Potrzebne są informacje

Upowszechnienie technik satelitarnych w zarządzaniu kryzysowym i ratownictwie będzie zależało od znalezienia właściwych dla nich obszarów i sposobów wykorzystania. Samo zdjęcie satelitarne, bez odpowiedniej obróbki informacyjnej, jest mało użyteczne.

Upowszechnienie technik satelitarnych w zarządzaniu kryzysowym i ratownictwie będzie zależało od znalezienia właściwych dla nich obszarów i sposobów wykorzystania. Samo zdjęcie satelitarne, bez odpowiedniej obróbki informacyjnej, jest mało użyteczne.

Lokalna, wyludniona droga w środku lasu. Godzina druga w nocy. Jadący w przeciwnych kierunkach kierowcy spieszą się do domów. Każdy z nich myśli, że o tej porze jest już na drodze sam. Wychodzące z zakrętu z dużymi prędkościami samochody zderzają się. Mocno poturbowani, tracący przytomność kierowcy nie są w stanie wezwać pomocy. W okolicy nie ma też nikogo innego, kto mógłby im pomóc. Nie są jednak skazani na śmierć. Uaktywnione w trakcie zderzenia poduszki powietrzne powodują uruchomienie systemu wysyłającego drogą radiową sygnał alarmowy do najbliższego centrum powiadamiania ratunkowego. Dzięki zamontowanemu w autach systemowi dyspozytor jest w stanie określić dokładnie miejsce zdarzenia. Wysyła karetkę i wóz strażacki, również wyposażone w GPS. Dzięki temu kierowcy pojazdów ratowniczych szybko trafiają do celu - nie muszą błądzić po bezdrożach wśród pól i lasów.

Potrzebne są informacje

prof. Jerzy Wolanin

W opisie tym fikcja miesza się z rzeczywistością. Nie ma jeszcze poduszek powietrznych wysyłających sygnał alarmowy do służb ratowniczych. Wiele jednak wskazuje na to, że w niedalekiej przyszłości powstanie takich rozwiązań będzie całkiem możliwe. "Upowszechnianie się indywidualnych, konsumenckich zastosowań technik satelitarnych, a do takich zalicza się przecież GPS, będzie stymulowało poszukiwanie nowych sposobów ich wykorzystania w różnych dziedzinach życia, w tym również w ratownictwie" - mówi Jakub Ryzenko z Polskiego Biura ds. Przestrzeni Kosmicznej.

Karetki pogotowia, policyjne radiowozy czy pojazdy bojowe straży pożarnej już dzisiaj wyposażane są w urządzenia do nawigacji satelitarnej - również w Polsce. Dzięki temu, na przykład, jadący ulicami Jeleniej Góry wóz strażacki może sobie sam uruchamiać tzw. zieloną falę na kolejnych skrzyżowaniach. Zdaniem Jakuba Ryzenko, wykorzystanie nawigacji satelitarnej w połączeniu z mapą cyfrową pozwala na lepszą koordynację działań ratowniczych - od razu widać rozmieszczenie sił i środków wszystkich służb ratowniczych i ich położenie względem siebie. "Wszyscy mają jeden, ten sam obraz sytuacji. To bardzo poprawia efektywność działań" - uważa Jakub Ryzenko.

prof. Jerzy Wolanin kierownik Zakładu Zarządzania Kryzysowego w Szkole Głównej Służby Pożarniczej w 

Przebieg powodzi można symulować komputerowo. Są do tego specjalne algorytmy. Dokładność wyniku zależy od rodzaju danych wejściowych. Pokazując aktualny stan wody, satelita nanosi poprawki, korekty do wyników, od których należy liczyć dalej. To pozwala lepiej określić możliwy przebieg wydarzeń w konkretnej sytuacji i podjąć właściwe decyzje.

Upowszechnianie się technik satelitarnych w połączeniu z masowym dostępem do innych, powszechnie używanych narzędzi, systemów i rozwiązań teleinformatycznych może skutkować nowymi, jeszcze nie stosowanymi, ale rokującymi dużą skuteczność działania metodami zarządzania kryzysowego i prowadzenia działań ratowniczych. Nawigacja satelitarna jest już dzisiaj używana przez niektórych przewoźników do śledzenia przemieszczania się towarów (np. przez firmy kurierskie czy spedycyjne). Co będzie, jeśliby połączyć ją z możliwościami oferowanymi przez telefonię komórkową? Załóżmy, że obowiązkowe stałoby się instalowanie urządzeń GPS na wszystkich cysternach z materiałami niebezpiecznymi. "W przypadku awarii czy uszkodzenia takiej cysterny w wyniku wypadku można by łatwo, szybko i precyzyjnie zlokalizować miejsce zdarzenia i określić obszar zagrożenia. Osoby znajdujące się w strefie zagrożonej mogłyby otrzymywać na swoje telefony komórkowe komunikaty z ostrzeżeniami wysyłane selektywnie przez operatorów" - tłumaczy Jakub Ryzenko.

