PROTEST PRO

Opublikowany przez Redakcję ComputerWorld w nr 31 artykuł Wojciecha Gryciuka ;;Nie daj się naciągnąć kupując oprogramowanie!'' wzbudził w środowisku polskich firm software'owych poruszenie i zaskoczenie.

Opublikowany przez Redakcję ComputerWorld w nr 31 artykuł Wojciecha Gryciuka ;;Nie daj się naciągnąć kupując oprogramowanie!'' wzbudził w środowisku polskich firm software'owych poruszenie i zaskoczenie.

Poruszenie - ponieważ sugeruje, iż dostawcy oprogramowania - polskie firmy software'owe usiłują "naciągnąć klienta na extra wydatki", w związku z tym należy się przed nimi bronić, a Redakcja "ComputerWorld'u" czuje się powołana do tego by doradzać jak to robić nawet naruszając prawo autorskie.

Zaskoczenie - ponieważ od "ComputerWorld'u" mającego ambicje zdobycia pozycji Nr 1 wśród czasopism komputerowych w kraju, można było się spodziewać większej odpowiedzialności.

Zdajemy sobie sprawę, iż wśród setek firm komputerowych oferujących programy komputerowe są i takie, które decydują się na wprowadzenie na rynek produktów niedopracowanych lub nieprzetestowanych w sposób poprawny. Jednocześnie często, ze względu na zmieniające się warunki i wymagania klientów, osiągnięcie pełnej poprawności testów oprogramowania nie jest możliwe. Nie można więc - jak tego dokonano publikując artykuł Wojciecha Gryciuka - wywoływać wrażenia wśród czytelników, że klient na polskim rynku oprogramowania ma do czynienia ze środowiskiem oszustów i naciągaczy.

Stosowanie tej zasady pozwoliło zachodnim firmom, w tym wielkim koncernom software'owym, na wypracowanie środków, które pozwalają im na inwestowanie w rozwój i opracowywanie nowych produktów i nowych generacji produktów software'owych, dzięki którym ich użytkownicy mogą uzyskiwać coraz to nowe korzyści z zastosowania najnowszych osiągnięć technologii informacji. Dzięki sprzężeniu zwrotnemu i uznaniu przez klientów, że warto płacić za nowe produkty software'owe, dynamika ich sprzedaży w ostatnich latach wyraźnie wyprzedza dynamikę sprzedaży sprzętu komputerowego.

Nie ma podstawy do przyjęcia założenia, iż polskie domy software'owe nie mają potrzeby wypracowania środków na inwestowanie w tworzenie nowych produktów, a więc stosowania odmiennych zasad ustalania cen na oprogramowanie.

W punkcie 4 autor zaleca całkowite wyeliminowanie z umowy zakupu/sprzedaży oprogramowania dodatkowych opłat za tzw. "upgrade" do większego systemu. Każdy kto choć odrobinę zna się na oprogramowaniu komputerowym wie, iż oprogramowanie umożliwiające przejście do większego systemu (tj. "upgrade") stanowi nowy produkt, wymagający opracowania i przetestowania, w związku z czym żądanie dokonania dodatkowej opłaty jest całkowicie uprawnione. Jest oczywiście kwestią rzetelności firmy software'owej określenie tej dopłaty w wyważonej relacji do różnicy korzyści osiąganej przez kupującego w wyniku przejścia do większego systemu.

W punkcie 5 autor zaleca modyfikację klauzuli regulującej odpowiedzialność prawną "za problemy spowodowane przez software'owe pluskwy" w taki sposób, by uczynić sprzedawcę oprogramowania odpowiedzialnym za szkody wynikłe z powodu błędów powstałych w trakcie stosowania software'u, stracony czas na znalezienie i rozwiązanie problemu oraz poniesione straty klienta i jego partnerów.

