Odnowione oblicze wolności

Nowa Gospodarka daje szanse na złagodzenie konfliktu między wolnością pojedynczej osoby a większą efektywnością całego przedsiębiorstwa.

Nowa Gospodarka daje szanse na złagodzenie konfliktu między wolnością pojedynczej osoby a większą efektywnością całego przedsiębiorstwa.

Ten konflikt jest prawie tak stary jak gospodarowanie. Początkowo łagodny, niemal niezauważalny, z biegiem lat i ustrojów stał się coraz bardziej wyrazisty i coraz bardziej wpływał na postawy ludzi i zdolność firm do rozwoju. Już wynalazek konkurowania oznaczał, że prawo jednostki czasem musi ulec przed dobrem całej firmy. Amerykański potentat stalowy Andrew Carnegie, wielki entuzjasta teorii Darwina, często mawiał: "Prawo konkurencji jest okrutne dla jednostek, ale dla społeczeństw jest dobrodziejstwem. Gwarantuje przetrwanie i rozwój najlepszych, a więc tych, którzy zabezpieczą ich istnienie na długie lata". No cóż, trudno odmówić mu racji, zwłaszcza że strategia Carnegiego sprawdziła się w praktyce. Zbudował imperium, a potem wyróżnił się działalnością dobroczynną i kulturalną: który muzyk nie chciałby zagrać w Carnegie Hall. Ale pracownicy i konkurenci mówili o nim jak najgorzej.

O Henrym Fordzie ludzie mówili lepiej, choć to on wcielił w życie zasady tayloryzmu. Zgodnie z tą teorią podziału pracy na wiele drobnych kroków, zbudował w swoich zakładach - jako pierwszy na świecie - linie produkcyjne, przy których postawił robotników. Dzięki tej organizacji pracy Ford T mógł być złożony w ciągu 90 minut, wcześniej zajmowało to 12 godzin. Ten sukces efektywności został okupiony sprowadzeniem setek tysięcy ludzi do roli automatów wykonujących dzień w dzień tę samą monotonną czynność przy taśmie.

Później wielokrotnie jeszcze pracownicy i pracodawcy stawali przed dylematem: na ile jednostka musi zrezygnować ze swego indywidualizmu, aby firma utrwalała swoje istnienie na rynku? Z czasem zaczęto zadawać inne pytanie, choć w dalszym ciągu odzwierciedlające ten sam problem: w jakim stopniu rozwój gospodarczy oddziałuje na jednostkę - pracownika, uczestnika środowiska naturalnego, konsumenta, obywatela? Czy innymi słowy - na ile liczą się nasze inne interesy niż członka przedsiębiorstwa? Kim bardziej jesteśmy: trybem w biznesowej maszynie czy konsumentem, obywatelem, mieszkańcem regionu?

Dzisiaj wydaje się, że problem osiągnął apogeum. To znaczy, że szala przechyliła się bezpowrotnie na jedną stronę: na stronę efektywności przedsiębiorstwa. To ono wyznacza granice wolności pracującego człowieka. Jednostka jest zaprogramowanym elementem organizacji. Nic dziwnego, że firmy chcą zatrudniać już studentów, a także ludzi bez doświadczenia w danej branży. Mogą wtedy "ulepić ich" stosownie do własnych wymagań i praktyk.

Paradoksalnie, współczesne przedsiębiorstwa, które zupełnie zdegradowały indywidualność, stały się ekspertami w indywidualistycznym podejściu do klientów. Pragną skroić ofertę niemal dla każdego konsumenta, uwzględniając różnice w potrzebach, gustach, psychice, wieku i setkach innych parametrów. Indywidualność klienta jest traktowana z całym szacunkiem, indywidualność pracownika jest za dużym kłopotem.

Niektórzy mówią, że właśnie dlatego wybuchła rewolucja internetowa. Nowa Gospodarka jest według nich wyrazem niezgody na zdegradowanie jednostki. Przy tym buntownikom wcale nie chodzi o zlikwidowanie firm, wręcz przeciwnie, właśnie o ich lepszy rozwój.

Zaangażowanie w przedsięwzięcia internetowe było ich świadectwem, że biznes jest nie tylko metodą zarabiania pieniędzy, ale też emanacją indywidualnego charakteru, sposobem na samorealizację. W firmach Nowej Gospodarki na piedestał wszedł nie tylko klient, ale także każdy pracownik, w którego indywidualności upatruje się szansy na: bardziej godziwy biznes, twórcze pomysły, nowe zasoby energii. W firmach Nowej Gospodarki większą efektywność uzyskuje się dzięki czerpaniu z indywidualizmu pracowników, a nie dzięki temu, że się ją stłumiło.


TOP 200