Patent na program

Władze ustawodawcze Unii Europejskiej za niecały miesiąc zdecydują o tym, czy można patentować oprogramowanie.

Władze ustawodawcze Unii Europejskiej za niecały miesiąc zdecydują o tym, czy można patentować oprogramowanie.

Przygotowaniom projektu nowej dyrektywy (COM/ 2002/92 - Patentability of Computer-Implemented Inventions) towarzyszy zasadniczy i ostry spór toczony przez prawników i ekonomistów. Polska praktycznie nie bierze w nim udziału.

Do tej pory w jurysdykcji poszczególnych krajów unijnych nie można było patentować oprogramowania, choć praktyka działania Europejskiego Urzędu Patentowego (EPO) od końca lat 80. była inna - przyznano już kilkadziesiąt tysięcy patentów, które dotyczyły oprogramowania. Wprowadzenie nowej dyrektywy ma zatem doprowadzić do harmonizacji prawa patentowego poszczególnych krajów członkowskich, tak aby było ono zgodne z działalnością EPO, de facto zbliżając model europejski do obowiązującego w Stanach Zjednoczonych, gdzie patentowanie oprogramowania jest praktykowane od dawna. Przed amerykańskimi sądami toczone są długotrwałe spory o takie opatentowane innowacje, jak pliki cookie, ogłoszenia online w postaci bannerów czy hipertekstowe elementy nawigacyjne w WWW. Patenty na oprogramowanie, jako łatwe do uzyskania, stanowią już ponad 15% wszystkich przyznawanych w USA.

Zmiany mają się sprowadzać do uznania, że patentować można nie tylko rozwiązanie techniczne, ale także takie, którego efekt działania można określić mianem technicznego (np. gdy oprogramowanie zainstalowane w telefonie komórkowym w jakiś sposób rozszerza jego funkcjonalność). Samych algorytmów nadal nie będzie można opatentować, lecz w praktyce margines stosowalności patentów w informatyce znacznie się rozszerzy (obejmując struktury danych, metody przetwarzania informacji itp.). Przeciwko patentowaniu jest wielu europejskich producentów oprogramowania. Na czele antagonistów dyrektywy stoją zwolennicy rozwiązań open source, upatrujący w niej narzędzie walki dużych koncernów informatycznych (czytaj: amerykańskich) z rozpowszechnianym bezpłatnie oprogramowaniem.

Na kogo padnie, na tego bęc Polski Urząd Patentowy konsekwentnie odrzuca wszystkie zgłoszenia patentów dotyczących oprogramowania, bo nie zezwala na to nasze prawo. "Dość często mamy do czynienia z takimi zgłoszeniami. Większość pochodzi z zagranicy" - mówi Jadwiga Gasik z zespołu ekspertów patentowych Urzędu. Oczywiście istnieje pewna furtka - program można opatentować, jeśli jest on częścią całego rozwiązania technicznego.

Wstąpienie Polski do Unii Europejskiej i związana z tym konieczność harmonizacji naszego prawa z unijnymi dyrektywami, w szczególności spodziewane w przyszłym roku przystąpienie Polski do europejskiej konwencji patentowej, może znieść obecne ograniczenia. "Nadawaniem patentów obowiązujących w Polsce będą mogły się zajmować także odpowiednie urzędy w innych krajach" - mówi Jadwiga Gasik. To oznacza, że Polski Urząd Patentowy nie będzie już w stanie zabezpieczyć polskich firm informatycznych przed oskarżeniami o naruszanie patentów na oprogramowanie, przyznanych np. przez EPO. Do tej pory sprawy patentowe dotyczyły jedynie nielicznych polskich eksporterów oprogramowania. Sprawa patentów na oprogramowanie wciąż pozostaje zagadnieniem dość egzotycznym dla polskiej branży informatycznej. Ignacy Miedziński, prezes stowarzyszenia Polski Rynek Oprogramowania PRO, przyznaje, że jego organizacja dopiero teraz prowadzi sondaż wśród swoich członków. "Dlatego nie mogę jeszcze zaprezentować stanowiska PRO, a jedynie swoje. Patentowanie oprogramowania jest rzeczą dyskusyjną. O ile ochrona oprogramowania z tytułu praw autorskich jest dość jednoznaczna, o tyle ochrona patentowa już nie, oznaczając wikłanie się w prawne spory, na które polscy wytwórcy oprogramowania zwyczajnie nie mają pieniędzy" - uważa Ignacy Miedziński. Zapewne najlepszym rozwiązaniem byłaby jakaś inna od praw autorskich i patentów forma ochrony oprogramowania, na co wskazują zarówno rzecznicy patentowi, jak i producenci oprogramowania, ale brakuje zmierzających do tego inicjatyw.

