Prorocy, czyli wizjonerzy

Przez ostatnie dwa miesiące w Computerworld czytaliśmy o wizjach przyszłości świata już za 10 lat, autorstwa menedżerów międzynarodowych koncernów, informatyków i naukowców. Co wynika z ich przepowiedni? Czy rzeczywiście warto prognozować rozwój cywilizacji, o której jedynie pewnie można powiedzieć, że jak nigdy dotąd pędzi przed siebie w nieznanym kierunku?

Przez ostatnie dwa miesiące w Computerworld czytaliśmy o wizjach przyszłości świata już za 10 lat, autorstwa menedżerów międzynarodowych koncernów, informatyków i naukowców. Co wynika z ich przepowiedni? Czy rzeczywiście warto prognozować rozwój cywilizacji, o której jedynie pewnie można powiedzieć, że jak nigdy dotąd pędzi przed siebie w nieznanym kierunku?

Prasa amerykańska doniosła niedawno o decyzji Jamesa Paine'a, sędziego federalnego z Florydy, który uznał, że stacja telewizyjna z Atlanty nie była odpowiedzialna za śmierć niejakiego Charlesa Cobba, który utonął poczas oceanicznej wycieczki wędkarskiej. Stacja ta - zdaniem rodziny pechowego wędkarza żądającej od niej 10 mln USD zadośćuczynienia - winna była "błędu w sztuce", gdyż jej meteorolog nie przewidział nagłego szkwału, który stał się bezpośrednią przyczyną śmierci Cobba.

Po decyzji sędziego J. Paine'a, synoptycy mogą zapewne spać spokojnie. Sprawa jednak równie dobrze mogła przybrać odmienny bieg i powództwo rodziny Ch. Cobba stanowić winno przypomnienie, że zawód proroka może być niewdzięczny, a nawet niebezpieczny. Historia uczy też, że może on niekiedy być źródłem głębokiej zawodowej satysfakcji - nie mówiąc już o nadprzyrodzonej reputacji.

Ryzyko kary pieniężnej czy ukamienowania nie zniechęci jednak ludzi do prób przewidywania przyszłości. Przecież wiedza powinna służyć temu, aby trafnie odgadnąć, co nas czeka za miesiąc, rok czy dziesięć lat.

Przy przewidywaniu przyszłości wskazana jest, rzecz jasna, pewna ostrożność. Kiedy więc niedawno amerykańska redakcja Computerworld ogłosiła wypowiedzi dwudziestu znanych (i mniej znanych) osobistości świata techniki i kultury w ankiecie "Świat za 10 lat" (przyp. red. - większość przedstawiliśmy na łamach polskiego wydania Computerworld w wersji tradycyjnej i online), opatrzyła je redakcyjnym komentarzem pióra Mitcha Bettsa, którego sens był mniej więcej taki: "To tylko zabawa. Nie bierzcie ogłoszonych przepowiedni poważnie - a w każdym razie pamiętajcie, że redakcja nie ponosi za nie odpowiedzialności".

Kłopoty z wyobraźnią

Dla mnie komentarz M. Bettsa wydał się równie, a może nawet bardziej interesujący niż pozostałe wypowiedzi ankietowe. Przypomniane przez niego historyczne precedensy mówią nam nie tylko o prawach rządzących ewolucją techniki, lecz także o ludzkiej naturze. Jedną z cech tej natury jest nasz głęboki konserwatyzm skutecznie pętający naszą wyobraźnię.

Jak wspomina M. Betts, kiedy Marconi skonstruował pierwsze radio, sądził, że jedynym zastosowaniem, jakie ono w przyszłości znajdzie, będzie utrzymywanie komunikacji między znajdującymi się na morzu statkami a ich lądowymi bazami. Gdy wymyślono tranzystor, New York Times zamieścił wiadomość, że odkrycie to może doprowadzić do skonstruowania udoskonalonych aparatów dla ludzi z osłabionym słuchem. Kiedy zaś Alexander Graham Bell opatentował telefon, firma komunikacyjna Western Union odrzuciła ofertę kupna praw do jego produkcji, gdyż żądana przez Bella cena 100 tys. USD wydała się jej wygórowana. Z historycznej perspektywy była to oczywiście suma bardzo mała.

Jedną z przyczyn tego braku zdolności trafnego przewidywania jest - zdaniem M. Bettsa - fakt, że nowe technologie przychodzą na świat w prymitywnej - rzec można embrionalnej - formie, co sprawia, iż trudno im często prognozować przyszłość. Rzeczywiście, czy można tak naprawdę dziwić się specjalistom z IBM, że w 1949 r. przewidywali, iż przyszłe zapotrzebowanie rynkowe na elektroniczne komputery wyniesie w Ameryce 10-15 sztuk? Urządzenia te zawierały w owym czasie 18 000 lamp próżniowych, z których jedna przepalała się przeciętnie raz na kilka sekund, zajmowały spore pomieszczenie, wymagające klimatyzacji, i były wykorzystane głównie w ściśle tajnych projektach wojskowych.

