Pieniądze wrzucone w Poltax

Jednym z ważniejszych punktów marcowego spotkania w Legionowie (I Rządowe Forum Teleinformatyki, Legionowo, marzec '95) było wystąpienie nowego (od października ub.r.) dyrektora zespołu realizującego system Poltax ze strony firmy Bull, pana Philipa Thomasa. Zaprezentował on swój punkt widzenia na dzisiejszą sytuację Poltaxu - systemu, na którego budowę przewidziano ok. 80 mln USD pieniędzy polskich podatników a do którego - zdaniem pana Thomasa - firma Bull dopłaciła już ponad 29 mln FRF (ponad 6 mln USD).

Jednym z ważniejszych punktów marcowego spotkania w Legionowie (I Rządowe Forum Teleinformatyki, Legionowo, marzec '95) było wystąpienie nowego (od października ub.r.) dyrektora zespołu realizującego system Poltax ze strony firmy Bull, pana Philipa Thomasa. Zaprezentował on swój punkt widzenia na dzisiejszą sytuację Poltaxu - systemu, na którego budowę przewidziano ok. 80 mln USD pieniędzy polskich podatników a do którego - zdaniem pana Thomasa - firma Bull dopłaciła już ponad 29 mln FRF (ponad 6 mln USD).

Zaproszony przez organizatorów spotkania doradca Ministerstwa Finansów ds. Poltaxu - pan Janusz Maszkiewicz - ze względu na nieoczekiwane złożenie rezygnacji z zajmowanego stanowiska dosłownie w przeddzień Forum nie podjął się (jako osoba już całkiem prywatna) reprezentowania racji Ministerstwa Finansów. Z kolei Ministerstwo (może ze względu na tak błyskawiczny obrót spraw) nie zadbało o wysłanie kogokolwiek, kto by rzetelnie wytłumaczył zebranemu gremium, dlaczego jakoś nie widać efektów wydatków włożonych w Poltax.

O kolorycie całego projektu niech świadczy fakt, że pierwsza wersja kontraktu mówiła o przeznaczeniu - w ramach realizacji projektu Poltax - 80% przewidywanych kosztów na sprzęt i zaledwie 20% na wykonanie aplikacji. Przyjęcie już na samym początku całego przedsięwzięcia tej zadziwiającej proporcji spowodowało, że sprzęt (często nie rozpakowany) stoi w urzędach skarbowych a aplikacje są w dalszym ciągu na ukończeniu (patrz wywiad z Philipem Thomasem w Computerworld nr 9 z 27 lutego br.). Trzeba w tym miejscu dodać, że projekt podpisano w 1991 r. licząc się z tym, że utworzenie aplikacji dla Poltaxu zajmie najwyżej dwa i pół roku. W trakcie jego realizacji zmieniło się kilku ministrów finansów oraz kilka osób odpowiedzialnych za realizację projektu.

A oto nieco skrócona wypowiedź Philipa Thomasa, który - z perspektywy osoby wyznaczonej przez firmę Bull dla "ratowania" projektu - opisał "krajobraz" przy budowaniu systemu Poltax.

Poltax okiem Bulla

Projekt Poltax - wszyscy o nim słyszeli, wszyscy czytali niepochlebne opinie prasowe na jego temat - reputacja projektu dotarła nawet do mnie, zanim zostałem przyjęty do firmy Bull - taką oto inwokacją rozpoczął swe wystąpienie przedstawiciel firmy Bull - pan Philip Thomas.

Tymczasem - kontynuował P.Thomas - sam Poltax nie jest zbyt wielkim projektem - obejmuje on zaledwie 360 urzędów i izb skarbowych - z tym, że nie ma sieci łączących te urzędy. Jest to poważne utrudnienie realizacji projektu. Wynika to np. stąd, że gdy chce się dokonać chociaż drobnej zmiany oprogramowania to trzeba wsiąść w samochód i po kolei objeżdżać wszystkie urzędy skarbowe w całym kraju. Co za tym idzie największym utrudnieniem projektu Poltax jest ewolucja polskiego prawa podatkowego. Implementacja każdej, chociażby drobnej zmiany zajmuje naprawdę bardzo dużo czasu.

Budowę aplikacji dla Poltaxu szacowano na nie więcej niż dwa i pół roku. Tymczasem, po ponad czterech latach od rozpoczęcia prac obecna sytuacja między Bullem a Ministerstwem Finansów przy budowie całego systemu nabrała cech wieloletniego małżeństwa. Większość dyskusji w tym małżeństwie dotyczy pieniędzy.

Osobiście P. Thomas dołączył do przedsięwzięcia Poltax w październiku ub.r. Natknął się tu na projekt o przedziwnej strukturze organizacyjnej. Była to piramida, na której szczycie stał dyrektor programu ze strony firmy Bull (który był właściwie podwykonawcą), tuż pod nim był podwykonawca, pod nim kolejny podwykonawca - i to wcale nie koniec. Dopiero dalej struktura ta zaczęła się rozgałęziać na dwa zespoły składające się z izolowanych, nie kontaktujących się między sobą komórek. Ludzie, którzy siedzieli tuż koło siebie i często pracowali nad bliźniaczymi zagadnieniami, kontynuował P. Thomas, w ogóle nie porozumiewali się między sobą. Jeżeli ktoś chciał zamienić ze mną kilka słów musiał iść na sam szczyt piramidy i dopiero po akceptacji swego zamierzenia mogliśmy z sobą porozmawiać. Osoba która siedziała na samym szczycie podejmowała decyzje jednostronne i arbitralne. W sumie działało to wszystko na zasadzie jakiegoś strachu - ludzie po prostu bali się utraty pracy. Uważam, że nie było to zbyt zdrowe środowisko pracy twórczej. Taką metodę pracy stworzył jeden z podwykonawców firmy Bull, człowiek wpływowy, o dość mocnej osobowości.

