Prawo do rozwoju

Prawo musi równoważyć potrzeby odbiorców oraz interesy twórców i producentów dóbr kultury. Użytkownicy Internetu nie mogą być pozbawiani możliwości dostępu do treści z powodu ochrony dotychczasowej pozycji wielkich koncernów medialnych.

Prawo musi równoważyć potrzeby odbiorców oraz interesy twórców i producentów dóbr kultury. Użytkownicy Internetu nie mogą być pozbawiani możliwości dostępu do treści z powodu ochrony dotychczasowej pozycji wielkich koncernów medialnych.

Można nie zgadzać się z poglądami Lawrence'a Lessiga, można je krytykować, dyskutować z nimi, czy wręcz je ignorować (to uznany, choć kontrowersyjny autorytet światowy w zakresie prawa autorskiego i ochrony własności intelektualnej). Trudno jednak nie zauważyć, że bez względu na ich ocenę i stopień zbieżności z naszymi zapatrywaniami dotykają one bardzo istotnych kwestii związanych z dalszym rozwojem i wykorzystaniem technologii informacyjnych.

W wydanej niedawno również na naszym rynku książce "Wolna kultura" znaleźć można szczegółową analizę problemów związanych z prawem autorskim i ochroną własności intelektualnej spowodowanych pojawieniem się Internetu. Zjawiska, takie jak chociażby wymiana plików P2P, stają się okazją do przedstawienia szerokiej gamy spraw związanych z możliwością korzystania przez społeczeństwo z wytworów ludzkiej myśli.

Nowa kultura

Prawo do rozwoju

Książka nie jest tylko o Internecie - to w zasadzie książka o kulturze i zasadach dostępu do jej dóbr. Autor, profesor prawa konstytucyjnego na Uniwersytecie Stanforda i animator ruchu Creative Commons, pokazuje, jak mocno możliwości sieci oddziałują na sytuację we współczesnej, zdominowanej przez media elektroniczne, kulturze. Internet stał się już na tyle trwałym składnikiem dzisiejszej rzeczywistości społecznej, że nie sposób nie zauważyć jego decydującego wpływu na szereg zjawisk w obrębie kultury.

Internet stworzył nowe możliwości upowszechniania treści i nowe sposoby kreowania kultury. Zagrażają one interesom wielkich koncernów medialnych, które widzą w rozwiązaniach typu P2P niebezpieczeństwo utraty swoich dotychczasowych pozycji i zysków. Potentaci showbiznesu próbują więc wpływać na kształt Internetu i kształtować według własnych wyobrażeń sposoby korzystania z najnowszych technologii, chcą zmieniać Internet w ten sposób, aby ich dotychczasowe miejsce na rynku nie uległo zmianie - twierdzi autor.

Walka prowadzona przez tych potentatów o zachowanie obecnego status quo odbywa się pod hasłami obrony własności intelektualnej i zniszczenia piractwa. Zdaniem Lessiga, sprawa nie jest jednak tak prosta, jak zazwyczaj próbuje się ją przedstawiać. Gdyby rzeczywiście trzeba było wybierać tylko między ochroną praw autorskich a walką z piractwem, to nie byłoby o czym dyskutować. Wybór byłby jednoznaczny. Chodzi jednak o to, że wojna przeciwko internetowym piratom może w konsekwencji zagrozić wartościom, na których zbudowana jest nasza kultura: to wolność, swoboda twórcza czy prawo do rozwoju. Wprowadzając nowe prawo, trzeba uważać, by wartości tych nie zniszczyć.

