Olbrzym w kapeluszu

Zapowiedź Oracle'a zaoferowania pełnego wsparcia dla Red Hat Enterprise Linux wygląda na razie jak salwa na postrach. O tym, czy inicjatywa Oracle'a jest poważna, dowiemy się pewnie dopiero za kilka kwartałów.

Zapowiedź Oracle'a zaoferowania pełnego wsparcia dla Red Hat Enterprise Linux wygląda na razie jak salwa na postrach. O tym, czy inicjatywa Oracle'a jest poważna, dowiemy się pewnie dopiero za kilka kwartałów.

To, co usłyszało kilkadziesiąt tysięcy klientów i partnerów na tegorocznej konferencji Open World 2006, dużą część z nich musiało wprawić w osłupienie. Ustami prezesa Oracle ogłosił, że oferuje klientom pełne wsparcie dla systemu operacyjnego Red Hat Enterprise Linux za mniej więcej połowę ceny, którą pobiera Red Hat. "Wierzymy, że lepsze wsparcie i niższe koszty wsparcia doprowadzą do szybszej popularyzacji Linuxa. Pracujemy nad tym wspólnie z partnerami" - mówił Larry Ellison podczas swojego wystąpienia, jakby zapominając dodać, że wśród tych partnerów nie ma Red Hat.

Co się tak naprawdę stało, co jeszcze może się stać i dlaczego prezes Oracle'a powiedział to, co powiedział? Patrząc wstecz, Larry Ellison wielokrotnie wypowiadał się na temat systemu Linux i jego dostawców - w przeważającej większości przypadków w superlatywach. Cóż zatem musiało się stać, że tym razem zdecydował się de facto uderzyć w finansowe podstawy największego dostawcy systemu Linux? Ciekawe, tym bardziej że Oracle sam intensywnie wykorzystuje systemy Linux, a sam Red Hat jest jednym z jego najważniejszych partnerów technologicznych.

Salwa na postrach?

Olbrzym w kapeluszu

Matthew Szulik, prezes Red Hat

Zgodnie ze słowami Ellisona, Oracle zdecydował się wspierać Linuxa w 1998 r., ponieważ idealnie nadawał się do eksperymentowania z usługami grid na potrzeby Oracle 10g - był konstrukcyjnie podobny do Unixa, darmowy i nie wymagał negocjacji związanych z zasadami licencjonowania. Oracle wykorzystuje Red Hat Linux na potrzeby własnych aplikacji, jak również do rozwoju produktów. Według niektórych ocen obecnie w firmie działa ok. 10 tys. serwerów z Red Hat Linux na pokładzie. Czyżby więc Oracle dążył do obniżenia własnych rachunków za wsparcie?

To raczej wątpliwe. Jeśli płaci Red Hat, to raczej w formie wsparcia wysokiego poziomu dla jego klientów oraz wartościowego kodu źródłowego, który mu od wielu lat regularnie udostępnia (klastry, systemy plików itd.). Skoro interesy firm są tak zbieżne, a codzienna współpraca tak zacieśniona, jaki może być powód wolty Ellisona? Na pewno nie jest to ten powód, o którym powiedział sam sprawca zamieszania. Nawet jeśli intencją Ellisona rzeczywiście jest szybsza popularyzacja Linuxa, jak twierdzi, klienci znający ceny wsparcia Oracle'a nie ulegną raczej iluzji, że to on będzie ich wybawcą od wysokich kosztów usług suportowych.

Pewną wskazówką prawdziwych zamiarów Oracle'a jest to, co stało się z kursem akcji Red Hat po zamknięciu dziennych notowań - cena spadła o 1/4 - z ok. 20 USD do ok. 15 USD. Wystarczy kilka minut i wartość firmy spada o miliard dolarów - to piękne i przerażające zarazem. Biorąc pod uwagę, że Oracle od jakiegoś czasu nosi się z zamiarem oferowania własnej dystrybucji Linuxa, raczej nie jest to przypadek. Przy okazji ostatnich plotek na temat zakupu Red Hat, o czym donosiliśmy, Ellison powiedział, że nie widzi powodu wydawać miliardów na coś, co i tak zniknie z rynku. Prorocze słowa?