Spłaszczenie struktur zarządzania

Dzięki moim działaniom P. Thomas spłaszczył tę pionową strukturę pracy na bardziej poziomą. Łączyło się to z przyjęciem dymisji kilku ówczesnych członków zespołu. Obecnie każdy może do mnie przyjść i porozmawiać, oznajmił P. Thomas, drzwi mojego biura są zawsze otwarte. Przez pierwsze dwa miesiące miałem ok. dziesięciu spotkań dziennie, słuchałem, słuchałem i słuchałem. Stwierdziłem, że poprzedni zespół utracił jakiekolwiek zdolności do podejmowania decyzji - oni się w ogóle nie orientowali w tym, co wokół nich się działo.

Spędziłem dużo czasu na integrowaniu zespołu ministerstwa i Bulla w jeden duży zespół. Dopiero po znalezieniu się we wspólnym zespole pracownicy zaczęli między sobą bardzo dużo rozmawiać i odzyskali wolność swobodnego myślenia. Stworzyliśmy też lepszy klimat wzajemnego zaufania - ale niestety, nie dotyczyło to wszystkich. Mieliśmy to zaufanie do siebie na poziomie technicznym, a od czasu kiedy pan profesor Antoni Kreczmar opuścił projekt i nie było wyróżnionej osoby prowadzącej projekt ze strony ministerstwa rozpoczęły się gry polityczne. I te igraszki trwają do dzisiaj. Miałem wielkie nadzieje związane ze współpracą z panem dyrektorem Januszem Maszkiewiczem - myślimy w podobny sposób i jesteśmy obaj "istotami komercyjnymi". On wie co zrobić, wie jak to zrobić i wie ile to jest warte.

Po wprowadzonych zmianach zespół stał się bardziej wydajny, co spowodowało, że aplikacja dla systemu jest już na ukończeniu. P. Thomas spodziewa się akceptacji całego systemu już w niedalekiej przyszłości, natomiast w gestii ministerstwa leży decyzja, kiedy zostanie on rozpowszechniony w izbach skarbowych.

Obecny Poltax to początek

Moim zdaniem - kontynuował Philip Thomas - system komputerowy jest - podobnie jak maszyna do pisania - jedynie narzędziem pozwalającym wykonywać pracę - rutynową, powtarzającą się pracę. Wykonujący to system uwalnia od tych czynności swoich użytkowników, pozwala im wykorzystać pełniej swoje szare komórki.

Firma Bull jest bardzo zaangażowana w inne projekty podatkowe - w W. Brytanii (projekt Iron, na mainframe'ach ICL) i we Francji. Projekt brytyjski rozpoczął się 7 lat temu. Wstępna struktura była bardzo podobna do tej, jaką jest system Poltax. Do budowy aplikacji pracujących na kilkunastu mainframe'ach stworzono zespół składający się z ok. 3 tys. analityków i programistów. Po pięciu latach pracy tego zespołu można już mówić o zbudowaniu całego systemu. Podobnie było we Francji.

Moje przesłanie jest bardzo proste - mówił P.Thomas - należy traktować duży projekt informatyczny jak serię mniejszych, składających się na niego projektów. Jako firma specjalizująca się w tego typu zagadnieniach chcemy nadal współpracować razem z naszym klientem i kontynuować wspólnie dalsze zamierzenia ale jednocześnie trzeba pamiętać też o tym, że nie możemy sobie pozwolić na zbyt duże straty. Jak zauważyłem na samym początku swojego wystąpienia - dodał pan Philip Thomas - jest to podobnie jak w małżeństwie. Są granice, do których walczy się o jego zachowanie.

Czy to było uczciwe?

Jedno z kilku pytań zadanych P.Thomasowi z sali zapadło mi szczególnie w pamięci. "Czy firma Bull, zdając sobie sprawę od samego początku z nieprzygotowania Ministerstwa Finansów do zamówienia systemu Poltax postąpiła uczciwie, zobowiązując się do jego realizacji"? Odpowiedź przedstawiciela firmy Bull sprowadzała się do stwierdzenia, że miarą uczciwości firmy Bull jest ponad 6 mln USD, które firma ta już dopłaciła do tego, żeby, chociażby częściowo, zakończyć całe przedsięwzięcie.

Nasuwa się w tym miejscu pewna wątpliwość - czy dostarczenie w pierwszym rzucie ogromnych ilości sprzętu a następnie opracowanie (po kilku latach poślizgu) aplikacji systemowej (nawet z pewną autodopłatą do jej realizacji) kwituje całą sprawę. Biorąc pod uwagę chociażby fakt, że w międzyczasie cały krajowy system podatkowy działał sterowany "ręcznie" a dostarczone wcześniej komputery dość mocno się w międzyczasie zestarzały.

Natomiast warto by zadać osobom, które podpisywały kontrakt - i to zarówno ekspertom z Ministerstwa Finansów, jak i handlowcom z firmy Bull - następujące (niestety w tej chwili już tylko retoryczne) pytanie: czy te obie organizacje nie mogłyby się zacząć uczyć budowy dużych systemów informatycznych trochę taniej. Bądź co bądź za tę naukę musimy płacić swoimi podatkami my wszyscy.


TOP 200