Poszukiwania notesu

Od lat poszukuję idealnego urządzenia wspomagającego moją ulotną pamięć. Papierowe kalendarze, terminarze i notatniki nie zdały egzaminu. Nawet jeśli udawało mi się przekonać do regularnego z nich korzystania, to wprowadzanymi tam informacjami nie mogłem zarządzać w żaden sensowny sposób.

Od lat poszukuję idealnego urządzenia wspomagającego moją ulotną pamięć. Papierowe kalendarze, terminarze i notatniki nie zdały egzaminu. Nawet jeśli udawało mi się przekonać do regularnego z nich korzystania, to wprowadzanymi tam informacjami nie mogłem zarządzać w żaden sensowny sposób.

Wyszukiwanie zanotowanych gdzieś z boku uwag, przestawianie terminów spotkań i próby odczytania własnych bazgrołów były prawdziwą udręką. Dziesiątki zapisanych, samoprzylepnych, żółtych karteczek, z których akurat te najważniejsze gdzieś się zapodziały, skłoniły mnie do rozpoczęcia poszukiwań alternatywnego do papieru substytutu mojej ograniczonej pamięci.

Na pierwszy ogień poszły wszelkie notesy elektroniczne. Wszystkie one zmuszały jednak do kompromisów. Były albo za duże, albo miały za mały wyświetlacz. Ich waga umożliwiała swobodne noszenie ich w tylnej kieszeni dżinsów, ale uniemożliwiała ukrycie w kieszeni marynarki. O możliwości archiwizacji danych zgromadzonych w takich notesach można było wyłącznie marzyć. W kwestii marzeń pozostawała także synchronizacja informacji z komputerami osobistymi.

Przełomem w tej dziedzinie było wprowadzenie urządzenia PalmPilot U.S. Robotics, przejętej później przez 3Com. Urządzenie to, znacznie mniejsze niż poprzednie notesy elektroniczne, miało jednocześnie znacznie większy wyświetlacz. Mniejsze rozmiary osiągnięto rezygnując z klawiatury. Informacje można było wprowadzać za pośrednictwem komputera, do którego był dołączany PalmPilot, lub korzystając z dołączonego rysika za pośrednictwem specjalnego graffiti.

Pierwsza wersja PalmPilota z powodzeniem służyła mi przez dwa lata. Okazało się jednak, że standardowa pamięć 512 KB jest zbyt mała, by zmieścić wszystkie niezbędne mi informacje (a było ich niemało, gdyż PalmPilot potrafił za pośrednictwem komputera pobierać z Internetu wskazane serwisy informacyjne, co skutecznie wypełniało jego pamięć). Zaczęło mi także brakować klienta poczty elektronicznej i możliwości podświetlania wyświetlacza - cech dostępnych w nowszych wersjach urządzenia.

Między "przesiadką" z PalmPilota na jego następcę stałem się użytkownikiem komputera przenośnego. Przez chwilę łudziłem się, że to właśnie on jest rozwiązaniem moich problemów z dostępem do informacji. Wszak mam go praktycznie zawsze przy sobie i przechowuję w nim znacznie więcej informacji niż w moim podręcznym Pilocie.

Notebook ma jednak wiele wad, które uzasadniają równoległe stosowanie alternatywnego nośnika informacji. Fantastycznie pełni on rolę zastępcy komputera biurkowego, lecz jego rozmiary, waga i złożony interfejs uniemożliwiają stosowanie go jako notesu. Nie można go schować do kieszeni, a zanotowanie wydatku w takim miejscu, jak sklep czy stacja benzynowa, z uwagi na długi czas uruchamiania systemu i aplikacji, trwa co najmniej kilka minut. Problemów tych nie stwarza PalmPilot i - co więcej - może on udostępniać interfejs aplikacji finansowej wykorzystywanej na "dużym" komputerze (tak jest np. w przypadku Quickena firmy Intuit).

Za dużą pomyłkę, przynajmniej w obecnym ich kształcie, uważam komputerowe notesy z systemem Windows CE. Interfejs Windows, choć ułatwiający pracę na złożonych komputerach osobistych, w przypadku komputerów handheld komplikuje tylko obsługę. Znacznie lepiej ten problem rozwiązali producenci Pilota, w którym nawet wysłanie elektronicznej wizytówki za pośrednictwem złącza podczerwieni sprowadza się do naciśnięcia jednego przycisku.

Mimo oczywistych zalet, PalmPilot nie jest jednak w pełni satysfakcjonującym mnie urządzeniem. Jakość jego wyświetlacza pozostawia jeszcze wiele do życzenia. Brakuje standardowej, bezprzewodowej synchronizacji z komputerami osobistymi (za pośrednictwem podczerwieni). Bardzo przydatny byłby także interfejs głosowy, pozwalający przeszukiwać książkę adresową urządzenia podczas jazdy samochodem bez konieczności odrywania rąk od kierownicy.

Szukam więc dalej...


TOP 200