Pacjent stawia opór

Zapadły ostateczne rozstrzygnięcia co do Europejskiej Karty Ubezpieczenia Zdrowotnego (EKUZ). Mimo wcześniejszych zapowiedzi Jerzego Millera, prezesa NFZ, przynajmniej na razie EKUZ nie będzie oparty na systemie kart mikroprocesorowych, które miały stanowić równocześnie podstawę elektronicznego Rejestru Usług Medycznych (eRUM). Sam projekt budowy eRUM toczy się własnym, nieśpiesznym trybem.

Zapadły ostateczne rozstrzygnięcia co do Europejskiej Karty Ubezpieczenia Zdrowotnego (EKUZ). Mimo wcześniejszych zapowiedzi Jerzego Millera, prezesa NFZ, przynajmniej na razie EKUZ nie będzie oparty na systemie kart mikroprocesorowych, które miały stanowić równocześnie podstawę elektronicznego Rejestru Usług Medycznych (eRUM). Sam projekt budowy eRUM toczy się własnym, nieśpiesznym trybem.

W ostatnich dniach maja br. Rada Ministrów zaakceptowała dokument przedstawiony pod nazwą - "Informacja dla Rady Ministrów dotycząca kierunków rozwoju systemu informacyjnego ochrony zdrowia oraz koncepcji wdrażania Europejskiej Karty Ubezpieczenia Zdrowotnego i Karty Ubezpieczenia Zdrowotnego". Dokument ten - mimo swojego sprawozdawczego charakteru - ma doniosłe znaczenie dla rozwoju systemów informacyjnych w ochronie zdrowia. Rozstrzyga bowiem wątpliwości dotyczące coraz bardziej palącej kwestii wdrożenia Europejskiej Karty Ubezpieczenia Zdrowotnego, a także dalszego rozwoju informatyki medycznej.

Europejska Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego, do której wdrożenia do 1 stycznia 2006 r. Polska jest zobligowana na mocy przepisów wspólnotowych, zastąpi kłopotliwe druki E-111, z których musieliśmy korzystać, chcąc zapewnić sobie bezpłatną opiekę zdrowotną podczas wyjazdów zagranicznych. Formularz stanowił podstawę do udzielenia bezpłatnej pomocy podczas pobytu w państwach Unii Europejskiej, pod warunkiem że był wypełniony i potwierdzony w stosownym oddziale Narodowego Funduszu Zdrowia. Był on - wraz z potwierdzeniem - dowodem na to, że dana osoba jest upoważniona do świadczeń zdrowotnych w ramach systemu zabezpieczenia społecznego w swoim kraju, a także potwierdzeniem zgody ubezpieczyciela na pokrycie kosztów leczenia za granicą.

Nie dopełniając tej procedury, narażaliśmy się na konieczność pokrywania kosztów zabiegów medycznych z własnych kieszeni i kłopotliwego rozliczania się z wykonanych usług pomiędzy zagranicznym wykonawcą usługi medycznej, NFZ i pacjentem. Z tych właśnie powodów druk E-111 stał się jednym z powszechniejszych dokumentów wydawanych przez jednostki ochrony zdrowia. Według oficjalnych danych tylko w okresie od 20 kwietnia do 31 grudnia 2004 r. oddziały wojewódzkie NFZ wydały ponad 610 tys. takich formularzy. Rozwiązać te problemy miała - wydawana na rok - karta EKUZ z podstawowymi danymi na temat ubezpieczonego i terminu ważności.

EKUZ i eKUZ

Jeszcze kilka miesięcy temu Jerzy Miller, prezes Narodowego Funduszu Zdrowia zapowiadał, że funkcję Europejskiej Karty Ubezpieczenia Zdrowotnego (EKUZ) będą pełniły Elektroniczne Karty Ubezpieczenia Zdrowotnego (eKUZ) wydawane w ramach Elektronicznego Rejestru Usług Medycznych (eRUM). Połączenie funkcji tych dwóch kart było ambitnym zamierzeniem, na które jak do tej pory nie porwało się jeszcze żadne z państw Unii Europejskiej. W tej sytuacji - a także z uwagi na rychły termin wprowadzenia EKUZ - NFZ postanowił zrealizować funkcje identyfikacyjne karty z pomocą kart plastikowych, drukowanych na żądanie osób wyjeżdżających za granicę. Fundusz odsunął tym samym w czasie rozstrzygnięcia dotyczące kart eKUZ.

Przepisy wspólnotowe nie narzucają żadnych rozwiązań technicznych. eKUZ może być wydawana jako samodzielna karta lub rewers krajowej Karty Ubezpieczenia Zdrowotnego, dopuszczając stosowanie karty elektronicznej, o ile taka w danym kraju funkcjonuje i będzie połączona z eKUZ. Nic nie stoi zatem na przeszkodzie, aby w przyszłości karty plastikowe zastąpić elektronicznymi. Na razie jednak realizacja tych przedsięwzięć została rozdzielona.