Inną przyczyną braku technologicznej wyobraźni może być nadmierna specjalizacja ekspertów, którzy często tracą z oczu społeczny, prawny czy polityczny kontekst, w jakim technologiczne innowacje ruszają na podbój rynku. Jednak zawsze będziemy wróżyć przyszłość i co najwyżej dziesięć lat później dziwić się, jacy to byliśmy krótkowzroczni, naiwni bądź przesadnie entuzjastyczni.

Technooptymiści

Nie ma tu miejsca na zacytowanie, nawet w największym skrócie, światłych wróżb wszystkich dwudziestu uczestników futurologicznej zabawy. Kilka motywów pojawia się w wypowiedziach wielu z nich. Wielu roztacza przed nami wizję globalnej sieci, w której najrozmaitsze zadania będą spełniać w naszym imieniu elektroniczni agenci - poszukujący dla nas informacji, kontaktujący nas z innymi ludźmi, dokonujący dla nas zakupów, a nawet, jak przewiduje Salman Khan, zapewniający nam coś w rodzaju duchowej nieśmiertelności. Nasi sieciowi agenci staną się po prostu naszymi alter ego, zbiorem wszystkich istotnych informacji określających osobowość, pozbawionym jednak biologicznej cielesności, a zatem wolnym od groźby choroby, kalectwa czy śmierci.

W przekonaniu Lewisa Branscomba, byłego naukowego doradcy prezydentów Johnsona i Cartera, technologiczne zmiany, jakie przyniesie najbliższe dziesięciolecie, będą na pozór przyziemne, ale dogłębnie zmienią nasze życie. Wyobraża on sobie samochody z autonomicznymi systemami nawigacji, które zasilane paliwami nie powodującymi zanieczyszczenia środowiska będą także bezpieczne. Domy będą wyposażone w centralne systemy sterowania, zapewniające maksymalnie oszczędne zużycie energii. Stan naszego zdrowia będzie, zdaniem L. Branscomba, monitorowany w sposób ciągły przez wszczepione w nasze ciała systemy diagnostycznych czujników i właściwa kuracja będzie zalecana drogą "telemedyczną". Być może... Choć osobiście zakładu bym nie przyjął.

Innym niepoprawnym technooptymistą jest Bill Gates. "Najlepsze jest wciąż przed nami" - twierdzi szef Microsoftu. Za dziesięć lat, w marzeniach B. Gatesa, osobisty komputer będzie miał format notesiku lub płaskiej tabliczki, którą nosić będziemy w kieszeni. Z biurek naszych powinien też zniknąć wreszcie papier - wszystkie dokumenty, podobnie jak książki, nagrania muzyczne czy fotografie, będą przechowywane w formie cyfrowej. Czy jednak ewolucja technologii komputerowej w nadchodzących latach będzie korzystna dla Billa Gatesa?

Jeśli wierzyć takim autorytetom jak Scott McNealy z Sun Microsystems czy Larry Ellison, którego firma Oracle jest głównym konkurentem Microsoftu na rynku oprogramowania, w niedalekiej przyszłości osobiste komputery staną się archaicznymi zabytkami z wczesnej epoki silikonowej i Microsoft straci rację bytu. Zarówno S. McNealy, jak i L. Ellison są przekonani, że już wkrótce wszystkie aplikacje będą dostarczane poprzez sieć z serwerów, tak jak dziś dostarczana jest woda i energia elektryczna do domów. Wyposażenie każdego domu w autonomiczny komputer ma dla nich mniej więcej tyle samo sensu, co budowanie w każdym domu studni i podręcznej elektrowni.

Postęp tak, ale jaki?

Wszyscy uczestnicy ankiety Computerworld to ludzie o dużej wiedzy i sprawdzonych zdolnościach twórczych. Toteż wiele ich obserwacji, uwag czy ostrzeżeń brzmi przekonywająco, a niekiedy ciekawie. Kiedy czyta się jednak ich dwadzieścia wypowiedzi, trudno oprzeć się wrażeniu, że ich suma nie składa się na żadną integralną wizję uderzającą nas swą oryginalnością. Całość nie jest większa niż suma części. I nie można się temu dziwić - przewidywanie przyszłości jest bardziej sztuką niż nauką i nie bardzo kwalifikuje się do kolektywnego opracowania. Wizje przyszłości są bardziej przekonywające, interesujące i zabawne, jeśli są tworem rozmyślań jednego obdarzonego wiedzą i natchnieniem autora.

Akurat gdy czytałem Świat za 10 lat, ukazała się nowa książka Raya Kurzweila pt. Wiek duchowych maszyn, która jako dzieło futurologiczne ma niewiele sobie równych. Jej jeden krótki rozdział poświęcony jest prognozom dotyczącym roku 2009. Jak wyobraża go sobie R. Kurzweil?

