Odsunąć informayuków

Co to takiego hurtownia danych? Czym się wyróżnia w porównaniu z innymi systemami informatycznymi? Jakie problemy napotykają dostawcy narzędzi i usług do budowy hurtowni danych?

Co to takiego hurtownia danych? Czym się wyróżnia w porównaniu z innymi systemami informatycznymi? Jakie problemy napotykają dostawcy narzędzi i usług do budowy hurtowni danych?

Wiele nieporozumień rodzi pojęcie hurtowni danych. Czy istnieje spójna definicja hurtowni danych?

Piotr Siemieński: Chyba wszyscy możemy zgodzić się na definicję zaproponowaną przez Billa Inmona, pioniera hurtowni danych. Według niej, hurtownia służy do podejmowania decyzji zarządczych. Dane są gromadzone z myślą o określonych zagadnieniach, zintegrowane, niezmienne w czasie i nieulotne.

Rafał Słyk: Może krócej - to wielotematyczny zbiór danych, zgromadzonych w celu podejmowania zarządczych decyzji biznesowych.

Alicja Wiecka: Odeszłabym od takich definicji, wskazujących, że hurtownia danych to baza danych. To raczej infrastruktura informatyczna służąca użytkownikom końcowym i osobom podejmującym decyzje do optymalnego wykorzystania zasobów informacyjnych przedsiębiorstwa.

Rafał Słyk: Często spotykam się z sytuacją, w której nasi klienci mianem hurtowni danych określają systemy, będące elementem składowym hurtowni, ale które wcale nie muszą być związane z jej istnieniem. Dotyczy to systemów raportowania lub systemów analitycznych.

Piotr Siemieński: Systemy raportowe często korzystają z produkcyjnych baz danych. A hurtownia musi operować na wydzielonym zasobie informacyjnym.

Krzysztof Malawski: Czasem wyciągane są błędne wnioski oparte na interpretacji nazwy hurtowni danych. Wydawać się może, że hurtownia to bardzo duży zbiór danych. A kryterium wielkościowe nie ma tu specjalnego znaczenia.

Alicja Wiecka: Jeśli dane są przechowywane w osobnym repozytorium i funkcjonuje infrastruktura zasilająca i ustawiająca zintegrowane dane tematyczne w czasie, to takie rozwiązanie można nazywać hurtownią - niezależnie od tego, że użytkownik może wykorzystywać je jedynie do raportowania. Pełną hurtownią będzie ona dopiero w przyszłości, kiedy będą dodane kolejne obszary danych i funkcjonalności. O hurtowniach w Polsce zaczęto mówić zaledwie przed 5 laty. Przez ten czas dokonaliśmy naprawdę dużego postępu.

Krzysztof Malawski: Ostatnie kilka lat to istotna zmiana roli informatyki. Ma być ona raczej źródłem tworzenia nowych zysków lub obszarów działalności, a nie redukcji kosztów, jak do tej pory. Właśnie ten pierwszy element jest podstawowym celem, który powinien przyświecać wdrażaniu hurtowni.

Marek Kościński: Wielu naszych potencjalnych klientów tak naprawdę nie rozumie, po co się buduje hurtownię danych. To projekt, który się rozpoczyna, ale nigdy się go nie kończy. To zupełnie inny rodzaj wdrożenia niż w przypadku transakcyjnych systemów zintegrowanych.

Budowa hurtowni danych w przedsiębiorstwach na Zachodzie to wynik czystego rachunku ekonomicznego, kalkulacji na zasadzie "jak będziemy mieć do dyspozycji takie informacje, to możemy konkretnie tyle zarobić czy zaoszczędzić".

Piotr Siemieński: Hurtownie można widzieć w kontekście ogólnego rozwoju gospodarczego Polski. Dopiero teraz intensywnie wdrażane są systemy transakcyjne w przedsiębiorstwach i dostępne są wystarczające źródła danych.

Alicja Wiecka: Nie można zwlekać z rozpoczęciem przygotowań do budowy systemów wspomagania decyzji. Trzeba już teraz przygotowywać kadry specjalistów. Za wdrożeniem systemu zintegrowanego pojawi się potrzeba budowy hurtowni danych. Ich technologia na Zachodzie wkroczyła w istniejącą infrastrukurę, rozwiązując problemy transportu i integracji danych. Natomiast w Polsce jej użytkownika trzeba wcześniej wykreować, nie uda się tego dokonać z dnia na dzień. Nasze uczelnie nie kształcą analityków biznesowych.

Piotr Siemieński: Potrzebna jest metodyka postępowania przy wdrożeniu hurtowni. Drugi kluczowy element to wiedza o specyfice działalności konkretnego klienta. Tutaj, przynajmiej na obecnym etapie, istotny jest udział specjalistów zagranicznych, dysponujących doświadczeniami z obu tych dziedzin.

Alicja Wiecka: Wielu informatyków i członków zarządu postrzega wszystkie systemy informatyczne z perspektywy tych, z którymi do tej pory się zetknęli. Klasyczny system ma ściśle określone funkcje, firma wdrażająca przynosi know-how, jak to wszystko działa, zaś pracowników można wysłać na szkolenie, gdzie nauczą się korzystania z przysługującego im zakresu funkcji. Oczekuje się, że dostawca strategicznego systemu do wspomagania decyzji da do ręki coś podobnego, iż taki system jest w pewien sposób gotowy. Zrozumienie, że to coś innego, iż taki system nie może być od razu gotowy, na ogół zabiera trochę czasu.

Skąd mamy czerpać wiedzę? Od teoretyków z uczelni, którzy przecież nigdy nie pracowali przy pozyskiwaniu klientów np. przez firmę telekomunikacyjną? Powstaje tutaj wyraźna luka biznesowa. Można ją zapełnić, poruszając się stale do przodu, ale powoli. Brakuje wiedzy. Historia prawdziwa, choć wygląda na anegdotę. Mojemu znajomemu, głównemu informatykowi jednej ze znanych polskich firm, zarząd zlecił budowę hurtowni, bo "nasi konkurenci to robią". Gdy wybrany wykonawca zwrócił się z prośbą o spotkanie z zarządem, by ustalić, czego zarząd oczekuje od budowanej hurtowni, usłyszał w odpowiedzi: "O co chodzi? Przecież ten projekt ma już swój budżet".


TOP 200