Papierowy "majątek"

Zaległości technologiczne, jakie pozostały nam w spadku po minionych czasach, powinniśmy nadrobić kierując część wysiłków, przeznaczonych na restrukturyzację całego państwa, na edukację informatyczną społeczeństwa. Te szczytne zamierzenia rozbijają się niestety o brak funduszów - przy obecnym poziomie przyznanych na oświatę środków budżetowych nadal wiele szkół nie stać na zakup i wyposażenie gabinetów komputerowych.

Zaległości technologiczne, jakie pozostały nam w spadku po minionych czasach, powinniśmy nadrobić kierując część

wysiłków, przeznaczonych na restrukturyzację całego państwa, na edukację informatyczną społeczeństwa. Te szczytne zamierzenia rozbijają się niestety o brak funduszów - przy obecnym poziomie przyznanych na oświatę środków budżetowych nadal wiele szkół nie stać na zakup i wyposażenie gabinetów komputerowych.

Szaleńcze tempo rozwoju technik komputerowych spowodowało, że wiele urzędów, bogato swego czasu wyposażanych w komputery XT czy 286, powoli wyzbywa się tych urządzeń, kupując maszyny bardziej wydajne, oparte na nowych, silniejszych procesorach i graficznym interfejsie użytkownika. Wydawałoby się, że nie ma nic prostszego, jak przekazywać przestarzałe, zbędne urządzenia np. dla szkół, gdzie można by dzięki temu uczyć uczniów podstaw obsługi PC.

Nie jest to jednak takie proste - okazuje się, że na drodze takim normalnym zachowaniom stoją przeszkody natury formalno-prawnej (czytaj biurokratyczne). Każde z przedsiębiorstw czy urzędów bardzo chętnie oddałoby zacofany technicznie komputer, pod warunkiem, że nie przyniesie to znacznego uszczerbku na posiadanym majątku. Tymczasem "poczciwe" komputery XT czy 286 są warte dla tych firm nierzadko tyle, ile kosztuje nowoczesny, współczesny komputer. Jest to wynikiem obowiązujących reguł obliczania wartości majątku przedsiębiorstwa. Ze względu na postępującą inflację Główny Urząd Statystyczny opracował wiele współczynników, przez które należy wymnożyć cenę "zabytkowego" urządzenia XT pomniejszoną o odpowiednią amortyzację. Efektem tych wyliczeń jest dość wysoka, zaksięgowana wartość środka trwałego jakim jest komputer, w ogóle nie korespondująca z jego dzisiejszymi właściwościami użytkowymi.

Mądry urzędnik, który wymyślił te reguły w odniesieniu do maszyn fabrycznych czy budynków nie przewidział, że czas "życia" komputerów to obecnie zaledwie rok czy dwa lata.

Obowiązujące przepisy obliczania wartości majątku trwałego firm powodują, że sprawne i działające komputery XT czy 286 są pakowane w kartony i odstawiane do magazynków pod schodami, gdzie czekają na lepsze czasy. Tymczasem niejeden uczeń (a może i nauczyciel) mógłby nauczyć się dzięki nim podstawowych wiadomości o komputerach osobistych, co więcej mógłby się nauczyć nowej organizacji pracy, jaką narzuca obcowanie z komputerem.

W rezultacie tej sytuacji schowki wielu urzędów czy przedsiębiorstw państwowych zalega majątek, którego wartość to czysta fikcja. Jest to niestety przejaw centralnego zarządzania ogólnokrajowymi dobrami. Wyłom w biurokratycznej blokadzie dostępu szkół do nieco przestarzałego sprzętu komputerowego mogłaby chyba zrobić decyzja podjęta na równie centralnym poziomie - a jest to sprawa na tyle ważna, że warto zawracać nią głowę nawet wysoko postawionych decydentów.

Czy całą sprawą nie mogłoby się zainteresować np. Ministerstwo Edukacji Narodowej w celu wymuszenia zmiany nieżyciowych przepisów? A edukacyjny aspekt całej sprawy jest bezsporny. Z jednej strony nie używany, sprawny sprzęt zalegający podręczne magazynki (a liczba "starzejących" się komputerów będzie coraz szybciej rosła) - a z drugiej ogromne zadanie, jakim jest wychowanie młodego pokolenia na myślących obywateli kraju. Skojarzenie tych dwóch spraw jest naszym obowiązkiem, bez względu na stojące między nimi rzekome "bariery formalne".


TOP 200