Można to zalecenie skomentować tylko w sposób następujący:

Nie bez powodów zachodnie firmy software'owe w zawieranych umowach o sprzedaż oprogramowania deklarują zapewnienie usilnych starań dla usunięcia stwierdzonej usterki i powołują się w takich przypadkach na standardy obowiązujące w branży przy naprawianiu szkód powstałych w związku z zakłóceniami w korzystaniu z oprogramowania, o czym autor wspomina i deklaracje te, jak i powołanie się na standardy jest akceptowane przez kupujących oprogramowanie. Obie strony wiedzą bowiem z doświadczenia, którego mają nieco więcej niż firmy, instytucje i osoby działające w Polsce, iż na bezusterkową pracę systemu komputerowego, którego oprogramowanie jest tylko częścią, składa się bardzo wiele czynników, z których niektóre tylko mają związek z jakością samego oprogramowania, a bardzo wiele mieści się w polu nie dającym się przewidzieć zarówno w fazie opracowywania i testowania oprogramowania, jak i w fazie określania wymogów i założeń systemu przez kupującego i jest związanych z ryzykiem prowadzenia przedsiębiorstwa. Niemała część zakłóceń w funkcjonowaniu systemów komputerowych jest powodowana przez czynnik ludzki zatrudniany przez kupującego oprogramowanie.

Jest to zdecydowanie szkodliwe w sytuacji, w której rzetelnie pracujące polskie firmy software'owe mają duże trudności w pokryciu kosztów tworzenia i rozwijania systemów komputerowych z osiąganych wpływów z ich sprzedaży w wyniku bardzo niskich cen oprogramowania akceptowanych na polskim rynku, i bardzo wiele z tych firm z tego właśnie powodu jest zmuszonych do ograniczenia lub zaprzestania działalności. Na tle walki konkurencyjnej z firmami zagranicznymi, próbującymi nierzadko przy zastosowaniu znacznych środków finansowych wejść ze swoimi produktami na polski rynek komputerowy, utrzymuje się bardzo niekorzystna relacja (30-70%) cen oprogramowania w stosunku do cen sprzętu komputerowego, odwrotna od funkcjonującej na rynkach krajów zachodnich.

Dalsze konfuzje wynikają z demonstrowanej przez autora ignorancji (rzeczywistej lub zamierzonej) w sprawach praktycznego stosowania prawa autorskiego do oprogramowania komputerowego jak też w zakresie ekonomiki opracowywania i eksploatacji oprogramowania komputerowego.

W punkcie 2 zawarta jest krytyka wprowadzanej do umów sprzedaży oprogramowania klauzuli ograniczjącej możliwość jego wykorzystania przez kupującego wyłącznie do użytku własnego, i wymagania dodatkowej opłaty jeśli oprogramowanie miałoby być wykorzystywane dla celów komercyjnych, tj. wykonywania usług obliczeniowych przy pomocy tego oprogramowania. Autor zaleca modyfikację umowy w taki sposób, by przetwarzanie dowolnych danych za pomocą tego samego software'u było dopuszczalne - bez dodatkowej opłaty, oczywiście.

Nie siląc się na prezentację metodyki ustalania cen na oprogramowanie trzeba stwierdzić, iż w warunkach gospodarki rynkowej ceny na oprogramowanie opracowywane przez domy software'owe ustalane są w relacji do korzyści, jakie odnosi kupujący stosując dane oprogramowanie przy założeniu, że wykorzystuje je dla użytku własnego. Wartość a więc i cena oprogramowania, które będzie wykorzystywane dla wykonania obliczeń usługowych, i będzie przynosić kupującemu korzyści nieporównywalne do tych, które odniósłby gdyby je wykorzystał tylko dla własnych potrzeb, jest więc wyższa odpowiednio do tych dodatkowych korzyści.

Postulowanie przez autora obciążania firm software'owych całością możliwych do wystąpienia szkód związanych z eksploatacją oprogramowania dowodzi, iż nie rozumie on mechanizmu powstawania tych szkód i odrzuca doświadczenia oraz standardy wypracowane przez lata w krajach, do których stopnia komputeryzacji jeszcze nam daleko.