Wsparcie z haczykiem

Olbrzym w kapeluszu

Larry Ellison, prezes Oracle'a

Wsparcie Oracle'a ma sens, jeśli będzie dotyczyć tego samego systemu operacyjnego, a więc sytuacji, w której nie powstanie oddzielne drzewo rozwoju systemu na bazie już istniejącego kodu. To byłoby wykonalne tylko przy założeniu, że Red Hat będzie ślepo akceptować poprawki proponowane przez Oracle'a, ponieważ dwa niezależne centra rozwojowe nie mają szans dostarczyć spójnego produktu nadającego się do wspierania. Czy Red Hat na to przystanie, ryzykując, że stopniowo będzie tracić niezależność?

A może prawdziwym zagrożeniem jest trwanie przy swoim i czekanie, aż Oracle przyciągnie do siebie wartościowych klientów i trwale podkopie sensowność istnienia Red Hat? Ten scenariusz wydaje się mało prawdopodobny, przede wszystkim dlatego, że Red Hat Enterprise Linux jest używany nie tylko na potrzeby serwerów baz danych, a jeśli nawet, nie zawsze są to bazy danych Oracle. Po drugie, czy Oracle rzeczywiście jest w stanie zaoferować pełne wsparcie? Sama deklaracja to trochę mało.

Owszem, Oracle ma światową organizację wsparcia technicznego liczącą kilka tysięcy osób, mówiącą wieloma językami i od lat zajmującą się wsparciem oprogramowania Oracle na określonych wersjach Red Hat Enterprise Linux. Czy jednak organizacja będzie w stanie zapewnić wsparcie dla samej platformy? A jeśli tak, to czy, znów, będzie to dokładnie ten sam Red Hat Enterprise Linux? Jeśli nie, co jest bardzo prawdopodobne, klienci uzyskają system, dla którego wsparcie zapewni im tylko Oracle. W praktyce oznacza to, że nie będą w stanie uruchomić na nim produkcyjnie oprogramowania innego niż Oracle. Czy klientom o to właśnie chodzi?

Koszty i inne pytania

Zastanówmy się jeszcze chwilę nad finansową stroną propozycji. Proponowanie klientom oszczędności na wsparciu rzędu 1200 USD za jeden serwer to niby sporo. Jeśli na tym serwerze ma działać serwer baz danych Oracle (taki jest cel oferty), będzie to, załóżmy, serwer czteroprocesorowy, koszt wsparcia za pierwszy rok znacząco przekroczy 30 tys. USD. Jaki odsetek tej kwoty będzie stanowić oszczędność na wsparciu dla systemu operacyjnego?

Propozycja Oracle'a nie ma zatem wiele wspólnego z realnymi oszczędnościami klientów. Prędzej jest to próba zrobienia dobrego interesu. A może szefem Oracle'a kierują względy ambicjonalne? Red Hat przejął JBoss, sprzątając go Oracle sprzed nosa. Ellison mógłby w ten dość wysublimowany sposób zakomunikować Marcowi Fleury, że popełnił strategiczny błąd, oddając JBoss Red Hatowi i tworząc przeciwwagę dla Oracle'a w dziedzinie middleware?

Z czasem dowiemy się prawdy o rzeczywistych zamiarach Oracle'a. Klienci Red Hat, ani sam Red Hat na pewno nie wykonają żadnych gwałtownych ruchów. Piłka jest po stronie Oracle'a i to on musi udowodnić, że nie była to salwa na postrach. Jeśli jednak taki właśnie był cel, Oracle nie otrzyma raczej dodatkowych "punktów" wśród partnerów z branży.


TOP 200