Protech - inwestycje na cenzurowanym

Przy wszystkich swych wadach, środek lat osiemdziesiątych miał z pewnego punktu widzenia ogromną przewagę nad rokiem 1992. W tych pięknych czasach wystarczyło kupić za granicą byle jaki komputer, by bez trudu sprzedać go w kraju i zarobić równowartość kilku przeciętnych pensji. Wiele spośród istniejących dziś firm zaczynało w ten sposób - na początku był jeden komputer, sprowadzony za zaoszczędzone albo pożyczone pieniądze, nierzadko składkowe.

Przy wszystkich swych wadach, środek lat osiemdziesiątych miał z pewnego punktu widzenia ogromną przewagę nad rokiem 1992. W tych pięknych czasach wystarczyło kupić za granicą byle jaki komputer, by bez trudu sprzedać go w kraju i zarobić równowartość kilku przeciętnych pensji. Wiele spośród istniejących dziś firm zaczynało w ten sposób - na początku był jeden komputer, sprowadzony za zaoszczędzone albo pożyczone pieniądze, nierzadko składkowe.

Prawdziwe pieniądze tkwiły w pośrednictwie. Boom dla pośredników drugiej połowy lat osiemdziesiątych to jeden z wielu dowodów immanentnej cechy systemu, jaką była nieudolność rządów uzurpujących sobie prawo do pełnej kontroli nad gospodarką. Gdy wszechmocne państwo swym ciężkim łapskiem próbuje trzymać wszystkie przejawy życia gospodarczego, nieuchronnie tu i ówdzie musi pojawić się przeciek, który pod wpływem wewnętrznego ciśnienia wytryska z ogromną siłą. Taki gejzer powstał właśnie na rynku komputerów osobistych, którego klientami były głównie instytucje państwowe. Klienci ci z jednej strony "musieli" wydawać przydzielone fundusze do końca każdego roku kalendarzowego (co zresztą, tu i ówdzie trwa do dzisiaj), z drugiej nie wolno im było kupować od osób prywatnych, ale od prywatnej firmy pośredniczącej a jakże.

Pośrednicy tamtego okresu do dziś są źle wspominani jako "rozsadnicy chłamu komputerowego" i "spekulanci wykorzystujący prawo dla własnych korzyści". Ale w ten właśnie paradoksalny sposób wykreował się niezwykle operatywny, prywatny kapitał. Stworzył on podwaliny jednego z nielicznych autentycznych rynków w tym kraju. Ciekawe, jak wyglądałby dziś polski rynek komputerowy, gdyby nie ówczesna kumulacja sporego kapitału w prywatnych firmach? Na jakim poziomie kształtowałoby się dzisiejsze zapotrzebowanie na nowoczesną technologię informatyczną, gdyby nie rozbudzony wówczas, snobizm na komputery?

Jednym z symboli boomu drugiej połowy lat osiemdziesiątych jest firma Protech. Nie wszyscy jednak chcą zauważyć, że Protech jest raczej kontrprzykładem procesu, który rozwija się od tamtej pory. Znaczna część dawnych potentatów zniknęła bowiem z rynku, albo zmieniła branżę. Na palcach jednej ręki zaś można policzyć byłych pośredników, którzy potrafili się przystosować do szybko zmieniających się reguł gry rynkowej, podejmując konkurencję wobec coraz liczniejszych przedstawicielstw firm zagranicznych. Nie zapominajmy, że zupełnie inna sytuacja występuje dziś w Czecho-Słowacji i na Węgrzech, gdzie rynek komputerowy jest prawie w 100% zdominowany przez kapitał zagraniczny.

Czym jest dziś Protech? Jest to montownia komputerów osobistych klasy PC począwszy od AT286/12 MHz po AT486/50 MHz z pełną gamą monitorów i kart graficznych, trzynaście sklepów w całym kraju, w tym dwa w Warszawie, oraz jeden oddział zajmujący się instalacjami sieciowymi. Przy każdym sklepie działa punkt serwisowy. Lista zagranicznych partnerów jest dość długa: IBM, DEC, Hewlett-Packard, 3Com oraz cały szereg liczących się w skali światowej producentów oprogramowania: Microsoft, Borland, Symantec, Novell, SCO i wielu innych.

Komputer marki Protech jest produktem w przeważającej części tajwańskim; wyjątkiem są tylko twarde dyski, dostarczane przez Western Digital, Maxtor, Quantum i Conner, oraz napędy dysków miękkich pochodzące od producentów japońskich: Chinon, Panasonic i Teac. Gdy mowa o wyrobach elektronicznych, "Tajwan" ma dla wielu osób dość ujemne konotacje. Trzeba jednak pamiętać, że czas płynie (na Tajwanie nawet jakby szybciej), a jeszcze dwadzieścia lat temu nawet określenie "japoński" oznaczało "niskiej jakości". Przykładowo, według badań PC Magazine, monitory tajwańskiej firmy Casper dorównują dziś monitorom NEC-a, a holenderska VISA udziela swej marki tajwańskim producentom, wcale nie będąc tu wyjątkiem.