Zdrowa ustawa

Sam projekt budowy eRUM toczy się zaś własnym trybem. Kilka tygodni temu prezes Narodowego Funduszu Zdrowia przekazał koncepcję tego systemu Jerzemu Hausnerowi, ówczesnemu wicepremierowi i ministrowi gospodarki i pracy; Michałowi Kleiberowi, ministrowi nauki i informatyzacji oraz Markowi Balickiemu, ministrowi zdrowia. Dalsze prace nad koncepcją eRUM - w szczególności dotyczących karty elektronicznej - zależą od ustaleń, jakie powinny zapaść na poziomie Ministerstwa Zdrowia oraz Ministerstwa Nauki i Informatyzacji, gdyż wejście w życie ustawy o informatyzacji nakłada na opracowujących tę koncepcję poddanie się zasadom i procedurom realizacji systemów informatycznych wynikającym z nowych przepisów ustawy o informatyzacji działalności podmiotów realizujących zadania publiczne.

Praca nad projektem eRUM jest opóźniana przez konieczność rozstrzygnięć co do zakresu kompetencji Narodowego Funduszu Zdrowia, Ministerstwa Zdrowia i podległego ministerstwu Centrum Systemów Informacyjnych w Ochronie Zdrowia. Nie wpływa na nie pozytywnie także rychła data wyborów, które mogą wiele zmienić, a na dobrą sprawę także wywrócić do góry nogami cały system ochrony zdrowia. Dlatego też nikt nie kwapi się z podjęciem wiążących rozstrzygnięć, nie znając założeń przyszłego systemu, na trzy miesiące przed nieuchronnymi zmianami osób zarządzających służbą zdrowia.

System otwarty

O eRUM wiadomo nadal niewiele. Według założeń, ma to być system otwarty, a więc oparty na Internecie i podlegający łatwej rozbudowie, gdyż takie wymogi nakłada na jego projektantów ustawa o informatyzacji. Nie wiadomo jednak nadal jak ma odbywać się identyfikacja i autoryzacja realizowanych usług. W zamierzeniach prezesa NFZ, eRUM miałby być oparty na systemie kart mikroprocesorowych wykorzystywanych nie tylko do autoryzacji, ale także jako nośnik podpisu elektronicznego, używanego np. do podpisywania rozliczeń z urzędem skarbowym. Dzięki temu do projektu budowy eRUM mogłyby się włączyć także inne instytucje administracji państwowej.

Na razie jednak poszukiwanie "sponsorów", którzy współfinansowaliby realizację szacowanego na 200 mln zł projektu eRUM idzie opornie, a sam pomysł wykorzystania kart mikroprocesorowych równocześnie do realizacji zadań związanych z podpisem elektronicznym zaczyna być kwestionowany przez część ekspertów ds. bezpieczeństwa.

Długo oczekiwana wolność

Mimo wciąż nierozwiązanej kwestii autoryzacji danych w systemie eRUM, Narodowemu Funduszowi Zdrowia udało się rozwikłać ciągnący się latami proces ujednolicenia danych sprawozdawczych. Prawdopodobnie na początku lipca br. prezesowi NFZ zostanie przekazane sprawozdanie zespołu, w skład którego weszli przedstawiciele firm IT tworzących systemy dla ochrony zdrowia, regulujące kwestie dotyczące formatu danych wymaganych od świadczeniodawców.

Przyjęcie i implementacja tego opracowania oznaczać będzie zerwanie z niechlubną "tradycją" narzucania świadczeniodawcom (szpitalom i gabinetom lekarskim) częstych zmian rozwiązań informatycznych do rozliczeń i sprawozdawczości z płatnikiem odpowiedzialnym za finansowanie usług. Na problem ten świadczeniodawcy narzekali od momentu wejścia w życie reformy zdrowia w 1999 r. oraz późniejszej informatyzacji kas chorych zrealizowanej przez Kamsoft i ComputerLand.

Zamiast ustalonych z góry rozwiązań, świadczeniodawcy będą mogli teraz zakupić dowolny system informatyczny i dostosować zakres i format generowanych danych do obowiązujących wymogów NFZ. Ułatwiłoby to także budowę systemu eRUM, który mógłby być zasilany danymi z niemal dowolnych rozwiązań informatycznych. Gdyby tak się stało, wkrótce mogłoby się okazać, że kilka podstawowych rozstrzygnięć na szczeblu centralnym oraz praca wykonana przez świadczeniodawców (polegająca na dostosowaniu własnych systemów do decyzji Ministerstwa Nauki i Informatyzacji oraz Ministerstwa Zdrowia) wystarczyłyby do stworzenia stabilnego systemu RUM.


TOP 200