Proces Microsoftu: Sąd Apelacyjny analizuje postępowanie sędziego Jacksona

Zdaniem obserwatorów, wszystko wskazuje na to, że apelacja zmieni przynajmniej kilka fragmentów wyroku, w którym nakazano podział giganta z Redmond.

Podczas drugiego dnia rozprawy apelacyjnej, prawnicy Microsoftu skupili się na swoich zastrzeżeniach związanych z postanowieniami wyroku i nakazem podziału firmy, zasądzonym przez Thomasa Penfielda Jacksona. Omówiono także kwestie pozasądowych komentarzy sędziego.

Sąd Apelacyjny zadał w sumie więcej pytań prawnikom strony rządowej, niż przedstawicielom Microsoftu. Wielu obserwatorów odebrało to jako znak, że podważy on przynajmniej część wyroku niższej instancji.

Zobacz również:

Początkowa faza pytań dotyczyła prób zmonopolizowania rynku przeglądarek przez Microsoft. Następnie sędziowie dyskutowali z prawnikami o nakazie podziału firmy, który ma być karą za monopolistyczne praktyki firmy. Kolejnym etapem rozprawy było omówienie zachowania sędziego Jacksona, po wydaniu przez niego orzeczenia. Kilku sędziów wprost podkreśliło swoje obawy, że Jackson naruszył jednak zasady etyki sędziowskiej.

"Nie omawiam spraw nawet z moimi najlepszymi przyjaciółmi. W ten sposób pracujemy. Nie powinniśmy tego robić" - powiedział Harry Edwards, przewodniczący składu sędziowskiego, odnosząc się do pozasądowych komentarzy sędziego Jacksona.

Microsoft ponownie odwołał się do kilku fragmentów wypowiedzi sędziego Sądu Okręgowego, w tym do jego porównania kierownictwa firmy do gangu płatnych zabójców. Richard Urowsky, adwokat producenta Windows, stwierdził, że takie komentarze świadczą dobitnie o uprzedzeniach sędziego Jacksona, co daje wystarczające podstawy, aby Sąd Apelacyjny odrzucił wyrok.

Kilku sędziów stwierdziło, że takie zachowanie sędziego mogło dać fałszywy obraz opinii publicznej, co do zasad funkcjonowania systemu prawnego. Nawet jeśli sędzia Jackson przeprowadził postępowanie antymonopolowe dobrze i w bezstronny sposób, mówił sędzia David Tatel, opinia publiczna miała podstawy do zastanawiania się "czy ten sędzia nie jest uprzedzony wobec oskarżonego".

Prawnicy rządowi mieli też trudności w uzasadnieniu swoich oskarżeń dotyczących próby monopolizacji rynku przeglądarek przez Microsoft. Ich dowody w tej części sprawy pochodzą ze sławnego już spotkania z 1995 r., gdy doszło do negocjacji pomiędzy Microsoftem i Netscape Communications. Wtedy to rzekomo Microsoft chciał wymusić na konkurencie umowę ograniczającą rozwój jego oprogramowania, pod kątem mającego wkrótce pojawić się na rynku systemu Windows 95.

Aby Microsoft mógł zrealizować taki plan, mówił sędzia D. Tatel, Netscape Navigator nie powinien przyjąć się jako przeglądarka, Internet Explorer zdobyłby wtedy cały rynek i powstałyby bariery dla innych producentów. "Nie znalazłem w materiałach dowodowych żadnych podstaw, które pozwoliłyby uznać, iż istniało niebezpieczeństwo realizacji tych trzech rzeczy" - podsumował sędzia.

Sąd zadawał także pytania dotyczące najważniejszej części wyroku. Główny ich ciężar spadł jednak na przedstawicieli Departamentu Sprawiedliwości. Pytano dlaczego przed zasądzeniem decyzji o podziale firmy nie zwołano specjalnego, dodatkowego przesłuchania, jak również o same powody nakazu podziału.

Tymczasem sędzia Douglas Ginsburg dał wyraźnie do zrozumienia, że decyzja o podziale Microsoftu jest zagrożona. Większość sędziów wyraziła bowiem wątpliwości, czy oskarżenie o nielegalne połączenie przeglądarki z systemem jest uzasadnione. D. Ginsburg stwierdził, że przy obaleniu tego koronnego zarzutu, nie będzie podstaw do wyroku decydującego o podziale firmy.

***

Proces Microsoftu: rozpoczęła się rozprawa apelacyjna