Hala, w której mieści się montownia komputerów Protechu, na pierwszy rzut oka nie przywodzi na myśl zakładu produkcyjnego, raczej magazyn. Między szafami, półkami i stertami pudeł mieszczą się stanowiska do montażu, nieźle wyposażone w osprzęt i aparaturę. Produkcja odbywa się w systemie gniazdowym, tzn. komputer jest składany od początku do końca przez jeden czteroosobowy zespół, którego szef ponosi odpowiedzialność za jakość końcową. Podział pracy jest wewnętrzną sprawą zespołu. Obecnie działają cztery takie stanowiska, wytwarzając dwa tysiące komputerów miesięcznie.

Po złożeniu, komputery wędrują na stojaki o specjalnej kontrukcji, po szesnaście sztuk na każdym. Stojaki są wyposażone w gniazda sieciowe i okablowane w taki sposób, że zamontowany z brzegu monitor i klawiatura mogą obsługiwać każdy komputer z osobna. Tu odbywa się pierwsza faza kontroli technicznej. Wszystkie komputery po kolei poddawane są za pomocą odpowiedniego programu wszechstronnym testom sprawności. Po wstępnym teście (na tym etapie wykrycie niesprawności jest raczej rzadkością) zaczyna się decydująca próba, owiana już pewną legendą. Wypełnione komputerami stojaki wjeżdżają do niewielkiego pomieszczenia w kącie hali, aby przejść próbę temperatury.

Pełniące rolę pieca pomieszczenie ma powierzchnię kilkunastu metrów kwadratowych i różni się od zwykłego pokoju właściwie tylko dwiema cechami - jest wyposażone w dwie dmuchawy nagrzewcze o mocy 15 kW każda oraz w silny wentylator służący do przyspieszania procesu chłodzenia. Próba trwa 12 godzin, a w jej trakcie komputery są czterokrotnie nagrzewane do temperatury 50 stopni Celsjusza i schładzane do temperatury pokojowej, cały czas przy włączonym zasilaniu.

Po 12 godzinach spędzonych "na Karaibach" kompute ry ponownie poddawane są działaniu programów testujących. W zależności od serii, 85 do 95% komputerów wychodzi z próby zwycięsko. Próba termiczna poddaje egzaminowi przede wszystkim elementy półprzewodnikowe. Problemy z naprężeniami należą raczej do przeszłości, gdyż dziś stosuje się bardzo sztywne obudowy o konstrukcji minimalizującej naprężenia, zaś płytki drukowane mają niewielkie wymiary i są montowane w sposób wykluczający ich ściskanie czy wyginanie. Egzemplarze przeznaczone do pracy w sieci, od których wymaga się większej niezawodności, przechodzą jeszcze jeden dodatkowy cykl kontrolny.

Protech opatruje swoje produkty własnym znakiem firmowym. Komputery są wyposażone w licencjonowany DOS 5.0, zaś modele 32-bitowe dodatkowo w 3.0. Umowa z Microsoftem, podpisana przed rokiem, uprawnia firmę do dołączania swego logo do tytułowego ekranu Windows, a także do samodzielnego kopiowania dyskietek i powielania dokumentacji, również z nazwą Protechu na okładkach i etykietkach, co jak do tej pory jest ewenementem wśród polskich producentów sprzętu. Niestety, nadal jest ona angielskojęzyczna, a jej tłumaczenie ma się pojawić według kierownictwa Protechu w "dającej się przewidzieć" przyszłości. Firma chce poczekać na wyniki prowadzonej przez Microsoft akcji ustalania polskiej terminologii.

Wizyta w montowni Protechu nieodparcie nasuwa myśl, że piętnaście lub dwadzieścia lat temu podobnie musiało wyglądać wiele zakładów produkcyjnych w Korei Południowej i na Tajwanie. No właśnie, czy Protech, największy z polskich "monterów", stanie się polskim Samsungiem lub Hyundaiem? Niestety, na razie nie ma na to szans, choć ochota by się znalazła. Po pierwsze, dzisiejszy system kredytowy praktycznie uniemożliwia finansowanie dalekosiężnych przedsięwzięć produkcyjnych. W opinii dyrektora Konarzewskiego, na kredyty mogą sobie dziś pozwolić tylko ci, którzy mają sposoby na uniknięcie spłat w przyszłości, np. politycznie zorganizowani chłopi. Po drugie, nieracjonalny system ceł i niestabilność polityki celnej (np. odebranie równych szans komponentom nieeuropejskim), powodują, że nikt przy zdrowych zmysłach nie zaryzykuje dziś inwestycji w zaawansowaną technologicznie produkcję.

Gdy rozmawia się w Protechu o tzw. uwarunkowaniach zewnętrznych, można wyczuć nutę nostalgii za dawnym "złotym wiekiem". Podczas gdy rynek i kurs złotego stały się normalne, pogubiła się gdzieś w praktyce gospodarczej jedyna konieczna dziś reguła, że aby się rozwijać, trzeba mieć warunki do inwestowania. Kurs na przetrzymanie już nie wystarczy.