Organizacja, która nie śpi

Z Jackiem Drabikiem, generalnym dyrektorem ds. operacyjnych krakowskiego centrum Motoroli, rozmawia Jakub Chabik.

Z Jackiem Drabikiem, generalnym dyrektorem ds. operacyjnych krakowskiego centrum Motoroli, rozmawia Jakub Chabik.

Organizacja, która nie śpi

Jacek Drabik, generalny dyrektor ds. operacyjnych krakowskiego centrum Motoroli

Dlaczego właśnie tutaj, w Krakowie, powstało centrum Motoroli?

Jesteśmy częścią wielkiego globalnego koncernu, a przy tym częścią organizacji Global Software Group (GSG), skupiającej 26 centrów i zatrudniającej prawie 4 tys. inżynierów. Jej celem powstania było zgromadzenie wiedzy na temat oprogramowania przeznaczonego dla szerokiej gamy urządzeń, które produkuje Motorola. A Kraków to nie tylko przyjemne miejsce, ale i duży ośrodek akademicki.

Dziesięć lat temu każdy sektor miał swoje laboratoria. Różne były metody, narzędzia i sposoby postępowania. Zdecydowano się na tworzenie globalnej sieci centrów m.in. po to, by ograniczyć koszty, a praca informatyków z USA była kosztowna. Nasza praca jest znacznie tańsza. Ale nie tylko - brakowało też szeroko pojętej różnorodności. Wiadomo że do najlepszych rozwiązań dochodzi się wtedy, gdy istnieje twórcza różnica zdań. Osoby pochodzące z różnych kontynentów i różnych kręgów kulturowych będą różnie postrzegać te same problemy. My widzimy to nawet na poziomie projektów - jedne lepiej funkcjonują w Europie, inne w Azji, jeszcze inne w Ameryce. Różnorodność naprawdę wzbogaca, i korporacja ma tego świadomość.

Bardzo ważnym argumentem była też różnica czasowa. Dzięki temu, że centra są zlokalizowane na wszystkich kontynentach, praca może trwać przez 24 godz. na dobę. Mieliśmy już takie projekty. Kiedy nasi koledzy z Singapuru szli spać, my przejmowaliśmy ich pracę. Dokładnie tak samo jest z naszymi klientami. Pracujemy przede wszystkim dla klientów amerykańskich, bo gdy w trakcie ich dnia pracy pojawia się problem do rozwiązania, to informacje o nim zostawiają nam. W Polsce odbieramy je rano i w ciągu dnia problem rozwiązujemy. Gdy kończymy pracę to w Ameryce kończy się noc i nasi klienci mają już rano gotowe rozwiązanie.

Kto jest państwa klientem?

Obecnie jest to tzw. klient wewnętrzny - naszym jedynym odbiorcą jest w tej chwili Motorola. Pracujemy dla czterech sektorów: zajmującego się infrastrukturą, budującego telefony komórkowe, rozwiązania oparte na chipach i systemy bezpieczeństwa publicznego. Oczywiście ma to wady i zalety. Zaleta jest taka, że znacznie łatwiej jest się z takim klientem porozumieć. Jesteśmy jedną korporacją, razem myślimy o jednym celu i mamy wspólne rozumienie pewnych pojęć i wartości. Jednak wg mnie taki wewnętrzny klient jest najtrudniejszy. Jeżeli korporacja stawia na dostarczenie pewnego produktu na rynek w określonym momencie i bardzo wysokiej jakości, gdy niedopuszczalne są jakiekolwiek opóźnienia, to stajemy przed naprawdę wielkim wyzwaniem.

W pracy dla zewnętrznego klienta istnieją pewne ograniczenia w zwracaniu się do siebie, w przekazywaniu problemów i opinii. Klient wewnętrzny nie ma tych ograniczeń i czasami bywa to trudne.

Jednak w ostateczności rozwiązania te trafiają do klienta końcowego, który używa ich na co dzień. Muszą się więc Państwo z nim kontaktować.

Tak, w wielu przypadkach kontaktujemy się bezpośrednio z klientem zewnętrznym. Bywa tak, że nasza obecność na miejscu jest konieczna, a nasi inżynierowie pracują bezpośrednio u odbiorcy. Takim klientem w USA jest np. operator telefonii komórkowej w standardzie CDMA, firma Sprint czy też w Japonii - KDDI. W Polsce jest to warszawska policja, dla której przez dwa i pół roku, wspólnie z innymi dostawcami, budowaliśmy system wspomagania dowodzenia. W najbardziej gorącym okresie praktycznie przez cały czas kilku pracowników centrum przebywało w Warszawie. Najważniejsze jest bowiem dokładnie zrozumieć potrzeby klienta, podpowiedzieć naszym inżynierom tutaj, w Krakowie, jak zaimplementować rozwiązanie, a następnie wdrożyć je tak, aby klient był usatysfakcjonowany.

Prowadzimy też wsparcie typu 24/7 dla klientów zagranicznych, np. amerykańskich i japońskich. Jeżeli lokalny oddział Motoroli nie potrafi rozwiązać problemu, wtedy wkraczamy my i poprawiamy czy też modernizujemy oprogramowanie, a potem przesyłamy gotową wersję. Ale z naszego punktu widzenia nie jest to podstawowa działalność. Jest to natomiast działalność bezwzględnie konieczna dla naszych klientów.


TOP 200