Komputery osobiste (nie przewiduje on ich zmierzchu) będą za dziesięć lat, jego zdaniem, tak miniaturowe, że nosić je będziemy tak jak dziś nosimy biżuterię czy ręczne zegarki. Będą one też bardzo tanie, toteż każdy z nas będzie miał ich "na sobie" w każdej chwili niemal tuzin. Wszystkie zostaną połączone w osobistą lokalną sieć. Wśród komputerów jedynie te, które będą służyć jako wyposażone w bardzo zasobną pamięć serwery, będą używać ruchomych dysków z pamięcią. Zaczną natomiast znikać kable łączące dziś różne urządzenia peryferyjne i pojawią się bezprzewodowe połączenia sieciowe. Książki, nagrania muzyczne czy filmy będą rozprowadzane do ich użytkowników w formie cyfrowej. Większość tekstów będzie wprowadzana wprost do komputerów przy użyciu urządzeń rozpoznających mowę, których precyzja działania przekroczy dzisiejsze umiejętności najlepszej maszynistki. Typowy osobisty komputer, którego cena będzie odpowiednikiem dzisiejszych 1000 USD, wykonywać będzie ok. biliona (10 do 12 potęgi) operacji na sekundę, zaś superkomputery roku 2009 osiągną operacyjną sprawność ludzkiego mózgu rzędu 2x10 do 15 potęgi.

Postęp technologii informacyjnej sprawi, że radykalnie zaczną zmieniać się metody nauczania. Kontakt ucznia z nauczycielem będzie się głównie ograniczać do rozwoju motywacji, umiejętności społecznych i psychicznego wsparcia, podczas gdy zadanie przekazywania uczniom wiedzy w coraz większym stopniu przejmą komputery. Nauka zresztą nigdy nie będzie się kończyć, bowiem wykonywanie jakiegokolwiek zawodu będzie wymagać ciągłego uzupełniania wiedzy - nad czym także ma czuwać osobisty "edukacyjny monitor". Będziemy mogli rozmawiać swobodnie przez telefon z ludźmi nie znającymi naszego języka, gdyż technika komputerowych tłumaczeń symultanicznych osiągnie do roku 2009 taki poziom, że Polak będzie mógł porozmawiać z Japończykiem bez ryzyka poważniejszych nieporozumień.

W ekonomii, tak jak przewidzieli to przed dwu laty na łamach Wired Peter Schwartz i Peter Leyden, będziemy świadkami nieprzerwanej hossy, która ma trwać co najmniej do roku 2020. Ten gospodarczy rozkwit (w Ameryce rozpoczął się już w marcu 1991 r.) świat zawdzięczać będzie właśnie komputerom i racjonalizacji procesu produkcji i dystrybucji, jaką one umożliwiły. Połowa wszystkich transakcji będzie dokonywana w sieci, a w zakupach pomagać nam będą inteligentni wirtualni asystenci. Przeciętne gospodarstwo domowe zostanie wyposażone w ponad sto elektronicznych procesorów, głównie wbudowanych w urządzenia kuchenne lub komunikacyjne. Co do robotów, które wyręczać nas będą w pracach fizycznych, R. Kurzweil jest w swych przewidywaniach dość powściągliwy - uważa, że nie będą one miały większego powodzenia. Inteligentne drogi, zapewniające naszym samochodom bezkolizyjną podróż, będą używane tylko do komunikacji na długich dystansach. W miastach nadal będziemy musieli sami trzymać kierownicę.

Lumpenproletariat przyszłości

Najpoważniejszym problemem politycznym roku 2009 będzie problem prywatności. Nieprzerwane praktycznie korzystanie z elektronicznej łączności sprawi, że wszystkie nasze poczynania i ruchy będą mogły być potencjalnie monitorowane i - jak przewiduje R. Kurzweil - bez wątpienia będą. W każdym społeczeństwie będzie też istnieć pewna liczba dysydentów przeciwstawiających się postępowi techniki informatycznej z ideologicznych pobudek. R. Kurzweil nie sądzi jednak, że ich polityczne wpływy będą istotne. Lumpenproletariat z kolei, czyli wszyscy ci nieszczęśnicy, którzy z takich czy innych powodów nie osiągną sprawności w posługiwaniu się nowoczesną techniką informacyjną, stanowić będzie społeczny margines, którego zneutralizowanie będzie jednak możliwe dzięki szczodremu systemowi opieki społecznej.

Czy wizja tego "nowego wspaniałego świata" wydaje nam się atrakcyjna czy odstręczająca, nie jest całkiem bez znaczenia. Przewidzieć możemy z prawdopodobieństwem zbliżonym do pewności, że rzeczywistość za lat dziesięć będzie wyglądać zupełnie inaczej niż wyobraża ją sobie dziś R. Kurzweil czy którykolwiek z uczestników ankiety Computerworld. Ale będzie ona inna między innymi dlatego że niektórzy z nas przeczytają ich prognozy i powiedzą: "Nie, taka przyszłość mi się nie podoba". Technologia wywiera oczywiście i będzie wywierać na nasze życie ogromny wpływ. Trochę jednak, w końcu, zależy też od nas samych.


TOP 200