Przystosuj się zamiast łapać za strzelbę

Tylko nieliczni uświadomili sobie , że sam staż pracy przestał być wartością. Ważne jest przede wszystkim to, gdzie pracowałeś, na jakim stanowisku i czego dokonałeś.

Tylko nieliczni uświadomili sobie , że sam staż pracy przestał być wartością. Ważne jest przede wszystkim to, gdzie pracowałeś, na jakim stanowisku i czego dokonałeś.

Typowa kariera zawodowa przebiegała dotychczas w następujący sposób. Zatrudnialiśmy się w dużej firmie (przynajmniej kilkudziesięciu pracowników), przychodziliśmy do pracy regularnie przez kilkanaście lub więcej lat i awansowaliśmy, gdy powyżej nas powstała próżnia lub gdy zdobyliśmy nowe kwalifikacje. System socjalistyczny premiował liczbę przepracowanych lat oraz staż pracy w jednej firmie, często wyżej niż wiedzę i umiejętności. Z tego wynikało, że w planowaniu swojej kariery można było liczyć przynajmniej na bezpieczeństwo stałego zatrudnienia aż do emerytury.

Wbrew pozorom, podobnie jak u nas wyglądał do niedawna przebieg kariery zawodowej w krajach rozwiniętych, w tym także w USA. Od kilkunastu lat coś się zaczęło zmieniać. Następuje tam, jak wszędzie na świecie, przyspieszona w porównaniu z dawnymi latami, likwidacja lub ograniczanie rozwoju wielu branż przemysłu, zakładów i oddziałów oraz zawodów. Złożyło się na to wiele przyczyn, a jedną z ważniejszych jest upadek bloku wschodniego. Brak wroga spowodował zmniejszenie zamówień u producentów uzbrojenia, redukcję nakładów na zaawansowane badania naukowe - w tym kosmiczne i jądrowe. Powoli prawa ekonomii (czytaj silniejszego) przesuwają do krajów gorzej rozwiniętych uciążliwą dla ludzi i środowiska produkcję przemysłową (choć nie tylko taką). Do tego dochodzi czynnik szybkiego wprowadzania nowoczesnych technologii, z którymi wiąże się wprawdzie powstawanie nowych zawodów i stanowisk pracy, ale per saldo ubywa ich. Pozbawionych pracy ludzi wchłania głównie szeroko pojmowana sfera usług.

Zwalniani, zwłaszcza starsi pracownicy, są oburzeni a często załamani. Ich argumentacja - ja tu przepracowałem 30 lat, a teraz zostałem wyrzucony - brzmi w dzisiejszych czasach nieco żenująco i jest traktowana jako przyznawanie się do błędu. Chciałoby się powiedzieć: czy ktoś ci obiecywał stałą pracę? Do wielu nie dotarła jeszcze świadomość, że wymóg lojalności dotyczył zatrudnionego, a nie pracodawcy. Jest to w końcu cecha kapitalizmu, którego reguł zwłaszcza Amerykanom nie trzeba chyba wyjaśniać. Stosunek do pracownika zawiera się w tym systemie w prostej regule: jesteś potrzebny - twoje szczęście, nie jesteś - twoja strata. Niestety niektórzy nie mogą się z tym pogodzić i dochodzi czasem do tragedii. Ostatnio zdarza się coraz częściej, że mniej odporni psychicznie walczą o swoje stanowisko pracy za pomocą broni palnej. Znany jest przypadek takiej reakcji programisty, jak również pracownika myjni samochodowej - widzć nie zależy to od wykształcenia. Ze względu na coraz częstsze powtarzanie się podobnych dramatów, w USA zaczyna się traktować poważnie problem zwolnień pracowników. My nie mamy jeszcze takich kłopotów, ale wynika to raczej z trudnej dostępności broni palnej niż z braku desperatów.

Redukcje w zakładach pracy nie wynikają oczywiście ze złej woli właściciela przedsiębiorstwa jak uważają marksiści. Są one najczęściej rezultatem gry rynkowej i nieudolności kierownictwa firmy. Na przykład źle prowadzony marketing Borlanda (także na polskim rynku) spowodował utratę jego zupełnie dobrej pozycji.

Wydawałoby się, że rozsądnie postępują ci, którzy zdobywają wykształcenie w modnej obecnie dziedzinie technologii informatycznych i szukają pracy w dynamicznie rozwijających się przedsiębiorstwach wytwarzających dla nich produkty. Tak szybko rosnąca i bogata sfera przemysłu powinna być gwarancją bezpieczeństwa. Czy tak jest, mogą coś o tym powiedzieć pracownicy Borlanda, który właśnie redukuje liczbę zatrudnionych o kilkadziesiąt procent lub ludzie z WordPerfecta, zwolnieni po połączeniu ich firmy z Novellem, będący ofiarami nowej strategii firmy. Niektórzy przewidują, że podobny los czeka w niedalekiej przyszłości wielu pracowników Lotusa.

Skoro więc zaskoczeni są Amerykanie, to trudno wymagać znajomości reguł gry rynkowej w odniesieniu do "siły roboczej" u polskich pracowników nierentownego i przestarzałego przemysłu. Są oni w jeszcze gorszej sytuacji. Nie mają bowiem środków na przetrwanie okresu przekwalifikowania lub rozpoczęcia działalności na własną rękę. System płac był w socjalizmie tak skonstruowany, że każdy inwestował bez swojej zgody w państwową gospodarkę. Wynagrodzenie wystarczało z trudem na przeżycie. Także teraz państwo wie lepiej jak wydać pieniądze obywateli, uświadamiając im to za pomocą bardzo wysokich podatków. Opinię tę potwierdzają również zachodni eksperci. W tym roku Minister Finansów zaproponował pewien symboliczny raczej krok w kierunku przeniesienia odpowiedzialności za swój los z państwa na obywateli. Z wielkimi oporami stworzono możliwość dokonania odliczeń od podatku części dochodów przeznaczonych na podnoszenie kwalifikacji. Mimo to, nadal przeciętne zarobki nie zapewnią możliwości zgromadzenia zapasów wystarczających na przetrwanie trudnego okresu inwestowania w siebie.

Na trwającą od wielu lat politykę władz państwowych, zabójczą dla edukacji i nauki, zareagowały wreszcie elity intelektualne. Grono profesorów postanowiło wyręczyć rząd tworząc organizację mającą na celu przeciwdziałanie dalszemu pogłębianiu regresu w tych dziedzinach. Profesor Łukasz Turski, jeden z jej założycieli stwierdził, że: "...nauczanie i ciągłe dążenie do podwyższania kwalifikacji są jedynym znanym mechanizmem zapobiegania strukturalnemu bezrobociu...". Należy się cieszyć, że elity nie tylko to wiedzą, ale zaczynają coś robić. W końcu łatwiej wymienić władzę niż elitę.


TOP 200