Podcinanie gałęzi

Rozwiązania informatyczne stają się coraz bardziej elastyczne, samodzielne i - rzec by można - sprytniejsze. To wszystko paradoksalnie oznacza nieoczekiwane kłopoty dla informatyków.

Rozwiązania informatyczne stają się coraz bardziej elastyczne, samodzielne i - rzec by można - sprytniejsze. To wszystko paradoksalnie oznacza nieoczekiwane kłopoty dla informatyków.

Te kłopoty to problemy z pracą. W ciągu kilku lat może się okazać, że rozwój technologii teleinformatycznych sprawi, iż wiele typowych zajęć informatyków, jeśli nie zniknie zupełnie, to ich zakres i powszechność ulegną znacznemu ograniczeniu. Chodzi przede wszystkim o zadania "niskopoziomowe", jak chociażby administrowanie bazami danych, nadzorowanie bezpieczeństwa systemów IT, monitorowanie pracy serwerów itp. Dlaczego miałoby się tak stać?

Przez długie lata zawód informatyka miał przed sobą wspaniałą przyszłość. To, czym się informatycy zajmowali, sprawiało, że pracę - na skutek postępującej automatyzacji prostych i monotonnych zadań - traciły rzesze innych osób: maszynistki, bibliotekarze, personel biurowy i wiele innych zawodów, w mniejszym czy większym stopniu uległych metamorfozie za sprawą ekspansji rozwiązań informatycznych.

Teraz - na początku XXI stulecia - informatycy sami zaczynają nerwowo się zastanawiać, czy aby oprogramowanie, spoczywające we wnętrzu czarnej serwerowej obudowy w pokoju bez okien, nie wykona za nich pracy, kwalifikując ich tym samym do grona bezrobotnych. "Problem polega na tym, że - z jednej strony - umiejętności informatyków są specyficzne dla ich dziedziny i bardzo słabo przydają się przy innych zajęciach, z drugiej zaś, sami informatycy mają bardzo wysokie oczekiwania, zarówno finansowe, jak i w zakresie prestiżu społecznego" - mówi Alan Pelz-Sharpe, analityk z firmy badawczej Ovum. Tym większe czekają ich zatem szok i dyskomfort w przyszłości, która już nie będzie taka jak dzisiaj, gdy praca informatyka ciągle jest uznawana za pewne zajęcie w przyszłości.

Niebezpieczne badania

Badania - prowadzone przez największe koncerny informatyczne i najbardziej zaawansowane placówki naukowe - nad następną generacją systemów informatycznych, umożliwiających tzw. przetwarzanie autonomiczne (autonomic computing), stanowią realną groźbę przerzedzenia szeregów informatycznych specjalistów - wszędzie tam, gdzie chodzi o automatyzację rutynowych zajęć i przyspieszenie realizacji bardziej skomplikowanych zadań. "Postępująca homogenizacja sprzętu sprawiła, że najdroższym składnikiem centrów obliczeniowych stał się człowiek" - podkreśla Ted Schadler, główny analityk z Forrester Research. Na świecie ok. 43% budżetów IT jest przeznaczane na płace. W ciągu najbliższych lat rozwój technologii opartych na Internecie może sprawić, że dostępność do dużej liczby tanich maszyn obliczeniowych za pośrednictwem sieci może stać się realną alternatywą dla utrzymywania własnych działów IT i ośrodków obliczeniowych.

W pewnym sensie informatycy będą ofiarami własnej ciężkiej pracy i zdolności. Tyle wysiłku włożyli przecież w zbudowanie systemów, które jest łatwo instalować i nadzorować, wyposażonych w coraz szersze spektrum różnorodnych funkcji. Rozpowszechnienie takich rozwiązań sprawia, że liczebność personelu IT musi spaść - i to już na zawsze. "Rynek pracy dla informatyków dopiero czekają prawdziwe wstrząsy. Coraz większa część ich pracy będzie zastępowana maszynami albo outsourcingiem w takich krajach, jak Chiny czy Indie, gdzie koszt pracy jest znacznie niższy" - mówi Alan Pelz-Scharpe. Chociaż ekonomia jest głównym czynnikiem powodującym rozwój outsourcingu, nie byłoby to jednak możliwe bez nowych rozwiązań technologicznych. Dzięki sieciom i odpowiednim narzędziom łatwo dzielić pracę na części i przesyłać ją do wykonania tym, którzy są chętni robić to za mniejsze pieniądze.

Usługi sieciowe

Tutaj prawdziwym postrachem dla informatyków powinny być usługi Web Services. To przecież nic innego jak forma zautomatyzowanej realizacji różnych zadań na zasadzie kontraktowej, z tą istotną różnicą, iż swoją ofertę prezentują nie specjaliści, ale moduły aplikacyjne, wyspecjalizowane w realizacji określonych zadań - od prostego wyszukiwania informacji, do realizacji złożonych procesów biznesowych. Web Services staje się już powszechnie akceptowanym światowym standardem przemysłowym i to odróżnia tę technologię od porównywalnych rozwiązań przeszłości.

