Powrót do tradycji

Jeszcze kilkanaście miesięcy temu licznie powstające spółki internetowe wydawały się wymarzonym miejscem pracy dla informatyków: wysokie pensje, nadzieja na zyski z pnących się w górę akcji i prestiż w środowisku. Kiedy pękła bańka mydlana, do łask powróciły firmy o ustabilizowanej pozycji rynkowej.

Jeszcze kilkanaście miesięcy temu licznie powstające spółki internetowe wydawały się wymarzonym miejscem pracy dla informatyków: wysokie pensje, nadzieja na zyski z pnących się w górę akcji i prestiż w środowisku. Kiedy pękła bańka mydlana, do łask powróciły firmy o ustabilizowanej pozycji rynkowej.

Stefan Batory był pierwszym zatrudnionym przez The Mothership Poland, spółkę zarządzającą portalem Ahoj. Od podstaw współtworzył infrastrukturę informatyczną. Jako jeden z szefów pionu technologii był zaangażowany w spotkania z inwestorami zainteresowanymi portalem. Rozmowy przedłużały się, pod znakiem zapytania stało istnienie portalu, toteż pod koniec ubiegłego roku Stefan Batory odszedł z firmy. Z grupą przyjaciół i współpracowników z Ahoj założył spółkę .

"Każdy z nas miał kilka propozycji pracy. Nam jednak zależało, by dalej pracować wspólnie" - opowiada Stefan Batory, obecnie wiceprezes ds. technologii w eo Networks. Jak mówi, jego firma oferuje rozwiązania wspierające proces komunikacji i zarządzania wiedzą, oparte przede wszystkim na technologiach internetowych. Wśród klientów znalazły się dwie duże firmy zagraniczne, ale nie chce zdradzić ich nazw. Na zlecenie wykonuje projekt "rozproszonej, kryptograficznej bazy danych". W przyszłości, oprócz realizacji zleceń, zamierza rozwijać własne produkty.

Nastroje byłym pracownikom Ahoj psuje ciągnący się spór z nowym właścicielem portalu - Internet Operators, spółką zależną od 4Media (dawniej Chemiskór). Jego przedmiotem są zaległe wynagrodzenia, a także sprawa dokumentacji systemu (Internet Operators twierdzi, że byli pracownicy portalu nie oddali jej nowemu kierownictwu spółki).

Świeża krew

Ludzi o podobnym życiorysie zawodowym jest coraz więcej. Przed dwoma, trzema laty trafili do licznie powstających spółek internetowych. Większość nie została milionerami, na co pewnie po cichu liczyli w dniach największej hossy, ale z pracy w dot-comach wynieśli pokaźny bagaż doświadczeń. Teraz szukają nowej, odpowiedniej dla siebie pracy. Zjawisko to nie ma tak masowego charakteru, jak w Stanach Zjednoczonych, gdzie wg raportu firmy Challenger, Gray and Christmas tylko w kwietniu br. z dot-comów zwolniono prawie 18 tys. pracowników. Jednak na rynku pracy pojawiła się dość liczna grupa młodych informatyków, ale już z kilkuletnim doświadczeniem i bogatą wiedzą z zakresu technologii internetowych. Duże spółki, takie jak chociażby The Mothership Poland czy tp.Internet, dopóki miały nieograniczone budżety, nie skąpiły pieniędzy na kształcenie informatyków.

Dodatkowym atutem tych, którzy porzucili spółki internetowe, jest to, że ich wiedza zazwyczaj nie ogranicza się jedynie do zagadnień technologicznych. Brak wyraźnego podziału obowiązków w szybko rozwijających się firmach internetowych powodował, że informatycy zajmowali się nie tylko planowaniem i rozwojem infrastruktury IT, lecz także kontaktami z klientami i inwestorami, a nawet planowaniem kampanii marketingowych. Niektórych ta "biznesowa" działalność zafascynowała bardziej niż technologia.

Tomasz Piętka przez kilka lat był administratorem i programistą, m.in. w polskim oddziale Volvo. Przed dwoma laty nie trzeba było go długo namawiać do podjęcia pracy w internetowej firmie Insitestore.com, gdzie został kierownikiem projektów. W tym czasie zainteresował się biznesową stroną projektów informatycznych, rozpoczął studia MBA. Niedawno założył własną spółkę Webskey, zajmującą się projektami internetowymi. Aby jednak zapewnić sobie stałe źródło dochodów oraz nowych doświadczeń, pracuje jednocześnie jako kierownik ds. informatyki w jednej z warszawskich agencji reklamowych. "Coraz mniej bawi mnie śledzenie rozwoju technologii, za to coraz chętniej zajmuję się sprawami związanymi z rozwojem mojej firmy - poszukiwaniem partnerów i planowaniem strategicznym" - mówi Tomasz Piętka.

Domy bez fundamentu

Przyczyn masowego exodusu informatyków ze spółek internetowych nie należy upatrywać jedynie w sytuacji finansowej portali, sklepów elektronicznych itp. Trwający od kilku miesięcy kryzys uświadomił, że wiele krajowych spółek Nowej Gospodarki nie ma racji bytu - brak im unikalnego produktu i pomysłu na zarabianie. Dopóki trwał entuzjazm związany z tworzeniem nowej firmy i regularnie na konta bankowe wpływały pensje, dopóty wszystko funkcjonowało należycie. Gdy entuzjazmu zabrakło, ujawniły się błędy w zarządzaniu. "Tygodniami realizowaliśmy jakieś projekty po to, by ludzie z marketingu w ciągu jednego dnia całkowicie zmieniali koncepcję. Tak naprawdę nie wiadomo było, po co to robimy i co będziemy robić później" - mówi informatyk, który odszedł z tp.Internet. - "Nigdy nie narzekaliśmy na brak ofert pracy. Odeszliśmy, gdy tylko pogorszyła się sytuacja finansowa firmy" - przyznaje były pracownik innej firmy internetowej.

Paradoksalnie, mimo często niemiłych wspomnień, informatycy odchodzący z dotcomów nadal wiążą swoją przyszłość właśnie z projektami internetowymi. "Nadal uważam, że portal miał szanse powodzenia. Był tam zgrany zespół i odpowiednia atmosfera" - mówi Stefan Batory.


TOP 200