Pokonywanie szerokopasmowego dystansu

Różnej wagi przeszkody, na jakie natrafiają wykonawcy regionalnych sieci szerokopasmowych budowanych za pieniądze unijne, świadczą o tym, że wielu urzędników nie stara się pojąć znaczenia tych inwestycji dla mieszkańców.

Forum Ekonomiczne w szwajcarskim kurorcie narciarskim Davos co roku jest okazją do spotkań polityków dyskutujących o globalnych wyzwaniach gospodarczych. Politycy europejscy z natury rzeczy nawiązują w roku wyborczym do strategii unijnej. Pewnie dlatego wystąpienie Neeli Kroes odpowiedzialnej w Komisji Europejskiej za realizację Europejskiej Agendy Cyfrowej brzmiało płomiennie, jak apel wzywający polityków i prezesów firm do wspólnego wysiłku i zrozumienia długofalowych korzyści zdecydowanych zmian. Aspiracje polityczne z perspektywy Brukseli niekiedy nie przekładają się na praktyczne działania funkcjonariuszy publicznych w państwach członkowskich, nie mówiąc o skromnych celach, które stawiają sobie przeważnie lokalni samorządowcy w odległych zakątkach Europy, w podlaskich lub podkarpackich gminach. Ta dysproporcja celów i aspiracji jest uzasadniona skalą odpowiedzialności, ale brak zrozumienia dla ogólniejszych wyzwań grozi ograniczeniem potencjału rozwoju.

Ten projekt jest nasz

Co ciekawe, ograniczone widzenie rozgrywa się nawet na poziomie semantycznym. Przedsięwzięcia finansowane z funduszy unijnych nazywa się rutynowo „projektami”. Określenie przeniesiono niezbyt chyba dokładnie z pojęciowej systematyki języka angielskiego. Polski projekt to często coś zamkniętego, co się planuje, opisuje, zrealizuje, rozliczy i wepnie do segregatora odłożonego na zawsze do biurowej szafy. Tak jest z budową dróg, mostów, systemów informatycznych, sieci szerokopasmowych. Wydaje się, że wybranie w przetargu wykonawcy lub przyszłego operatora zdejmuje z funkcjonariusza publicznego odpowiedzialność za rozważanie, czemu te przedsięwzięcia mają w służyć. Jakie jest ich znaczenie dla mieszkańców i gospodarki?

Zobacz również:

Już faza realizacji powierzona prywatnemu podmiotowi napotyka na biurokratyczne przeszkody, których źródłem są organy władzy publicznej, poświęcające we wcześniejszej fazie dużo wysiłku i czasu, by pozyskać pieniądze na projekt i przeprowadzić trudny przetarg. Bo taki projekt nie jest już ich, skoro realizację powierzono określonej zewnętrznej firmie. Nikt nie jest winien, że zgromadzenie dziesiątków lub setek decyzji administracyjnych ciągnie się miesiącami, bo urzędnik w ramach źle pojętej służbowej pragmatyki działa w granicach terminów określonych przepisami. Podobnie jak inne rodzaje infrastruktury, projekt budowy infrastruktury światłowodowej jest czymś obcym dla zarządcy drogi, organów odpowiedzialnych za planowanie przestrzenne, udostępniających mapy geodezyjne, ochronę środowiska, krajobrazu, właścicieli terenów. Przepisy obudowujące różne procesy decyzyjne zawierają przeszkody w realizacji nowych inwestycji. Nie sposób je usunąć, bo gospodarze poszczególnych ustaw i rozporządzeń, a także urzędnicy administracji, wydający postanowienia w konkretnych sprawach nie rozumieją potrzeby zmian i dostosowań starych rozwiązań prawnych do nowych „obcych” wyzwań. W rezultacie część projektów wojewódzkich sieci szerokopasmowych ryzykownie grzęźnie w procedurach administracyjnych. Hitem wśród absurdalnych przeszkód wymyślanych przez biurokratów jest chęć opodatkowania kabli światłowodowych.

Przesłanki, które spowodowały, że sporą część funduszy unijnych przeznaczono na budowę lub unowocześnienie infrastruktury, w tym szczególnie nowych sieci światłowodowych, nie są wystarczająco pogłębione. Internet jest atrybutem nowoczesności, czyli budujemy sieci, bo chcemy być nowocześni i mieć szerszy dostęp do zasobów informacyjnych. Młodzież zyskuje narzędzie edukacyjne, niektóre usługi stają się bardzo użyteczne, ale wciąż pokutuje przekonanie, że chodzi głównie o rozrywkę, i to niekoniecznie wartościową. Dlatego niełatwo przekonująco zestawić upowszechnianie internetu z hierarchią innych celów polityki publicznej, pieniędzmi, które trzeba wydatkować na potrzeby komunalne, transport, ochronę zdrowia, edukację, pomoc społeczną, oświetlenie lub bezpieczeństwo.

Myśleć jak Europejczyk

Rozważanie globalnego kontekstu unijnych strategii w niewielkiej gminie wiejskiej brzmiałoby, być może, absurdalnie, ale sprowadzenie niektórych elementów polityki na poziom lokalny jest jak najbardziej uzasadnione, jeżeli dotyczy to mieszkańców lub wykonywania działalności gospodarczej przez małe i średnie przedsiębiorstwa. Kiedy wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej Neelie Kroes mówi dzisiaj w Davos o znaczeniu technologii cyfrowych, to odnosi się wprost do warunków życia każdego mieszkańca Europy. Gwarantowany unijną strategią powszechny szerokopasmowy dostęp do internetu jest kluczowym elementem i w jakiejś mierze testem polityki tworzenia wspólnego rynku oraz konkurencyjności europejskiej gospodarki. Wyrównanie zasad dostępu do internetu służy rozwojowi platform otwierania informacji publicznej, zasobów informacyjnych tworzonych za publiczne pieniądze, odblokowaniu potencjału innowacyjnych usług i aplikacji. Komisja Europejska stawia sobie za cel znoszenie barier prawnych, politycznych lub mentalnościowych w komunikowaniu się lub integrowaniu systemów informacyjnych pomiędzy poszczególnymi państwami i wewnątrz państw. Znoszenie opłat roamingowych służy zwiększeniu mobilności mieszkańców Europy. Powszechność szerokopasmowego dostępu sprzyja wzrostowi podaży użytecznych usług o zasięgu paneuropejskim, łagodzeniu niedogodności fizycznego oddalenia od metropolii, wdrażaniu rozwiązań inteligentnych do zarządzania infrastrukturą i systemami informacyjnymi, czyli lepszemu gospodarowaniu zasobami, energią, ograniczeniu zanieczyszczeń. Niby każdy może to wiedzieć, ale nie każdy stara się dostrzec związki przyczynowo-skutkowe związane z zastosowaniem i integrowaniem technologii informacyjnych i przenieść je na sposób organizacji pracy, systemów lub administracji. Nowoczesna infrastruktura sieciowa warunkuje rozwój, ale bywa niedoceniana, bo przeważnie znika z naszych oczu zakopana pod ziemią i przypominamy sobie o niej tylko wtedy, kiedy coś nie działa.


TOP 200