Polski dotcom

Polscy przedsiębiorcy internetowi narzekają na niewielką możliwość wyboru źródeł finansowania swoich projektów. Jednak sytuacja ta się zmienia wraz z wkraczaniem do Polski zachodnich funduszy typu venture capital.

Polscy przedsiębiorcy internetowi narzekają na niewielką możliwość wyboru źródeł finansowania swoich projektów. Jednak sytuacja ta się zmienia wraz z wkraczaniem do Polski zachodnich funduszy typu venture capital.

Chyba każdy przedsiębiorca lub inwestor zapytany o przeszkody, stojące na drodze rozwoju polskiego rynku internetowego, na jednym z pierwszych miejsc wymieni niewydolność polskiej infrastruktury telekomunikacyjnej. "Największą przeszkodą jest kiepska infrastruktura Internetu w Polsce. Praktyczny monopol TP SA i związane z tym wysokie koszty połączenia ograniczają liczbę internautów. Jeśli nie ma użytkowników, to nie ma przedsiębiorczości" - mówi Michał Wolniak, współautor projektu dobracena.pl. Ale telekomunikacja to zdecydowanie nie wszystko, co nęka polskich przedsiębiorców internetowych, pragnących tworzyć i rozwijać swoje internetowe firmy. Droga do sukcesu to także kapitał, a jest ona długa i kręta.

Znaleźć inwestora

W Polsce wciąż brakuje inwestorów gotowych wesprzeć nowatorskie przedsiębiorstwa związane z Internetem, szczególnie na wczesnych etapach ich rozwoju. Zaledwie kilka funduszy venture capital (VC), wśród nich bmp i Enterprise Investors, zdecydowało się zainwestować w internetowe spółki, ale raczej w te będące już w późniejszej fazie rozwoju. "Małym firmom trudno znaleźć inwestora" - mówi Rafał Płatek z Cream Software, firmy rozwijającej oprogramowanie do tworzenia stron WWW i komunikacji w sieciach lokalnych. Typowe fundusze VC, zwłaszcza wywodzące doświadczenie z rynku amerykańskiego, inwestują raczej w większe projekty, wyceniane na ponad milion dolarów. "W takiej sytuacji trudniej jest pozyskać kapitał spółkom potrzebującym funduszy rzędu 50-200 tys. USD" - uważa Przemysław Gacek ze spółki Communication Partners, prowadzącej serwis pracuj.pl.

Specjalizowane fundusze internetowe, takie jak MCI Management czy CentralEuropa.com, dopiero rozwijają działalność i na razie mogą pochwalić się zaledwie kilkoma projektami. Podążając za rynkiem, dotychczas skoncentrowały się na wspieraniu portali internetowych. "Rynek VC jest wciąż bardzo płytki, mamy do czynienia niemal z oligopolem, na którym występuje zaledwie kilku silnych graczy" - potwierdza Thom Barnhard z polskiego oddziału First Tuesday, firmy organizującej cykliczne spotkania integrujące polskie środowisko "dotkomów".

Spośród aktywnych w Polsce inkubatorów wyłącznie krakowski Investment Fund oraz e-inkubator mogą poszczycić się osiągnięciami. Pozostałe - e-farm i e-katalyst - na razie wolą pozostawać w cieniu, prawdopodobnie do momentu pozyskania pierwszych projektów. Ogólnie przyjmuje się, iż oprócz kapitału, inkubatory mogą zapewnić przedsiębiorcy wsparcie, które w znaczącym stopniu zwiększa prawdopodobieństwo powodzenia projektu, m.in. podstawową infrastrukturę i doradztwo. "Niestety, w zamian oczekują kilkudziesięcioprocentowego udziału w przedsięwzięciu" - mówi Krzysztof Kujawa, dyrektor zarządzający , firmy znanej z opracowania wielu serwisów internetowych.

Konkurs Twój e-biznes, zorganizowany przez Hewlett-Packard, Microsoft i Europejski Fundusz Leasingowy, zyskał spore zainteresowanie, lecz należy pamiętać, że jest on skierowany nie tyle do przedsiębiorców pragnących stworzyć nowy biznes oparty na Internecie, ile do ludzi myślących o rozwinięciu obecnie prowadzonej działalności o pewne funkcje internetowe.