Przed nadejściem Web Services potrzebna była armia informatyków, którzy zajmowali się tworzeniem i zarządzaniem modułów łączących różnorodne aplikacje - zarówno wewnątrz firmy, jak i przy kontaktach z otoczeniem biznesowym. Tymczasem Web Services niosą obietnicę znacznego uproszczenia takiego kontaktu pomiędzy systemami IT. Dzięki nim można dość szybko zbudować nawet bardzo złożone połączenia obejmujące realizację transakcji między wieloma różnymi podmiotami czy działami. Co więcej, takie połączenia oparte na Web Services powinny być z założenia prostsze do monitorowania i zarządzania niż powszechnie dzisiaj stosowane jednostkowe wdrożenia interfejsów międzyaplikacyjnych.

Oznacza to, że za sprawą upowszechnienia Web Services zostanie wyeliminowana znaczna część specjalistów zajmujących się tworzeniem owych interfejsów i ich konserwacją (w tym administratorów sieci) i oczywiście menedżerów IT kierujących ich pracą.

Ostatecznie zmierzamy przecież w stronę rozwiązań utility computing - mocy obliczeniowej dostępnej w równie prosty sposób, jak prąd w gniazdku elektrycznym. To zaś doprowadzi do wyeliminowania personelu IT wszędzie tam, gdzie rozwiązania informatyczne są stosunkowo proste, czyli w małych i średnich przedsiębiorstwach. W dużych organizacjach sytuacja również nie pozostanie bez zmian. Potrzeba będzie mniej pracowników, bo systemy IT ulegną daleko idącemu ujednoliceniu.

Samodzielne komputery

Co gorsza - dla informatyków - nie widać końca tego procesu. Wspomniane przetwarzanie autonomiczne nie jest naukową ciekawostką, lecz priorytetowym obszarem badań dla IBM, bądź co bądź firmy, która spośród wszystkich koncernów IT największe środki przeznacza na badania i rozwój. Plan przewiduje stworzenie rozwiązań (w obszarach zarówno sprzętu, jak i oprogramowania), które są zdolne same się konfigurować odpowiednio do zmian parametrów otaczającego je środowiska. Potrafią też "samouzdrowiać się" w przypadku poważnego błędu. Podobną koncepcję zaproponował Forrester Research, nazywając ją Organiczną Informatyką (Organic IT). Chodzi o tanią infrastrukturę informatyczną, składającą się z wielu redundantnych elementów, które samodzielnie wykorzystują różne elementy zasobów IT i zarządzają nimi.

Nawet jeśli wizji tych nie uda się w pełni zrealizować, to z całą pewnością uda się zautomatyzować znaczącą część rutynowych zadań wymagających obecnie ręcznej pracy informatyków. Przykładowo, wg szacunków Forrester Research, jeden administrator jest obecnie w stanie sprawować kontrolę nad bazą danych o maksymalnych rozmiarach 5 TB. W 2007 r. natomiast, dzięki rozwojowi odpowiednich narzędzi, liczba ta ma wzrosnąć do 100 TB. To znacznie więcej niż wynikałoby z prognozowanego wzrostu zapotrzebowania na objętości baz danych. A to zaś znaczy, że mimo wzrostu liczby i rozmiarów baz danych, potrzeba będzie mniej administratorów niż dzisiaj. W ocenie wielu specjalistów w ciągu 5-10 lat istotnie wzrośnie poziom sztucznej inteligencji, tak że systemy informatyczne staną się znacznie bardziej samodzielne i zdolne do działań proaktywnych.

W tym kontekście można zadać kluczowe pytanie: czy tacy administratorzy znajdą w informatyce inne obszary działalności, czy też raczej powinni szukać pracy poza nią? Sprytne maszyny będą bowiem działać jako wirtualni specjaliści IT. Co więcej, chodzi nie tylko o zastępowanie "żywych informatyków" "krzemowymi" w przypadku prostych prac administracyjnych, ale również o zdolność do gromadzenia i udostępniania wiedzy przez te maszyny - wiedzy, która dawniej była dostępna tylko specjalistom.

Oczywiście, można się spodziewać, że rozwój takich rozwiązań doprowadzi do stworzenia wielu nowych miejsc pracy również dla informatyków, aczkolwiek w specjalizacjach jeszcze dzisiaj nieznanych. Zresztą w tej dziedzinie nie jest to nic nowego. Wystarczy przypomnieć, że jeszcze na początku lat 90. na całym świecie nie było ani jednego webmastera. Morał z tego taki, że informatyk, którego praca jest powtarzalna i dość nudna przez to, że nie wymaga specjalnego intelektualnego wysiłku, powinien być świadomy, że musi zacząć robić coś bardziej ambitnego, jeśli nie chce, aby któregoś dnia zastąpiła go maszyna.

Na podst. miesięcznika CIO oprac. peg.


TOP 200