Polska popiera

Petycje przeciwko patentowaniu oprogramowania (http://petition.eurolinux.org ) podpisało już ponad 150 tys. osób, z czego kilka tysięcy z Polski. Tymczasem według informacji płynących z Ministerstwa Nauki i Informatyzacji, Polska zamierza poprzeć projekt nowej dyrektywy. Co charakterystyczne, argumentacja takiego stanowiska jest właściwie tożsama z tezami Arlene McCarthy, deputowanej brytyjskiej do Parlamentu Europejskiego, która jest głównym promotorem dyrektywy. Twierdzi ona, że nowe rozwiązania zwiększą szanse firm europejskich w konkurencji z USA. Dzieje się to przy milczeniu Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. "Ten temat nie wzbudził większego zainteresowania członków Izby" - wyjaśnia Wacław Iszkowski, prezes PIIiT. Co ciekawe, PIIiT jest członkiem europejskiego zrzeszania krajowych organizacji branżowych EICTIA, które de facto poparły projekt dyrektywy (choć głównie pod naciskiem lokalnych oddziałów dużych amerykańskich korporacji IT). Wielu liczących się europejskich producentów oprogramowania jest przeciwnych wprowadzeniu patentów na oprogramowanie. Bernhard Runge z SAP stwierdził niedawno, że "jego firma potrzebuje nie tyle ochrony w postaci patentów, ile ochrony przed patentami".

Tropienie przypadków naruszeń patentów przez departamenty prawne dużych korporacji amerykańskich jest nie tylko elementem ich standardowych działań, lecz również często źródłem istotnych zysków. W szczególności IBM rocznie osiąga z opłat patentowych ok. 1,6 mld USD (wg szacunków po wprowadzeniu dyrektywy ta wartość powinna wzrosnąć o kilkaset milionów euro).

Bez przesady

Spór, czy dopuścić patentowanie oprogramowania w krajach Unii Europejskiej, toczy się na tle znacznie poważniejszej - choć jeszcze akademickiej - debaty dotyczącej ochrony własności intelektualnej. Przez długie dekady przyjmowano bowiem za dogmat potrzebę jej bezwzględnie silnej ochrony - zarówno poprzez prawo autorskie, jak i system patentowy. Było to tak naprawdę prawo do dysponowania długotrwałym monopolem nadawane przez państwowe systemy prawne na określone innowacje czy utwory.

Beneficjanci tych monopoli mieli prawo do uzyskiwania korzyści w sposób niezależny od wkładu, jaki musieli włożyć w przygotowanie danej innowacji. W teorii miało to właśnie skłaniać do podejmowania ryzyka w dążeniu do innowacji, w praktyce jednak zbytni wzrost liczby patentów, obejmujących coraz liczniejsze dziedziny życia (w czym prym wiodą duże podmioty gospodarcze), tworzy pole minowe, po którym coraz trudniej i niebezpieczniej poruszać się małym firmom stawiającym na nowatorskie produkty.

Znani ekonomiści amerykańscy - Michele Boldrin i David Levine - opublikowali pracę, w której zakwestionowali obecny model ochrony własności intelektualnej. Ich zdaniem jest ona ekonomicznie nieoptymalna w społecznym wymiarze. Nadmiernie nagradza jednostki (także w sensie pojedynczych korporacji) kosztem reszty społeczeństwa. W efekcie spada tempo rozwoju ekonomicznego, zaś rozpowszechnienie innowacji nie jest tak duże, jakie miałoby miejsce bez tej ochrony. Dla wielu prawników zajmujących się ochroną własności intelektualnej tezy te brzmią jak herezja. Tymczasem dwóch innych ekonomistów, James Bessen i Robert Hunt, związanych z uniwersytetem MIT, posługując się danymi statystycznymi i stworzonym przez siebie modelem matematycznym, wykazało, że patentowanie oprogramowania powoduje spadek nakładów na badania i rozwój w tym obszarze w USA. Czy te argumenty trafią do parlamentarzystów europejskich? Głosowanie będzie miało miejsce 1 września br.


TOP 200