Pomimo postępującej globalizacji inwestycji i przedsiębiorczości, zaledwie kilka zagranicznych instytucji wspierających przedsiębiorczość internetową zdecydowało się zaangażować w Polsce. Wśród najważniejszych należy wymienić: Red-stars.com, March.Fifteen, First Tuesday czy e-chron ventures. Znaczny wzrost aktywności zagranicznych funduszy jest spodziewany na przełomie 2000 i 2001 r. Wielu z dużych graczy myśli o inwestycjach w Polsce. "Fundusze venture capital zaczynają rozumieć, że konieczne jest rozwijanie i umiędzynarodowianie swych sieci, by skutecznie wyławiać najbardziej interesujące projekty, gdziekolwiek się one pojawiają" - mówi Niclas Carlsson z e-chron ventures.

Przeszkody

Kryzys na światowych rynkach kapitałowych wywarł potężne wrażenie zarówno na inwestorach, jak i na przedsiębiorcach. "Zaskoczeniem był dla mnie stopień, w jakim decyzje inwestorów i ich reakcje są uzależnione od wyników na NASDAQ" - stwierdza Maciej Lewański, współzałożyciel AdServer Polska, firmy, która planuje zajęcie się administrowaniem powierzchni reklamowych polskich portali. Wielu inwestorów przyjęło postawę pasywną, czekając na rozwój wypadków na rynkach światowych.

Jednak praprzyczynę ograniczonego zainteresowania funduszy inwestycjami w spółki internetowe przedsiębiorcy widzą gdzie indziej. "Przy kontaktach z inwestorami zewnętrznymi zaskoczeniem był dla mnie brak wiedzy z drugiej strony" - mówi Grzegorz Brzeski z WebCorp. "W Polsce nie ma też specjalistów, których inwestor może poprosić o radę, czy dane przedsięwzięcie się powiedzie" - dodaje Michał Wolniak.

Zarówno przedsiębiorcy, jak i fundusze często uważają, że lepiej jest skoncentrować się na projekcie przeznaczonym na stosunkowo duży, przynajmniej pod względem potencjału, rynek lokalny, zamiast próbować ekspansji na znacznie pojemniejsze, ale bardziej ryzykowne rynki zagraniczne. "Nasz fundusz nie rozważa żadnych projektów, które z założenia chcą szybko rozwijać się poza Polską" - deklaruje przedstawiciel jednej z czołowych polskich firm inwestycyjnych.

W efekcie przedsiębiorcy nie widzą szansy na realizację większych projektów, szczególnie tych zakładających działalność międzynarodową. Wszystko to tworzy błędne koło, w którym obie strony nie do końca rozumieją swoje intencje i potrzeby. Przedsiębiorcy "przycinają" własne projekty do błędnie odczytywanych oczekiwań inwestorów lub wręcz stwierdzają, że nie potrzebują zewnętrznego finansowania i starają się realizować projekty opierając się wyłącznie na własnych i zwykle dość ograniczonych środkach.

W rezultacie te fundusze, które poszukują przedsięwzięć mogących odnieść sukces międzynarodowy, nie znajdują w Polsce zbyt wielu interesujących celów inwestycyjnych. "Niestety, wiele polskich firm zbyt wąsko definiuje obszar swojego działania, ograniczając się wyłącznie do rynku lokalnego, podczas gdy powinny one zastanowić się przynajmniej nad ekspansją na rynki Europy Środkowej" - mówi Piotr Pajewski, Investment Manager w funduszu bmp, który zainwestował m.in. w InterNet Services, Internet Data Systems i . - "Często w ciekawszej pod tym względem sytuacji znajdują się firmy z Czech, które są bardziej zwrócone na Zachód, szczególnie na Niemcy" - dodaje. Inwestorzy jednak pokładają duże nadzieje w polskim rynku. "To nieuchronne, że globalizacja i towarzysząca jej homogenizacja postaw oraz potrzeb konsumenckich będzie stymulować upowszechnianie się przedsiębiorczości także w Polsce" - mówi Niclas Carlsson.

