Pocztówka z podróży do Ziemi Świętej

Ci z Czytelników, którzy śledzą mój blog, wiedzą, że ostatni tydzień września spędziłem w Software Engineering Institute Carnegie Mellon University.

Zainspirowany przez p. Tomasza Byzię, znanego konsultanta świata IT, nazwałem tę wyprawę "podróżą do Ziemi Świętej". To właśnie w SEI CMU zbudowano Capability Maturity Model (CMM), pod którego znakiem upłynęła istotna część mojego zawodowego życia.

Ale dość osobistych dygresji, chciałem dzisiaj napisać o tym, co stanowi esencję amerykańskiego modelu innowacji, czyli współpracy pomiędzy państwem, ośrodkami akademickimi oraz przedsiębiorstwami. Wygląda to w gruncie rzeczy dość prosto. Rząd, kierowany względami strategicznymi, ogłasza raz na jakiś czas konkursy na rozwiązanie jakiegoś problemu, który dotąd rozwiązany nie jest - np. skonstruowanie pojazdu jeżdżącego po drogach publicznych bez kierowcy. Kładzie na stole grube pieniądze dla tego, komu się uda. Przedsiębiorstwa chciałyby te pieniądze wygrać, a na dodatek zbudować produkt, który zbuduje ich przewagę konkurencyjną - wykładają więc prywatne środki, aby rządowy problem rozwiązać. W zamian oczekują współwłasności tzw. IP, czyli stworzonych w ten sposób technologii i rozwiązań. Uczelnie wykorzystują problem, aby prowadzić badania oraz kształcić studentów na realnych problemach. Trudno uwierzyć, jakich cudów potrafi dokonać bystry magistrant postawiony przed inspirującym intelektualnie problemem. Dla przedsiębiorstw to także dobry interes, bo zatrudniają pracowników "przetartych", o zweryfikowanej przydatności.

W tym modelu wszyscy wygrywają, nawet jeśli ostatecznie przegrają rządowy konkurs. Im dłużej go obserwowałem, tym bardziej zastanawiałem się, dlaczego nie dałoby się tego wdrożyć w Polsce. Szczerze mówiąc sądzę, że ograniczenia nie mają charakteru prawnego ani instytucjonalnego (może z dokładością do IP), a wyłącznie mentalny i kulturowy. Przedstawciele Akademii skrycie (albo całkiem otwarcie) gardzą przedsiębiorstwami i ich przyziemnymi problemami, zaś przedsiębiorstwa w głębi duszy uważają profesorów za napuszonych darmozjadów. A ponieważ tkwię w każdym z tych środowisk jedną nogą, mogę powiedzieć, że jedni i drudzy nie mają racji.

Każda droga zaczyna się od pierwszego kroku. Dziś chciałem zachęcić Czytelników Computerworld - tych z instytucji publicznych, z przedsiębiorstw i ze świata nauki - aby na dobry początek siedli przy wspólnym stole i zaczęli razem pracować nad czymś prostym. Modelu CMM ani autonomicznego samochodu zapewne od razu nie zbudujemy, ale może na początek załatwimy jakiś prosty problem, a przede wszystkim - nauczymy się z sobą rozmawiać?


TOP 200