Pracować z ludźmi

Zarządzanie podwładnymi polega w dużej mierze na wymuszaniu na nich posłuchu i budowaniu wśród nich swojego autorytetu. Odwiedzając różne fabryki, rozmawiając z mistrzami, kierownikami niższych szczebli niejednokrotnie mam wrażenie, że zarządzanie swoimi pracownikami opanowali oni w stopniu nieporównywalnie lepszym niż menedżerowie najwyższego szczebla. Również nieodparcie nasuwa mi się spostrzeżenie, że całą tajemnicę skuteczności ujawniają używane przez nich sformułowania.

Zarządzanie podwładnymi polega w dużej mierze na wymuszaniu na nich posłuchu i budowaniu wśród nich swojego autorytetu. Odwiedzając różne fabryki, rozmawiając z mistrzami, kierownikami niższych szczebli niejednokrotnie mam wrażenie, że zarządzanie swoimi pracownikami opanowali oni w stopniu nieporównywalnie lepszym niż menedżerowie najwyższego szczebla. Również nieodparcie nasuwa mi się spostrzeżenie, że całą tajemnicę skuteczności ujawniają używane przez nich sformułowania.

Kierownicy niższych szczebli na ogół mówią, że "pracują z ludźmi", a menedżerowie mówią, że "zarządzają personelem", ewentualnie "zarządzają zasobami ludzkimi". Nie trzeba się jednak kierować pierwszym nasuwającym się wyjaśnieniem, że ludzie na niższych stanowiskach są bliżej swoich podwładnych, są po ich stronie, solidaryzują się z nimi, razem zgodnie pracują. Menedżerów też nie należy od razu obwiniać o izolowanie się, obojętność, przedmiotowe traktowanie pracowników czy egoizm. Nie, nie, nic podobnego. Podwładnego i zwierzchnika dzieli zawsze taki sam dystans - pilnowany przez obie strony - bez względu na to, na jakim szczeblu drabiny społecznej i zawodowej się to odbywa. Nie jest prawdą, jakoby mistrzowie bardziej bratali się z robotnikami niż członkowie zarządu z raportującymi im dyrektorami. Hierarchia na ogół jest święta i z przyzwyczajenia, i z instynktu, i z wyrachowania. Ale nie tym trzeba się zajmować, rozważając zasady skutecznego zarządzania pracownikami. Rzecz bowiem nie w bliskości ani w solidarności.

Zwrot "pracować z ludźmi" odzwierciedla nie sposób przebywania w danym środowisku, lecz pewną bardzo ważną ideę, niewiele nawet mającą wspólnego ze słowem "pracować". Chodzi w niej o takie relacje między ludźmi, które wyrastają z tej podstawowej, chciałoby się powiedzieć - biologicznej czy wegetatywnej - warstwy ludzkiej egzystencji, z czegoś, co się potocznie nazywa "samo życie". To są takie relacje, w których czuje się zapach potu, widzi przetłuszczone włosy, słyszy bicie serca i dźwięk trzeszczących kości w załamywanych rękach. W tych relacjach akceptuje się przemoc i wyższość silniejszego, ale też przestrzega się ustalonych reguł. Nie ma w nich miejsca na poświęcenie, ale swoje zobowiązania realizuje się nawet za cenę życia. Często się używa niecenzuralnych słów, a nie zna słów kulturalnych, ale słowa mówią prawdę wprost, a nie trzeba jej szukać między wierszami. W tych relacjach człowieka "wychylającego się z szeregu" osadza się w miejscu nawet za pomocą pięści, autorytet zdobywa twardą sprawiedliwością, tu nie znają pojęć: systemy motywacyjne czy wyrachowana opiekuńczość.

Czy to jest świat zacofany i nie ucywilizowany, świat pierwotnych instynktów, świat brzydki? Tak, to jest taki świat. Czy to jest świat prostych robotników, mistrzów, fabrycznych manier i fizycznej pracy? Tak, to jest taki świat. Czytelny świat.

A czym jest świat elegancji, kultury i zarządzania personelem? Czy jest lepszy? Jest tam na pewno milej i czyściej, można poczuć się kimś, dotknąć lepszego życia. Ale na kilometr pachnie w nim fałszem. Chodzi o to, że menedżerowie "zarządzający personelem" - a nie "pracujący z ludźmi" - nie chcą się "ubrudzić" czy raczej zdegradować dotknięciem tej pierwotnej, biologicznej sfery życia każdego człowieka, również ich samych i ich kolegów z wyższych stanowisk. Oni wolą zaprzeczać, że w ogóle taka sfera istnieje, wolą myśleć, że oni sami pozbyli się jej. Są eleganccy, wykształceni, znają języki. Prześlizgują się z wdziękiem po ludzkiej egzystencji, imając się kulturalnych sposobów, a w sercu tłumiąc strach, gdy odzywają się w nich prymitywne instynkty, na przykład chęć zemsty za krzywdę, zadania bólu rywalowi czy wręcz mordu na kimś, kto ich poniżył. Zarządzanie personelem jest zawsze nieskuteczne, jest pewną milczącą umową, że o niskich sprawach nie będziemy mówić, że będziemy solidarnie udawać, że jesteśmy młodzi, piękni i bogaci.