W zgodzie z tradycją

Lawrence Lessig nie twierdzi, że nie są potrzebne nowe regulacje w stosunku do nowych technologii. Przestrzega jednak, by przy ich tworzeniu nie wylać dziecka z kąpielą. Wszystko powinno odbywać się przede wszystkim w zgodzie ze zdrowym rozsądkiem, a nie pod dyktando obawiających się utraty swych wpływów przedstawicieli świata mediów i rozrywki. Kultura zachodnia pozwalała do tej pory na korzystanie z jej wcześniejszych wytworów, na twórcze przekształcanie wcześniejszego dorobku. Bez tego nie byłoby wielu wybitnych dzieł. Rozwój polega w wielu przypadkach na tym, że do czegoś znanego dokłada się coś nowego. Techniki cyfrowe bardzo taką działalność ułatwiają. Możliwość tworzenia kolaży złożonych z elementów pochodzących z różnych miejsc ma poza tym duże znaczenie edukacyjne. Dlaczego tego zabraniać? Czy ktoś pyta Alberta Einsteina o zgodę na wykorzystanie jego teorii względności, gdy chce ją wykorzystać do rozwijania własnych hipotez na temat fizyki kwantowej?

Rygorystyczne regulacje dostępu do treści w sieci mogą temu naturalnemu procesowi rozwoju kultury zagrozić. Twórczość jest dla naszej kultury wartością fundamentalną. Dzięki niej rośnie potencjał społeczny, zwiększa się zdolność radzenia sobie przez społeczeństwo ze stającymi przed nim problemami. Często się dzisiaj o tym zapomina. Dla rozwoju twórczości potrzebny jest jednak nieskrępowany dostęp do dóbr kultury.

Lessig ostrzega więc, że jeżeli prawo nie będzie polegało na wspieraniu twórczości, lecz na obronie interesów poszczególnych sektorów gospodarki, to w konsekwencji może na tym ucierpieć społeczna zdolność do sprostania wyzwaniom współczesnego świata. Każdy powinien mieć prawo do swobodnego "dłubania" zarówno w silniku motocykla, jak i w utworze muzycznym czy filmowym, bo to stwarza możliwości poznania i zrozumienia ich budowy oraz zasad działania. A lepiej zrozumieć, to móc też stworzyć coś lepszego samemu. Sieć znakomicie nadaje się właśnie do takich działań. Nie zawsze jednak prawo na to pozwala. Dlatego przy wprowadzaniu regulacji prawnych dotyczących nowych technologii politycy powinni brać pod uwagę nie tylko zagrożone interesy koncernów medialnych, lecz przede wszystkim interes społeczny - postuluje Lessig. Twórczość leży bowiem w interesie całego społeczeństwa.

Trzeba zauważyć, że Lawrence Lessig nie jest propagatorem piractwa komputerowego, nie nawołuje do łamania praw autorskich w odniesieniu do rozpowszechnianych przez sieć utworów. Nie pochwala działalności polegającej na wykorzystywaniu owoców cudzej pracy twórczej do bezprawnego zarabiania pieniędzy. Chodzi mu jedynie (a może aż) o to, by prawo nie blokowało dostępu do dóbr kultury w celach ich twórczego wykorzystania z pożytkiem dla całego społeczeństwa. Jest za tym, by karać piratów kopiujących w celach zarobkowych filmy na DVD, ale przeciwko temu, by hamować ludzką kreatywność, przeciwko temu, by karać młodych ludzi korzystających z dorobku innych w celach rozwoju istniejących technologii czy udoskonalania dzieł kultury (udoskonalenie uczelnianej wyszukiwarki przez jednego ze studentów Rensselear Polytechnic Institute stało się przyczyną wytoczenia mu procesu przez amerykańskie stowarzyszenie przemysłu muzycznego RIAA).

Książkę "Wolna kultura" warto przeczytać, nawet jeżeli nie zgadzamy się z prezentowanymi przez jej autora pomysłami na rozwiązanie kwestii praw autorskich w obliczu nowych mediów. Warto ją przeczytać jako interesującą analizę istniejącego stanu rzeczy, opis mechanizmów rządzących współczesnym światem mediów elektronicznych, katalog związanych z rozwojem Internetu ważnych problemów dotyczących wykorzystania własności intelektualnej.

Lawrence Lessig, Wolna kultura. W jaki sposób wielkie media wykorzystują technologię i prawo, aby blokować kulturę i kontrolować kreatywność, Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne, Warszawa 2005


TOP 200