Pięć mitów IT

W branży informatycznej roi się od mitów. Żonglują nimi handlowcy, konsultanci i sami informatycy. Powtarzane w kółko slogany w końcu bezrefleksyjnie przyjmujemy za prawdy niepodlegające dyskusji.

W branży informatycznej roi się od mitów. Żonglują nimi handlowcy, konsultanci i sami informatycy. Powtarzane w kółko slogany w końcu bezrefleksyjnie przyjmujemy za prawdy niepodlegające dyskusji.

Mit 1 - Już na etapie zakupu serwera należy myśleć o jego rozbudowie.

Rzeczywistość: Nie warto dopłacać za możliwość upgrade'u serwera w przyszłości. To pieniądze wyrzucone w błoto.

Każdy producent z pasją rozwodzi się o ochronie inwestycji poczynionych przez klienta. "Trzyletniego serwera wcale nie trzeba wyrzucać na śmietnik. Można go niskim nakładem rozbudować, aby dorównywał wydajnością najnowszym maszynom" - mówią handlowcy, zastrzegając jednak, że prawda ta dotyczy serwerów oferowanych wyłącznie przez ich pracodawcę.

Porwani myślą o niestarzejącym się serwerze klienci gotowi są dopłacić za eliksir młodości w postaci wymiennych kart procesorów, itp.

Po upływie trzech lat nikomu nawet nie przyjdzie do głowy, by w produkcyjnym serwerze wymienić procesor, zastąpić dysk Ultra160 SCSI modelem Ultra360 czy zamontować kontroler RAID z większym cache'em. Znamienna jest reakcja producentów poproszonych o udostępnienie statystyk wskazujących, jaki odsetek klientów korzysta z opcji rozbudowy serwerów. Najpierw długo trzeba było tłumaczyć, o co nam chodzi. Kiedy już udało się nawiązać porozumienie, zaczęły się uniki. Niektórzy uczciwie przyznali się, że takimi danymi nie dysponują, co najwyraźniej oznacza, że skala zjawiska jest marginalna. Inni próbowali ratować honor, zasłaniając się poufnością danych.

Powodów, dla których użytkownicy stronią od rozbudowy starzejących się serwerów, jest kilka. Przede wszystkim powoduje nimi świadomość, że każda operacja na żywym organizmie może zakończyć się niepowodzeniem. Nawet jeżeli użyje się podzespołów z oryginalnego źródła, zawsze istnieje groźba wejścia w konflikt z systemem operacyjnym czy aplikacją korzystającą z zasobów serwera. Zakładając, że upgrade procesora z 2 GHz do 2,6 GHz da praktycznie niezauważalną poprawę wydajności, nikt o zdrowych zmysłach nie będzie ryzykować dla tak marnego efektu.

Mit 2 - Największe przedsiębiorstwa korzystają z wielu platform.

Rzeczywistość: W tym "micie" jest wiele prawdy.

Z jednej strony słyszymy od dostawców, że poprzez otwartość oferowanych rozwiązań i hołdowanie standardom stwarzają klientom wolność wyboru. Z drugiej, pojawia się pytanie - czy użytkownicy naprawdę chcą brać odpowiedzialność za wybór technologii? Czy nie woleliby, aby ten czy inny dostawca - najlepiej o międzynarodowej renomie - wskazał im "jedyną słuszną drogę"? Czy stara zasada "za kupowanie od IBM nie zwolnią cię z pracy" - dowolnie zmodyfikowana na potrzeby obecnego układu sił na rynku IT - straciła na aktualności?

Wiadomo że zaopatrywanie się u jednego dostawcy oznacza związanie się z nim na dobre i na złe. Kiedy wraz ze zmierzchem idei centralnego przetwarzania opartego na komputerach mainframe otworzyła się perspektywa uwolnienia od dyktatu jednego dostawy, klienci zmęczeni monopolem niechybnie z niej skorzystali. Mimo upływu lat, nie zamierzają wycofywać się z tej pluralistycznej polityki, bowiem wynikające z niej korzyści wykraczają daleko poza aspekty techniczne.

Według Mike'a Gilpina, wiceprezesa firmy analitycznej Forrester Research, im mniejsze przedsiębiorstwo, tym większa tendencja ku unifikacji. W przypadku dużych przedsiębiorstw utrzymanie homogeniczności środowisk informatycznych jest niemożliwe, chociażby ze względu na powszechność procesów przejęć i połączeń firm. Przyczyną jest również postępująca globalizacja - nie sposób korzystać z tych samych rozwiązań we wszystkich krajach, w których koncerny mają swoje przedstawicielstwa.

Jak wspomniano, heterogeniczność służy nie tylko technologii. To także sprawa biznesu. Klienci nie robią tajemnicy z faktu, że otwartość na rozwiązania wielu dostawców daje im ogromną przewagę w negocjacjach, z czego zresztą skwapliwie korzystają.

Mit 3 - Odpowiedzialni za informatykę powinni przede wszystkim rozumieć biznes.

Rzeczywistość: Rośnie wartość kompetencji technicznych.

Dyrektor Departamentu Informatyki, wiceprezes odpowiedzialny za pion IT, pełnomocnik zarządu ds. informatyki - każdy z nich podobnie zdefiniuje swoją rolę w organizacji. "Jestem pomostem łączącym potrzeby biznesu z możliwościami, jakie stwarza technologia" - każdy powtórzy nieco wyświechtany slogan.

Od dłuższego czasu na osobach odpowiedzialnych za najważniejsze informatyczne decyzje była wywierana ogromna presja na podnoszenie ich wiedzy o biznesie, ekonomii, funkcjonowaniu rynku. Tak narodziła się trwająca już od niespełna dwudziestu lat kariera CIO - Chief Information Officer - pół informatyka, pół biznesmena. Z upływem czasu pozycja CIO dryfowała coraz bardziej w kierunku biznesu, dając azyl od nudnego świata kabli, kodów źródłowych, interfejsów itp. Zarządy przedsiębiorstw, nie znosząc sprzeciwu, domagały się biznesowego spojrzenia na IT zwłaszcza w związku z porażką "dotcomów", która dostarczyła aż nadto upokarzających dowodów na bezsensowność wielu inwestycji informatycznych końca lat 90.

Paradoksalnie w konsekwencji okazało się, że w wielu organizacjach zaistniała potrzeba wybudowania nowego pomostu, który miałby usprawnić komunikację działu IT z samym CIO. Ten bowiem wzbił się ponad problemy, z jakimi na co dzień borykają się informatycy. Fascynacja biznesem spowodowała, iż decyzje dotyczące "czystej" technologii coraz częściej były delegowane przez CIO na niższe stopnie drabiny organizacyjnej. W efekcie nastąpił powrót do punktu wyjścia - znowu o informatyce decydują tylko informatycy.

Nie jest odosobniona opinia, że osoby noszące zaszczytny tytuł CIO powinny na nowo zwrócić się ku technologii. Postarać się na nowo ją zrozumieć, odzyskać zmysł programisty, inżyniera, projektanta aplikacji.


TOP 200