Podejście od złej strony

"Polska ma zarówno zdolnych studentów i naukowców, jak i rzutkich przedsiębiorców" - trafnie zauważa Dorota Konowrocka w artykule w Computerworld 22/2010. Mimo tego, poziom innowacyjności w Polsce jest nadal niski, a w zbadanym przez PARP środowisku naukowym tylko 6% zainteresowanych planuje otworzyć własną firmę.

Wyjaśnienia dla tego smutnego trendu nie trzeba szukać w wyrafinowanych różnicach między humboldtowskim i anglosaskim modelem edukacji. Przyczyny te są znane od lat i od lat niezmienne. Być może tak bardzo się do nich przyzwyczailiśmy, że szukamy jakiejś "srebrnej kuli", która odmieni sytuację. Nie tędy droga. Potencjalni przedsiębiorcy w ostatnim badaniu fundacji Polska Przedsiębiorcza mówią wprost - od założenia firmy odstręcza ich biurokracja i fiskalizm. Te same przyczyny wskazało Ministerstwo Gospodarki w programie "Lepsze prawo". W diagnozowaniu jesteśmy więc nieźli. Gorzej z leczeniem...

Prawno-fiskalny galimatias...

W Polsce mamy 148 różnych form reglamentacji prowadzenia działalności gospodarczej, które rocznie kosztują firmy ok. 133 mln zł (źródło - Ministerstwo Gospodarki, 2010). Podatki plasują nas w połowie stawki europejskiej pod względem bezwzględnej wysokości (Total Tax Rate wynosi w Polsce ok. 42%), ale już w czołówce - od tej złej strony - pod względem liczby, czasochłonności i kosztów zewnętrznych. Jest ich prawie 129, a polski przedsiębiorca poświęca na nie statystycznie prawie 400 godzin rocznie (Paying Taxes 2010)!

Generuje to ogromne koszty, których zarówno ustawodawca, jak i urzędnicy nie chcą przyjąć do wiadomości. Gdy firmy duńskie, szwedzkie i fińskie mają do dyspozycji 300 mln zł rocznie zaoszczędzonych choćby na elektronicznym fakturowaniu (Szwecja), polscy przedsiębiorcy nadal wydają je na bieganie na pocztę z papierowymi fakturami. Nie dlatego, że boją się lub nie potrafią, ale dlatego, że od 5 lat trwają przepychanki w sądach o "właściwości materiałów piśmienniczych" i znaczenie słowa "wystawić". Ministerstwo Finansów do tego stopnia opiera się z nowelizacją rozporządzenia, że Komisja Europejska w końcu postanowiła wymusić to za pomocą dyrektywy.

Uciążliwość biurokracji potęguje dodatkowo: brak stabilności prawa i jego chaotyczna egzekucja. Trzeba być odważnym człowiekiem, aby zacząć działalność w kraju, w którym interpretacja przepisu potrafi zmienić się o 180 stopni, a ZUS po 3 latach zaczyna windykować kwoty kilkudziesięciu tysięcy złotych z firm, którym wcześniej udzielał porad dotyczących zawieszenia działalności i wystawiał zaświadczenia o niezaleganiu ze składkami.

O niskiej jakości stanowionego prawa mówią od dawna eufemistycznie komunikaty Sądu Najwyższego (2009), Ministerstwa Gospodarki (2010) i NIK (2010), nie wspominając o niezliczonych organizacjach pozarządowych. W praktyce oznacza to prawo pisane niechlujnie, niejasne, wewnętrznie niespójne, dublujące się i niezwykle często zmieniane. Przykładowo przepisy o podatku dochodowym były w ciągu ostatnich 20 lat zmieniane ponad 100 razy! Każda zmiana oznacza ogromne nakłady zarówno po stronie firm - zmiana oprogramowania i procedur - jak i administracji publicznej. Tymczasem koszty zebrania do polskiego budżetu każdej złotówki są prawie dwukrotnie wyższe niż np. Wlk. Brytanii czy Czechach (ECDiDP, 2010).


TOP 200