Prawo zachowania energii

Gdy Sejm przyjmie ustawę o odnawialnych źródłach energii (OZE), a rząd przygotuje projekt nowelizacji prawa energetycznego, by usankcjonować wprowadzenie do użytku inteligentnych liczników, wreszcie zakończy się proces tworzenia ram prawnych w tym sektorze gospodarki.

Farma fotowoltaiczna to jeden ze sposobów produkowania energii odnawialnej, z którym nie wiążą się żadne uciążliwości dla mieszkańców. Pierwsza tego typu inwestycja w Polsce zaczęła działać jesienią 2011 r. w Wierzchosławicach pod Tarnowem, znanych dotąd jako miejsce narodzin Wincentego Witosa, trzykrotnego premiera II Rzeczpospolitej. Farma wierzchosławicka ma moc 1 MW i składa się z 4445 paneli słonecznych (o mocy 225 W każdy), umieszczonych na działce o powierzchni 2 ha. Elektrownia zamienia energię promieniowania słonecznego na energię elektryczną. Na jej lokalizację wybrano tereny znajdujące się w obszarze ochrony ujęcia wody pitnej.

Procent inteligentnych liczników w użytku w poszczególnych latach ma wyglądać tak

31 grudnia 2015 r.

– w liczbie nie mniejszej niż 5%,

31 grudnia 2016 r.

– w liczbie nie mniejszej niż 15%,

31 grudnia 2017 r.

–  w liczbie nie mniejszej niż 25%,

31 grudnia 2018 r.

– w liczbie nie mniejszej niż 40%,

31 grudnia 2019 r.

– w liczbie nie mniejszej niż 60%,

31 grudnia 2020 r.

– w liczbie nie mniejszej niż 80%.

Źródło: Projekt założeń projektu ustawy

o zmianie ustawy – Prawo energetyczne oraz ustawy

o zasadach pokrywania kosztów powstałych

u wytwórców w związku z przedterminowym rozwiązaniem umów długoterminowych sprzedaży

mocy i energii elektrycznej; sierpień 2014 r.

Farma należy do gminnej spółki Energia Wierzchosławice, a jej budowa trwała kilka miesięcy. Została sfinansowana z dotacji (4,3 mln zł) z Małopolskiego Regionalnego Programu Operacyjnego oraz pożyczki z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (4,3 mln zł). Całkowity koszt inwestycji wyniósł 10,6 mln zł. Pozyskana energia jest sprzedawana w całości do ogólnej sieci elektroenergetycznej.

Zobacz również:

Początkowo wydawało się, że ta samorządowa inwestycja szybko się zwróci. Wierzchosławicka elektrownia w pierwszym roku swojej działalności zarobiła ok. 500 tys. zł, na co złożyły się przychody ze sprzedaży energii (1000 MWh energii elektrycznej, lepiej niż pierwotnie szacowano) oraz zielonych certyfikatów. Ale latem 2014 r. spółka musiała się ratować podniesieniem kapitału zakładowego. „Bez ustawy o zielonej energii właściciele farm słonecznych ciągle nie wiedzą, na czym stoją” – skarżył się w rozmowie z Radiem Kraków prezes spółki Energia Wierzchosławice Mieczysław Bień. „Dziś jest cena taka, jutro inna. Zielona energia nigdy nie będzie tania, w nią trzeba inwestować. Tak jest na całym świecie. Nie możemy nagle powiedzieć: produkujcie według ceny rynkowej”. Gdyby instalacja funkcjonowała już w ramach nowego systemu zielonych certyfikatów, którego wprowadzenie przewiduje projekt ustawy o OZE, zyski byłyby ponad dwukrotnie większe.

W ocenie Piotra Iwulskiego, przedsiębiorcy z Gierczyc koło Bochni, który wybudował tam największą farmę słoneczną w Polsce o mocy 1,4 MW, mała elektrownia, do 1 MW, taka jak w Wierzchosławicach, pracuje na pograniczu opłacalności, powyżej będzie przynosić zysk. Ale i tak kluczem jest nowa ustawa o OZE.

Gdyby każda z niemal 3 tys. gmin czy powiatów w Polsce wytwarzała 1 MW energii przy udziale słońca czy wiatru, złożyłoby się to na rozproszone źródło energii o mocy 3 tys. MW, czyli porównywalnej z planowaną polską elektrownią jądrową.

„Wystarczyłoby 10% kwoty zaplanowanej na budowę elektrowni jądrowej przeznaczyć na wsparcie samorządowych inwestycji w odnawialne źródła energii, żeby w szybkim czasie wypełnić unijny warunek obniżenia emisji CO2 i nie płacić kar” – twierdzi Marek Wąsowski, dyrektor biura konsorcjum Politechniki Wrocławskiej Smart Power Grids Polska.

Niepomyślne wiatry nad ustawą

W 2009 r. przygotowano Dyrektywę Parlamentu Europejskiego i Rady 2009/28/WE z dnia 23 kwietnia 2009 r. w sprawie promowania stosowania energii ze źródeł odnawialnych. W myśl jej zapisów Polska ma doprowadzić do wzrostu potencjału energii z odnawialnych źródeł do 2020 r. do 15%. Państwa unijne do grudnia 2010 r. miały przygotować odpowiednie dokumenty prawa krajowego. Polska tego nie zrobiła, za co Komisja Europejska pozwała nasz kraj w marcu 2013 r. do Trybunału Sprawiedliwości. Ustalono dzienną karę wysokości 133 tys. euro. Jeśli Trybunał Sprawiedliwości zatwierdzi ten wyrok, będziemy musieli ją zapłacić za okres, w którym nie było stosownych przepisów. Za brak ustawy groziło nam również wstrzymanie środków z UE przeznaczonych na OZE, które w latach 2014–2020 mają wynieść ok. 10 mld euro.

Wydawało się, że rząd upora się z tym zagadnieniem w ramach prac nad tzw. dużym trójpakiem – nowelizacją ustaw Prawo energetyczne, Prawo gazowe i zupełnie nową Ustawą o odnawialnych źródłach energii. Niestety, spory między koalicjantami rządowymi, m.in. o sposób działania prosumentów, uniemożliwiły przesłanie całego pakietu do laski marszałkowskiej. Wówczas rząd poprosił posłów, by skorzystali z inicjatywy poselskiej i przeprowadzili sami nowelizację Prawa energetycznego, by zapobiec groźbie płacenia drakońskich kar. Szczęśliwie się to udało i w lipcu 2013 r. Sejm RP przyjął nowelizację po poprawkach Senatu, tzw. mały trójpak.


TOP 200