Profesjonalizm i integracja

Opór, jaki Szanowni Polemiści zaprezentowali prawie jednogłośnie wobec wizji przedstawionej przez mnie w artykule "Jak stworzyć informatyczny kartel', napawa daleko idącym optymizmem. Jestem jednocześnie zaszczycony, że tak wielu prominentnych przedstawicieli szeroko rozumianej profesji informatycznej zechciało wypowiedzieć się na ten temat. Kłaniam się wszystkim w pas, gorąco dziękuję i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będziemy się na jakiś temat 'pięknie różnić'.

Opór, jaki Szanowni Polemiści zaprezentowali prawie jednogłośnie wobec wizji przedstawionej przez mnie w artykule "Jak stworzyć informatyczny kartel', napawa daleko idącym optymizmem. Jestem jednocześnie zaszczycony, że tak wielu prominentnych przedstawicieli szeroko rozumianej profesji informatycznej zechciało wypowiedzieć się na ten temat. Kłaniam się wszystkim w pas, gorąco dziękuję i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będziemy się na jakiś temat 'pięknie różnić'.

Wywołany po tylekroć do odpowiedzi spieszę w pierwszym rzędzie wyjaśnić, że mój artykuł miał wymowę sarkastyczno-prowokacyjną, jak trafnie odczytała zresztą większość autorów. Może powinienem był uczynić to przesłanie przejrzystszym, jednak nie mogę oprzeć się wrażeniu, że tym samym skazałbym dyskusję na drętwotę kolejnej jałowej debaty. Proszę więc wszystkich, którzy artykuł wzięli dosłownie, o wybaczenie i obiecuję, że tę i dalsze publikacje, o ile do nich dojdzie, postaram się utrzymać w tonie bardziej serio. Ja także, drodzy Państwo, mam demokratyczne i liberalne przekonania, artykuł mój miał zaś na celu wzbudzenie dyskusji nad społeczną rolą naszej profesji, który to cel, moim zdaniem, osiągnięto wcale nieźle.

Z niejakim zawodem konstatuję jednocześnie, że wysiłek polemistów poszedł w zwalczanie zaprezentowanej wizji, a nie pojawiła się równie spójna i konkretna wizja alternatywna. Czyżbyśmy, pochłonięci nadmiarem obowiązków, nie zastanawiali się nad tym, jaką rolę w społeczeństwie i gospodarce przychodzi nam spełniać teraz, a jaką spełniać będziemy za lat pięć, piętnaście, pięćdziesiąt?

Przy całym szacunku i uznaniu dla konsekwencji poglądów i precyzji w ich wyrażaniu ze strony polemistów, trudno jest mi zgodzić się z kilkoma mitami, które w ich publikacjach się pojawiły. Mity te są dość powszechne i nigdy dość energii, żeby spróbować je obalić.

Mit 1: Śpiewać każdy może

Zarówno Rafał M. Gęślicki, jak i Maciej Szyszka twierdzą, że nie trzeba być informatykiem z wykształcenia, aby wykonywać zawód informatyczny. Oczywiście, wszystko zależy od tego, jak szeroko ową "informatykę" zdefiniujemy. Z pewnością wystarczy porządne wykształcenie średnie, umiarkowanie przenikliwy umysł plus kurs przedmiotowy, aby być sprawnym administratorem małej sieci lokalnej czy szkoleniowcem "od Worda". Przy całym szacunku dla tych zajęć, jest to jednak poziom profesjonalny znacznie niższy niż ten wymagany od osoby zajmującej się wytyczaniem i szeroko pojętą realizacją strategii informatycznej firmy, modelowaniem procesów biznesowych, tworzeniem systemów informatycznych czy audytem rozwiązań. Tego poziomu wiedzy nie dają wieczorowe kursy, nie dają go same tylko szkolenia, choćby najdroższe, ani najobszerniejsze nawet lektury.

Wyższe studia informatyczne (ewentualnie inne ścisłe lub techniczne) są koniecznym fundamentem takiego poziomu profesjonalizmu. Powiedzmy to otwarcie - informatyka to trudna, interdyscyplinarna dziedzina i jej solidne poznanie wymaga długoletniej nauki. Różnica między informatykiem właściwym a "informatykiem z wyboru" jest taka, jak między malarzem-akwarelistą a malarzem-tynkarzem.

Wyraźne odróżnianie na rynku osób reprezentujących konkretny poziom od amatorów i zwykłych szarlatanów leży nie tylko w naszym interesie. Jest przede wszystkim w interesie odbiorców informatyki, którzy jakże często (jak trafnie wskazują panowie Kowalski i Fuglewicz) nie mają o naszej profesji wysokiego mniemania. Moim zdaniem, to przekonanie wynika właśnie z przedziwnego pomieszania klasy z miernotą, wiedzy z chciejstwem, rzetelności z niedbalstwem wśród osób mieniących się "informatykami".

Mit 2: Uprawnienia wpłyną na podwyższenie kwalifikacji zawodowych informatyków

Mimo że odróżnianie amatora od zawodowca jest potrzebne w informatyce tak samo jak w innych profesjach, a może i bardziej, to naiwne wydaje mi się twierdzenie, iż wprowadzenie uprawnień wiele (o ile cokolwiek) zmieni. Oczywiście - część urzędów, korporacji, banków i innych podobnych organizacji przyklaśnie temu, kochają one bowiem biurokrację, a bumaga jest tam warta często wielokrotnie więcej niż potwierdzone i wymierne sukcesy w poprzednich miejscach pracy. Na rynku wcale nieźle funkcjonują certyfikaty wystawiane przez producentów sprzętu i oprogramowania, potwierdzające kompetencję osób w konkretnej dziedzinie. Część tych certyfikatów jest naprawdę wiele warta, a ich zdobycie wymaga bardzo rozległej wiedzy, w tym teoretycznej (choćby CNE Novella). Nadal jednak wybór należy do odbiorcy usługi - czy korzysta ze specjalisty certyfikowanego, czy też decyduje się na dostawcę o nie potwierdzonych (lub potwierdzonych w inny sposób, np. dobrą opinią rynkową) kwalifikacjach. Różnica między certyfikatami a uprawnieniami, takiego np. architekta, polega właśnie na tej dobrowolności.