Patenty - wiele hałasu o nic

Zdumiewająca jest cisza, jaka zapadła po wrzawie wokół wprowadzenia patentów na oprogramowanie. Wielka dyskusja o zasadach dotyczących możliwości patentowania wynalazków implementowanych za pomocą komputera - sprawa, którą potocznie i niezbyt ściśle nazywano patentowaniem oprogramowania - trwała od ładnych kilku lat. Komisja Europejska chciała wprowadzenia dyrektywy, która ujednolicałaby zasady przyznawania takich patentów w krajach unijnych, a docelowo przez Europejski Urząd Patentowy.

Zdumiewająca jest cisza, jaka zapadła po wrzawie wokół wprowadzenia patentów na oprogramowanie. Wielka dyskusja o zasadach dotyczących możliwości patentowania wynalazków implementowanych za pomocą komputera - sprawa, którą potocznie i niezbyt ściśle nazywano patentowaniem oprogramowania - trwała od ładnych kilku lat. Komisja Europejska chciała wprowadzenia dyrektywy, która ujednolicałaby zasady przyznawania takich patentów w krajach unijnych, a docelowo przez Europejski Urząd Patentowy.

Wielkie protesty środowisk skupionych wokół ruchu wolnego oprogramowania wywołała niejasność zapisów dyrektywy, według których potencjalnie możliwe byłoby udzielenie patentów na elementy samego oprogramowania - tak, jak ma to miejsce dzisiaj w USA czy Japonii. Środowiska te wykazały się nadspodziewaną zdolnością samoorganizacji i skutecznością działalności lobbingowej w mediach i na forum Parlamentu Europejskiego. Wsparcia udzieliły im siły polityczne o lewicowej proweniencji, które włączyły się do walki pod sztandarami sprzeciwu wobec "monopolistów z Microsoftu". Zwolennicy patentowania - generalnie większe firmy informatyczne i telekomunikacyjne - nie byli chyba na taki opór przygotowani. Ich działania informacyjne były zdecydowanie spóźnione.

Patenty - wiele hałasu o nic

Przeciwników patentowania poparły partie i organizacje lewicowe.

Co ciekawe, ze względu na wyrównanie sił na forum Unii Europejskiej niespodziewanie okazało się, że decydujący głos w sprawach patentowania miała Polska. Ostatecznie stała się rzecz dość dziwna - gdy w lipcu 2005 r. upadł projekt dyrektywy, obie strony odtrąbiły wielki sukces. Przeciwnicy, bo niby wygrali, zwolennicy zaś, bo Europejski Urząd Patentowy dzisiaj w praktyce i tak patentuje innowacje spornej natury, tyle że brakuje jednolitych zasad w ramach Unii (m.in. polski Urząd Patentowy odrzuca takie zgłoszenia).

Przeciwnicy przez brak dążenia do kompromisu wpadli w ten sposób w pułapkę zastawioną przez zwolenników patentowania. Kwestia tego, czy sprawa zostanie znowu podjęta na forum Unii, pozostaje otwarta. Wiadomo jednak, że rola Europejskiego Urzędu Patentowego będzie rosła kosztem urzędów krajowych, więc obecne praktyki patentowania oprogramowania trafią i do nas.

Sądzić można, że obecna cisza świadczy o niczym innym jak o tym, że waga całej sprawy i jej faktyczne znaczenie dla branży informatycznej były mocno przesadzone.


TOP 200