwy i Estonii oraz USA.

Czy można osiągnąć stan, w którym wymiana informacji pomiędzy sektorem prywatnym i służbami będzie skuteczna?

Kiedy jeszcze pracowałem w Pentagonie, zorganizowaliśmy poprzez Departament Bezpieczeństwa Krajowego (DHS) szereg wspólnych działań dla poprawy cyberbezpieczeństwa, począwszy od wspólnych ćwiczeń z udziałem przedstawicieli sektora prywatnego, lokalnych samorządów, policji. Brali w nich udział też przedstawiciele sił zbrojnych i służb wywiadowczych. Ćwiczenia te są znane pod wspólnym kryptonimem Cyberstorm. To był doskonały przyczynek do uruchomienia kontaktów, pozwalających na wymianę informacji, nauki jak można współdziałać, a przede wszystkim wzajemnego zaufania. To trudne, ponieważ profesjonalne służby wywiadowcze mają bezwzględny obowiązek chronić źródła i metody. One nie mogą być ujawnione, niezależnie od poziomu certyfikatu bezpieczeństwa osobowego, nie mówiąc już o ryzyku upublicznienia. Ujawnienie źródeł lub metod grozi tym, że się informacji nigdy już nie uzyska.