Płonie stodoła, aż strach

Żaden strażak z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej w Garwolinie pod Warszawą nie może wyjechać do akcji bez małej, zafoliowanej karteczki, pokrytej rzędami drobniutkich liter i cyfr. To zakodowane informacje o niebezpiecznych substancjach i podstawowych sposobach postępowania. Pochodzą ze znajdującej się w Powiatowym Stanowisku Kierowania bazy danych. Kiedy jednak na podjęcie decyzji są sekundy, łatwiej sięgnąć do kieszeni munduru, niż połączyć się z dyżurnym, zrelacjonować mu zagrożenie i czekać aż znajdzie w komputerze odpowiedni rekord, a następnie przekaże przez krótkofalówkę odczytaną z monitora jego treść.

Żaden strażak z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej w Garwolinie pod Warszawą nie może wyjechać do akcji bez małej, zafoliowanej karteczki, pokrytej rzędami drobniutkich liter i cyfr. To zakodowane informacje o niebezpiecznych substancjach i podstawowych sposobach postępowania. Pochodzą ze znajdującej się w Powiatowym Stanowisku Kierowania bazy danych. Kiedy jednak na podjęcie decyzji są sekundy, łatwiej sięgnąć do kieszeni munduru, niż połączyć się z dyżurnym, zrelacjonować mu zagrożenie i czekać aż znajdzie w komputerze odpowiedni rekord, a następnie przekaże przez krótkofalówkę odczytaną z monitora jego treść.

"Strażak powinien być dzisiaj w zasadzie alfą i omegą" - mówi starszy aspirant Robert Piekarski, dowódca garwolińskiej jednostki. - "Oczekuje się od nas skutecznej interwencji w wielu najróżniejszych sytuacjach: od gaszenia pożarów, przez ratownictwo techniczne i chemiczne, po przeciwdziałanie skutkom klęsk żywiołowych i ratowanie ludzi z innych opresji. Siłą rzeczy musimy więc dużo wiedzieć. Potrzebujemy dostępu do informacji i odpowiednich danych. Informacja dla nas musi być jednak specjalnie przygotowana - rzetelna, zwięzła, przejrzysta, nie pozostawiająca miejsca na niedomówienia i niejasności. Tylko taka bowiem daje dowódcy akcji podstawy do sprawnego, skutecznego określania zasad postępowania".Szybkością i bezbłędnością w podejmowaniu decyzji musi także wykazać się oficer dyżurny na stanowisku dowodzenia w komendzie powiatowej. W miesiącach letnich bywa i tak, że musi panować nad przebiegiem zdarzeń w kilkunastu miejscach naraz, gdzie ma do czynienia głównie z groźnymi pożarami lasów. Nie może wtedy tracić czasu na poszukiwania: obojętnie czy w komputerze, czy w Internecie, czy w papierowych kartotekach lub instrukcjach. Korzystanie z informacji musi odbywać się niemal "w locie".

Elektryczne przełączniki

Jeszcze dziesięć lat temu centralne miejsce w dyżurce garwolińskiej komendy zajmował pokaźnych rozmiarów blat z niezliczoną liczbą elektrycznych przełączników. Służyły one do zapalania różnokolorowych żaróweczek na zajmujących dwie ściany mapach. Jak twierdzą emerytowani strażacy, używający tego urządzenia przez długie lata służby, było to bardzo funkcjonalne, jak na ówczesne warunki i zadania, rozwiązanie. Rzut oka na mapę pozwalał bowiem na szybką ocenę sytuacji.

Dzisiaj potrzebne dane są wyświetlane na ekranie komputera. Dyżurujący strażak ma do dyspozycji kilka baz danych. Może się do- wiedzieć z nich, gdzie znajdują się hydranty i zbiorniki wodne, jakim sprzętem dysponują jednostki OSP w danej gminie, jakie siły i środki będą potrzebne do opanowania pożaru lasu na danym terenie czy w jaki sposób kontaktować się z okolicznymi komendami w celu uzys- kania ewentualnego wsparcia. Skompute- ryzowana jest również ewidencja pożarów i interwencji. Program umożliwia wysyłanie raportów w formie elektronicznej do komendy wojewódzkiej. Służy także do sporządzania analiz i statystyk. Każda z baz danych jednak działa osobno. Wyników przeszukiwania nie da się zintegrować, chociażby na mapie cyfrowej czy jednolitym wykresie ułatwiającym porównywanie danych. Zdaniem strażaków ułatwieniem byłaby także automatyczna rejestracja niektórych wydarzeń przez system komputerowy, np. wyjazdów pojazdów gaśniczych do akcji.

Mapa w głowie

"Wyspecjalizowanych baz danych i programów dla strażaków jest wciąż za mało" - mówi starszy aspirant Robert Piekarski. Bardzo przydatny w wyszukiwaniu informacji jest, jego zdaniem, Internet. Garwolińska komenda i jednostka ratowniczo-gaśnicza podłączone są do sieci stałym łączem 1 Mb/s. Mają także wewnętrzną sieć komputerową.

"Nic jednak nie zastąpi ludzkiego doświadczenia, a czasem nawet i intuicji" - przekonuje komendant powiatowy, brygadier Wiesław Wieraszka, zapalony entuzjasta i propagator wykorzystywania technik komputerowych w działaniach strażackich. Każde wezwanie jest inne. I chociaż są określone standardy i procedury postępowania w poszczególnych sytuacjach, to tylko od wiedzy konkretnego dyżurnego będzie zależała np. ocena rzeczywistego stanu zagrożenia i decyzja o zakresie zaangażowania odpowiednich sił i środków. Tylko człowiek jest w stanie uświadomić sobie, że w konkretnym przypadku niezbędna jest interwencja dodatkowego wozu, czy przewidzieć potrzebę użycia specjalistycznej sekcji ratownictwa chemicznego.

"Dyżurny na stanowisku dowodzenia musi mieć swoją, niezależną bazę danych w głowie" - uważa aspirant Rafał Prządka. Musi na bieżąco aktualizować wiedzę o sytuacji w podległym mu rejonie. Wpływ na sprawne przeprowadzenie akcji ratowniczej może mieć bowiem wiele różnorodnych czynników. Przykładowo, uzyskana od sołtysa informacja o zagrodzeniu przez nowych właścicieli drogi używanej do niedawna jako skrót przez las może przyczynić się do zaoszczędzenia cennego czasu wysłanej do akcji załogi wozu bojowego.

Najgorsza jest dezinformacja wynikająca z dezorganizacji. Chociaż w Ustawie o ochronie przeciwpożarowej wyraźnie określono obowiązki i zadania poszczególnych organów administracji publicznej, organizacji i firm, to w czasie akcji często pojawiają się problemy z ustaleniem odpowiedzialności za wykonanie konkretnych zadań, zakresem kompetencji i uprawnień. Wiele czasu traci się np. na znalezienie osoby mogącej wydać decyzję o zamknięciu zaworu czy wyłączeniu urządzenia. Daje się we znaki brak ustalonych, jednolitych zasad postępowania i porozumień o współdziałaniu różnych służb, urzędów i instytucji. "Najpierw ludzie muszą wiedzieć, co i jak mają robić, a dopiero potem mogą wspomóc się komputerem" - podkreśla dowódca garwolińskiej JRG.

Największym marzeniem strażaków jest jednak nowoczesny, niezawodny, dostosowany do obecnych potrzeb i zadań sprzęt ratowniczo-gaśniczy. Stojące w garażu stary i jelcze mają już kilkanaście lat. Jeżdżą dzięki staraniom "złotych rączek" - strażackich mechaników i kierowców.