Dla podkreślenia, że tego typu pomysły nie są czystą fantazją, przywołuje przykład systemu, w którym są wszystkie statki morskie. Gdy statek zatonie, bojka ratunkowa wysyła sygnał SOS i informację o swoim położeniu. Często informacja taka w żaden inny sposób nie mogłaby dotrzeć do służb ratunkowych. "Dzięki temu systemowi, w ciągu trzydziestu lat jego funkcjonowania, uratowano ponad dwadzieścia tysięcy osób" - podkreśla Jakub Ryzenko. W przyszłości satelity będą miały rozbudowane funkcje w tym zakresie, możliwa będzie nawet prosta komunikacja głosowa czekających na ratunek z dyspozytorem w centrum ratowniczym. Prowadzone są starania, by tego typu systemem zostały objęte również wszystkie statki powietrzne.

Woda i ogień

GPS nie jest jedyną techniką satelitarną, która może być wykorzystywana do wspomagania działań ratowniczych i zarządzania kryzysowego. Coraz częściej zwraca się uwagę na możliwości i funkcjonalności stwarzane przez zdjęcia satelitarne. Rozwiązanie to ma jednak pewne ograniczenia. Za najważniejszą przeszkodę w powszechnym stosowaniu zdjęć satelitarnych przez służby ratownicze uważa się ich opóźnioną dostępność. Trzeba czekać, aż satelita znajdzie się nad wybranym obszarem, by mógł wykonać fotografię.

"Opóźnienia w dostępie do zdjęć satelitarnych są nie większe niż 24 godziny" - mówi Jakub Ryzenko z Polskiego Biura ds. Przestrzeni Kosmicznej. Ten czas oczekiwania powoduje już jednak, że zdjęcia satelitarne pokazują głównie sytuację historyczną, co przy gwałtownie zmieniających się i rozwijających w sposób niekontrolowany zdarzeniach nie pozwala posługiwać się nimi na bieżąco. Ich wykorzystanie ma natomiast sens przy długotrwałych i rozległych sytuacjach kryzysowych, np. dużej powodzi czy dużego pożaru lasu. Przydatne są wtedy do oceny zagrożeń oraz, z drugiej strony, pomocne w ocenie zniszczeń. Ich efektywne wykorzystanie wymaga jednak spełnienia określonych warunków.

"Samo zdjęcie satelitarne jest dla dowódcy akcji ratowniczej, w zasadzie, nieprzydatne. Przy zdarzeniach rozległych i trwających długo może być użyteczne, ale tylko po odpowiedniej obróbce informacyjnej i dla określonych celów" - tłumaczy prof. Jerzy Wolanin, kierownik Zakładu Zarządzania Kryzysowego w Szkole Głównej Służby Pożarniczej w Warszawie.

Zdjęcia satelitarne dają obraz sytuacji istniejącej tylko w danym momencie, w chwili zrobienia zdjęcia. Gdy zdjęcie dotrze do dowódcy akcji, sytuacja może wyglądać już całkowicie inaczej. O zmianach dowódca jest informowany na bieżąco różnymi środkami - przez radiostację, telefon, bezpośrednio przez ratowników itp. Przysyłanie mu zdjęcia wykonanego 24 godziny wcześniej nie ma najmniejszego sensu. "Zdjęcie musi trafić najpierw do zespołu analitycznego, który naniesie na nie informacje wspomagające podejmowanie decyzji przez dowódcę" - wyjaśnia prof. Jerzy Wolanin. Takie informacje mogą być związane z oceną ryzyka czy określeniem stopnia podatności na zniszczenia.

W czasie powodzi satelita może zmierzyć głębokość i prędkość wody. Te dwa parametry decydują o tym, ile będzie stał zalany budynek. To można policzyć dla różnych rodzajów konstrukcji. W sytuacji, gdy w pobliżu fali powodziowej są w dwóch różnych miejscach dwa różne szpitale, dowódca akcji, dysponujący ograniczoną ilością sił i środków, będzie wiedział, który z nich powinien ewakuować w pierwszej kolejności. Posiadając informacje uzyskane na bazie zdjęć satelitarnych będzie mógł przewidzieć, gdzie jest większe ryzyko i zagrożenie. Jeżeliby dostał samo zdjęcie, w zasadzie nic by na jego podstawie nie mógł wywnioskować.

prof. Jerzy Wolanin kierownik Zakładu Zarządzania Kryzysowego w Szkole Głównej Służby Pożarniczej w 

Przebieg powodzi można symulować komputerowo. Są do tego specjalne algorytmy. Dokładność wyniku zależy od rodzaju danych wejściowych. Pokazując aktualny stan wody, satelita nanosi poprawki, korekty do wyników, od których należy liczyć dalej. To pozwala lepiej określić możliwy przebieg wydarzeń w konkretnej sytuacji i podjąć właściwe decyzje.


TOP 200