Pracomaszyny

Poddani Microsoftu to już nawet nie pracoholicy. Po prostu zaciera im się różnica między światem wirtualnym i rzeczywistym.

Poddani Microsoftu to już nawet nie pracoholicy. Po prostu zaciera im się różnica między światem wirtualnym i rzeczywistym.

Czy może kiedyś układaliście Państwo klocki Lego? Może nawet dzisiaj budujecie obok swojego biurka pryzmy z czegoś, co jest pod ręką, chociażby pustych kartonów po soku? Jeśli tak, to jesteście podobni do Daniela Underwooda, bohatera książki "Poddani Microsoftu".

Underwood jest informatykiem - "mózgowcem" - z Doliny Krzemowej. Jest młody, tak samo jak inne osoby wokół niego. "W Nintendo też zresztą pracuje sama młodzież. Człowiek czuje się tam jak w roku 1311, kiedy wszyscy powyżej 35 roku życia albo już nie żyli, albo byli zniedołężniali i nie nadawali się do niczego". Underwood zaczynał w Microsofcie, gdzie życie każdego układa się zgodnie z hipnotyzującą mantrą: "Praca, sen, praca, sen, praca, sen". Czasem tylko pojawia się w jego głowie pytanie - czy to źle nie mieć własnego życia? "Niejeden garaż w Redmond skrywa nigdy nie używany kajak, na którym zbiera się kurz. Gdy spytać, co robią z wolnym czasem, odpowiadają: "Pływam kajakiem. No właśnie. W wolnych chwilach pływam kajakiem. Od razu widać, że udają".

"Poddani Microsoftu" nie są jednak, wbrew tytułowi, książką o Microsofcie. To - podane w postaci pamiętnika - studium o życiu w syntetycznym świecie współczesnych korporacji. W otoczeniu nowoczesnej technologii, a przede wszystkim wszędobylskich komputerów.

Bohaterowie książki żyją na śmietniku tymczasowości, pełnym przypadkowych przedmiotów, którym w sztuczny sposób nadaje się jakieś znacznie. Język, którym się posługują, przesiąknięty jest terminologią komputerową - nawet wtedy, gdy mówią o swych uczuciach. Żyją pracą i dla pracy. To już nawet nie pracoholizm, ale zupełnie nowy styl życia. Jednak gdzieś na dnie ich serc zaczyna kiełkować olbrzymia frustracja i tęsknota za życiem, jakiego nie znają.

Dziś w taki sposób pracuje się w Kalifornii, powoli zaczyna też i u nas.

Douglas Coupland doskonale przekazał sposób odczuwania świata przez tych, którzy komputerom poświęcają nieporównanie więcej czasu i uwagi niż żywym istotom. To informatycy należący do generacji X. Świat wnętrza komputera zaczyna im zlewać się ze światem rzeczywistym. I to do nich właśnie skierowana jest ta książka. Pozostałym może wydać się naciąganą, nierzeczywistą karykaturą.

Tłumaczenie książki, z uwagi na specyficzny język i konieczność znajomości wielu kontekstów, było zadaniem karkołomnym. Udało się je jednak dość dobrze wypełnić. Warto docenić dbałość o szczegóły i zachowanie realiów. Chociażby wszystkie zamieszczone tam listy, pochodzące z poczty elektronicznej, nie tylko pozbawione są polskich znaków diakrytycznych, ale pozostawiono w nich charakterystyczne dla eümaila literówki. Co kilka, kilkanaście stron, pojawiają się dziwne, dużymi literami pisane hasła i zwroty. Tkwiące w mózgu pojęcia, będące strzępami po lawinie informacji, jaka każdego dnia dociera do zmysłów Daniela Underwooda, zrzuty fragmentów pamięci ludzkiej do plików TMP. Czy i nasze życie będzie przypominać działanie aplikacji MS Windows?

Przeczytajcie sami. Warto - tym bardziej że takiej książki na naszym rynku wydawniczym jeszcze nie było. Bo to i o nas, i o świecie wielkich firm komputerowych - z zupełnie innej perspektywy niż pozwalają nam patrzeć działy marketingu.

Douglas Coupland, "Poddani Microsoftu" (tyt. oryginału - "Microserfs"), Prószyński i Süka Warszawa 1996 r., tłum. Jan Rybicki. Książka ma także swoją własną stronę WWW:

http://www.nwlink.com/~dmorford/microserfshomepage.html