Oczekiwania inwestorów

Dotarcie do inwestora nie zapewnia przekonania go do sfinansowania projektu. Potrzeba do tego wiele determinacji i zaangażowania, czego jednak na szczęście nie brak polskim przedsiębiorcom. "Pierwsze projekty opracowywaliśmy na przyniesionych z domów komputerach" - wspomina Krzysztof Kujawa. - "Wszystkie zarobione na początku pieniądze inwestowaliśmy ponownie w firmę. Przez pierwszy rok nie braliśmy żadnych pensji - mieliśmy już jednak pięciu pracowników, biuro na głównej ulicy Łodzi oraz bardzo szybki - jak na owe czasy - serwer".

Napisanie spójnego biznesplanu, zawierającego przemyślane i realistyczne prognozy finansowe, a także właściwe przygotowanie się do spotkania należą do podstawowych działań. "Podstawę powinny stanowić dobre dokumenty finansowe, realne cele i dobrze udokumentowane przewidywania przedsięwzięcia" - potwierdza Grzegorz Brzeski. Warto też pamiętać, że fundusze dużą uwagę przywiązują do zatrudnionych w firmie ludzi.

"Sądzę, że największym problemem jest zebranie odpowiednich ludzi. Jeżeli masz ludzi, najprawdopodobniej jesteś w stanie zdobyć pieniądze" - mówi Esther Dyson z EDVenture Holdings, amerykańskiego funduszu, który zainwestował w wiele spółek w Europie Środkowo-Wschodniej, włączając w to polski ComputerLand SA, węgierski Uproar.com czy estoński CV-Europe. Fundusze doskonale rozumieją rolę ludzi w powodzeniu projektu, dlatego są w stanie sporo zapłacić za pozyskanie właściwej kadry zarządzającej i specjalistów technicznych. Jedną z form zdobywania i przywiązywania pracowników do firmy jest przyznanie im części kapitału spółki w postaci akcji i opcji. Mimo iż polskie prawo utrudnia tworzenie opcji pracowniczych, precedensów przybywa i ta forma wynagrodzenia zdobywa coraz większą popularność. Wśród internetowych przedsiębiorców krążą np. plotki o opcjach wartych kilka milionów dolarów, które zostały przydzielone kluczowym pracownikom portalu Onet.pl.

"Ponadto trzeba mieć to coś" - mówi Piotr Pajewski. - "Sam pomysł zwykle nie wystarcza. Musi on być związany z solidnym modelem biznesowym i charakteryzować się pewną wyraźną przewagą konkurencyjną, np. technologią, ciekawymi kontaktami lub pozyskanymi już klientami". Zdecydowanie trzeba też pokazać, na co zostaną przeznaczone środki, o które zabiega przedsiębiorca. Pomaga w tym także otwartość w stosunku do inwestorów i umiejętność kooperacji.

Dodatkowym kryterium kwalifikacyjnym jest zwykle potencjał rynku, na którym przedsiębiorstwo zamierza działać. Bierze się tu pod uwagę zarówno wielkość rynku w perspektywie kilkunastu miesięcy lub kilku lat, jak i zajęcie właściwej pozycji, najlepiej w trudno dostępnej dla konkurentów niszy rynkowej. Szybkie wkroczenie na rynek jest o tyle istotne, że zwykle pierwszy gracz w danym segmencie zdobywa silną pozycję u klientów, którą niezwykle trudno jest przejąć.

Wyścig

Mimo iż tak wiele różnorodnych wyzwań stoi przed polskim przedsiębiorcą pragnącym zaangażować swój czas i energię w biznes internetowy, nagroda, która czeka na najlepszych na końcu tej długiej drogi, jest zapewne warta podjęcia walki. "Nie ma nic lepszego od spełnienia towarzyszącego aktowi tworzenia nowej firmy lub wprowadzaniu na rynek nowego produktu" - mówi Thom Barnhard. Wraz z poprawą polskiej infrastruktury, przybywaniem nowych inwestorów pragnących dzielić z przedsiębiorcami ryzyko prowadzenia nowatorskiej działalności oraz dalszym rozwojem rynku kapitałowego, stawka gry będzie szybko rosnąć. Ci, którzy zdołają zająć najlepsze pozycje startowe, mają największe szanse na odniesienie sukcesu. A jak twierdzą przedsiębiorcy biorący już udział w wyścigu - naprawdę warto.