Polskie WWW są po prostu kiepskie

Z Juliuszem Donajskim, dyrektorem ATOMNet Studio i twórcą Donajskis' Digital Gallery, rozmawia Sławomir Kosieliński.

Z Juliuszem Donajskim, dyrektorem ATOMNet Studio i twórcą Donajskis' Digital Gallery, rozmawia Sławomir Kosieliński.

Od kilku lat zajmujesz się tworzeniem serwisów WWW dla firm i instytucji. Jaki jest ich stosunek do Internetu? Czy nadal Sieć to sprawa informatyków?

To może zabrzmi szokująco w porównaniu z imponującymi danymi statystycznymi o wzroście użytkowników i hostów internetowych, lecz uważam, że Internet jest wciąż ignorowany przez menedżerów czy administrację państwową. Jest traktowany lekceważąco i instrumentalnie. Panuje przekonanie, że Internet jest dla fanatyków i młodzieży albo dla dzieci. Paradoksalnie - prościej stworzyć dla firmy program finansowo-księgowy niż jej WWW. Dyrektor finansowy i księgowi zdefiniują w miarę sprawnie, czego im potrzeba w pracy, co oczywiście znacznie ułatwia budowę systemu. W przypadku Internetu oceną jakości i funkcjonalności firmowej witryny zajmuje się główny informatyk przedsiębiorstwa, zamiast pracownika public relations lub marketingu. To chyba wyraźnie świadczy, że firmy nie mają wyobraźni, czym jest Internet. Informatyk - z całym szacunkiem dla tej profesji - może ocenić serwis WWW tylko z punktu widzenia technologii i zgodności ze standardem. Natomiast nie zadaje sobie pytania, po co ten serwis jest tworzony? Do kogo jest adresowany? To wcale nie są rzadkie sytuacje w Polsce, że szef dużej firmy, zleceniodawca projektu, w ogóle nie ogląda witryny albo widzi ją tylko w wydrukach, polegając na opinii pracowników działu informatyki...

Czyżbyś więc uważał, że informatyk nie powinien mieć wpływu na serwis WWW? Przecież chyba nie chcesz traktować go w firmie na równi z dyżurnym elektrykiem?

W tym przypadku tak. Weźmy przykład z telewizji. Nikt tam nie pozwoli decydować o programie technikowi od transmisji przekazu. Nikt w prasie nie zgodzi się, aby drukarz decydował o zawartości pisma. To jest oczywiste i z tym nie dyskutuje się! Z wyjątkiem Internetu...

Nie można tworzyć serwisów informacyjnych siłami firmowych informatyków. Potrzeba do tego specjalistów, znających się na projektowaniu i public relations. Internet jest przecież bardziej medium niż narzędziem. To coś jak radio, telewizja czy prasa. Uważam, że jest równoważnym medium i kanałem informacyjnym. Medium, które samo szuka dróg rozwoju. Stąd "wodotryski", nowe tagi w HTML - kiedyś przecież pokonamy problemy z przepustowością i Internet zacznie funkcjonować, jak na prawdziwe medium przystało.

Tego świadomość musi wywierać wpływ na rynek. Należy przekonać wielkie firmy, koncerny wydawnicze, że jest to medium równie ważne, jak każde inne.

I przekonać, że powinny szukać wsparcia w zewnętrznej firmie...

Ależ skąd. Nie zakładam z góry, że projektowanie serwisów WWW musi być zlecane na zewnątrz. Niech to wykonuje firmowy zespół, o ile w jego skład wejdą ludzie odpowiedzialni za merytoryczną stronę przedsięwzięcia. Przy projektowaniu serwisu WWW informatyk jest osobą, która na początku może określić jego założenia techniczne, na końcu sprawdzić zgodność ze standardami, następnie zapewnić widoczność i poprawne działanie. Przy tworzeniu serwisów on-line nie ma więcej miejsca dla informatyka. Czas najwyższy zapomnieć, że ma on coś wspólnego z tego typu serwisami. WWW czy firmowym intranetem niech zajmą się redaktorzy WWW, którzy na studiach mieliby przedmiot informatyka, lecz nie pracowaliby nad rozwiązywaniem jej problemów, a wykorzystywali wiedzę w kontaktach ze specjalistami.


TOP 200