Po pomoc do automatyków

O procesach zachodzących w przedsiębiorstwie można się wiele dowiedzieć z przekazów ścisłej dyscypliny inżynieryjnej, posiadającej dobrze znane i rozwinięte podstawy teoretyczne.

O procesach zachodzących w przedsiębiorstwie można się wiele dowiedzieć z przekazów ścisłej dyscypliny inżynieryjnej, posiadającej dobrze znane i rozwinięte podstawy teoretyczne.

Ich początku należy upatrywać w odkryciach takich myślicieli, jak: Izaak Newton, Charles Fourier, Nyquist i Nikola Tesla. Naucza się jej od lat na wydziałach automatyki. Jej osiągnięcia legły u podstaw i umożliwiły budowę w zasadzie większości bardziej skomplikowanych urządzeń mechanicznych i elektronicznych naszych czasów, a zwłaszcza transportowych i telekomunikacyjnych. Wszędzie tam, gdzie odbywa się ruch dużych ilości przedmiotów, płynu, informacji itp., zauważamy zjawiska opisywane w jednakowy sposób, a uwzględniające takie wielkości, jak: czas, częstotliwość, ilość i prędkość zmiany, sterowanie, sprzężenie zwrotne, histereza, przewidywalność, wzmocnienie, rezerwy itp.

A jednak w sektorze ekonomiczno-organizacyjnym nauka o procesach jest wciąż rozpatrywana w kategoriach wiedzy tajemnej. W każdym razie nie ścisłej. Słowa te kreślę z nadzieją, że ostatnie zafascynowanie procesami w sektorze ekonomiczno-organizacyjnym stanie się pomostem (od dawna oczekiwaną synergią), łączącym dwa nie zawsze komunikujące się światy - szefów firm (od organizowania i zarządzania) oraz ich kluczowych pracowników-inżynierów (od projektowania urządzeń).

Otóż, jestem przekonany, że zarówno dydaktycy, jak i absolwenci wydziałów ekonomii oraz organizacji i zarządzania mogą wiele skorzystać, sięgając po narzędzia analityczne, znajdujące się w zakurzonych z braku zainteresowania opracowaniach (lub w sfrustrowanych z biedy głowach) ich kolegów i koleżanek z wydziałów inżynieryjnych. Skorzystałyby, rzecz jasna, obie strony, ponieważ inżynierowie uzyskaliby nowy rynek zbytu na swoją wiedzę, ostatnio mocno nadszarpnięty kurczącym się sektorem konstrukcyjnym. Niestety, dziś oba światy nie znają się i poza wyjątkami często nie zdają sobie sprawy z potencjału, jaki tkwi u zbiegu ich dyscyplin.

Co więcej, podążamy w nieodpowiednim kierunku, powodując nieprawdopodobne straty w skali światowej (nie ominęły one Polski), a to dzięki temu, że ekonomiści przedsiębiorstw oraz ich koledzy po fachu - specjaliści od organizacji i zarządzania - poszli po projekty procesów do ... informatyków, którzy im je - a jakże - sprzedają! Uwaga: informatyka sami ustawiliśmy w roli alchemika naszych czasów. Ww najlepszej wierze próbują oni wyczarować złoto z zupki bitów i bajtów; magicznych zaklęć (typu klient-serwer, SQL, systemy otwarte) i diagramów typu DFD, ERD, CRUD i innych. Tyle, że istoty zastosowania prawie nikt nie rozumie. Ot, klient wykłada kasę, informatyk ją kasuje, kotły zupki się parzą, a 70% projektów informatycznych od lat ląduje w śmietniku. Nie posądzam nikogo o cynizm, po prostu nastąpił paradoks i trzeba się z niego wyrwać, to tylko tyle - i aż tyle.

Mam przed oczami opracowanie „Obyczaje” z 194 numeru Magazynu Gazety Wyborczej (22 listopada 1996 r.), w którym Teresa Bogucka opisuje, jak w XVII wieku na dwieście lat odwróciliśmy się od mydła. Nastąpiło zagęszczenie ludności, pojawiły się epidemie, więc ... w obawie przed „morowym powietrzem” otuliliśmy się szczelnie w ciężkie szaty i ... przestaliśmy się myć! Obecnie nasze firmy urosły ze średniowiecznych straganów do kolosów, nastąpiło zagęszczenie rynku zbytu, pojawiła się ostra konkurencja, więc ... w obawie przed „chaosem” zajęliśmy się rejestrowaniem danych i ... przestaliśmy się zajmować dynamiką procesów. W jednym i drugim przypadku (jako społeczeństwo) nie zrozumieliśmy istoty zagadnienia. W XVII wieku nie zdawaliśmy sobie sprawy ze znaczenia higieny, pod koniec XX wieku nie rozumiemy procesów. Jest takie amerykańskie porzekadło: „Jeśli myślisz, że wiedza jest droga, to spróbuj niewiedzę” - też świetnie ilustruje bieżący stan rzeczy.

Postuluję, by ekonomiści, organizatorzy i zarządzający firmami udawali się po projekty systemów sterowania do automatyków i dopiero z projektami w ręku zwracali się do informatyków po technologię i budowę potrzebnych nam wszystkich urządzeń do prowadzenia firm. Oczywiście dzisiejszy automatyk nie słyszał o MRP, NRK, (ABC), planie kont ani o wskaźnikach ekonomicznych - ale to są cienkie, łatwe do wyważenia drzwi. Zacznijcie Państwo ze sobą rozmawiać, a po tygodniu się dogadacie, bo jedni z Was bardzo potrzebują tego, co mają drudzy, czyli dogłębnej wiedzy o sterowaniu procesami. Będzie to kosztowało taniej niż lata bezpośrednich rozmów z informatykami, którzy oferują świetny towar, ale nie ten, którego szukamy.

<hr size=1 noshade>Piotr Chądzyński jest dyrektorem Zakładu Informatyzacji Przedsiębiorstw.


TOP 200