W punkcie 6 z kolei autor bez żenady zaleca pominięcie obowiązującego w Polsce prawa autorskiego (Ustawy o Prawie Autorskim z 1952 r., bo nowej Sejm nie zdążył jeszcze uchwalić), które nie dopuszcza dowolnej modyfikacji utworu bez zgody autora. Postulowanie, by autor (właściciel) oprogramowania płacił naruszającemu jego prawa autorskie za nielegalnie dokonywane zmiany jest kolejnym kuriozum, które można wytłumaczyć tylko specyficznym nastawieniem autora do twórców oprogramowania i nonszalanckim traktowaniem prawa autorskiego.

Zalecenie podobnego naruszenia prawa autorskiego na drodze przekazania kopii oprogramowania stronie trzeciej (jednemu z partnerów) jest zawarte w punkcie 7. Archiwowanie kopii oprogramowania w innej firmie nie będącej stroną umowy kupna/sprzedaży oprogramowania stwarza sytuację, w której kupujący nie jest w stanie zagwarantować, iż oprogramowanie nie zostanie użyte z naruszeniem postanowień umowy. Z punktu widzenia obowiązującego prawa autorskiego jest to nie do przyjęcia.

Punkt 8 jest całkowicie niezrozumiały: jeżeli oprogramowanie zostało zakupione do eksploatacji, trudno się dopatrzyć uzasadnienia dla jego dalszego testowania po dokonaniu zakupu. Równoległe z eksploatacją testowanie kopii archiwalnej oznaczałoby użytkowanie oprogramowania na dwóch instalacjach. Jeżeli zgodnie z umową kupujący zapłacił za eksploatację oprogramowania tylko na jednej instalacji, równoczesne z eksploatacją testowanie oprogramowania będzie stanowić naruszenie warunków umowy. Zalecenie przez autora artykułu wyeliminowania z umowy zapisów ograniczających taką możliwość stanowi kolejny przypadek namawiania czytelnika do naruszania praw autorskich twórców i właścicieli oprogramowania.

Wreszcie w punkcie 10 autor zaleca całkowicie sprzecznie z obowiązującym "Copy right", by kupujący żądał przyznania mu prawa do kopiowania wszystkich podręczników bez ograniczeń. Dodanie przez autora zalecenia żądania, by dodatkowe podręczniki były dostarczane za dodatkową opłatą, nie zmienia ogólnego wrażenia jakie musi odnieść czytelnik: z łamania prawa autorskiego, można sobie nic nie robić.

Przedstawiając powyższe uwagi oczekujemy zamieszczenia stosownego sprostowania by choć w pewnym stopniu zmniejszyć szkodę, jaką wyrządziła publikacja sprawie o którą walczy polskie środowisko komputerowe: o zwiększenie szacunku dla prawa autorskiego do oprogramowania, które pozwoliłoby polskim firmom software'owym rozwijać polskie produkty software'owe bez ciągłej obawy o zagrożenie ich egzystencji.

Przykre jest to, iż opublikowanie cytowanego artykułu zdarzyło się redakcji ComputerWorld, wydawanego przez Grupę IDG, starającą się reprezentować poglądy i interesy zachodnich środowisk i firm komputerowych. Jak wiadomo, środowiska te i firmy wywierają nacisk na jak najrychlejsze dostosowanie obowiązującego w Polsce prawa autorskiego do standardów zachodnich, jak też na osiągnięcie wydatniejszego postępu w ochronie praw autorskich do oprogramowania komputerowego oraz w zwalczaniu piractwa komputerowego. Publikacja artykułu pana Wojciecha Gryciuka z pewnością nie służy tej sprawie. Raczej wręcz przeciwnie.

Zarząd Stowarzyszenia PRO Polski Rynek Oprogramowania

dr Roman Dolczewski Prezes Stowarzyszenia