Prezes HP potępia brudne śledztwo

"W jaki sposób takie naruszenie prywatności mogło się zdarzyć w firmie znanej z dyskrecji? Cel uświęcił środki. Zespół śledczy był tak skoncentrowany na celu, którym było znalezienie źródła przecieków, że przestał zauważać prawo reporterów i innych osób do prywatności. Stracili z oczu wartości, które zawsze stały za HP" - napisał Mark Hurd w zeznaniu sporządzonym na potrzeby Kongresu. Hurd zapewnił o swojej determinacji do ustalenia źródeł skandalu i odbudowania wizerunku HP.

Patricia Dunn, była przewodnicząca rady nadzorczej HP, zmuszona do rezygnacji 21 września br., broniła w swoim zeznaniu podjętej przez siebie decyzji o rozpoczęciu śledztwa w sprawie przecieków treści poufnych posiedzeń rady do mediów. Potwierdziła, że była świadoma uzyskiwania nagrań rozmów telefonicznych śledzonych osób - menedżerów i pracowników HP oraz reporterów - przez zespół śledczy. O legalności tego rodzaju działań mieli zapewniać ją prawnicy HP oraz wynajętej firmy detektywistycznej.

Dunn podkreśliła jednocześnie, że notoryczne przecieki z posiedzeń rady nadzorczej, które stały się praprzyczyną skandalu, były co najmniej tak samo niszczące dla reputacji HP jak sam skandal. W 2005 roku, kiedy rada zastanawiała się nad wyborem następcy Carly Fioriny, BusinessWeek ujawniał szczegóły poszukiwań i informacje na temat rozważanych kandydatów. To, zdaniem Patricii Dunn, stawiało HP w fatalnym świetle w oczach potencjalnych następców Fioriny.

"Chciałabym, żeby żadne z tych zdarzeń nie miało miejsca. Ale rady nadzorcze są w niekwestionowany sposób zobligowane do przedsiębrania wszelkich kroków, by zapobiec przeciekom. To, że te konkretne działania, które miały miejsce podczas tego śledztwa, wykroczyły poza przyjęte granice, nie zmienia faktu, że jakieś działania w kwestii przecieków musiały zostać podjęte" - napisała Dunn.


TOP 200