Odkrywany czy odkryty ?

Europejska Wspólnota Gospodarcza jest poważnie zaniepokojona liczbą rosnących jak grzyby po deszczu fabryk półprzewodników, których właścicielami są pozaeuropejskie korporacje. Kroplą, która jak się wydaje przelała czarę cierpliwości w Brukseli, stało się uroczyste otwarcie w maju przez Texas Instruments dużych zakładów w Avezano - 100 km na wschód od Rzymu. Ma się tu wytwarzać 8-io megabajtowe chipy DRAM (Dynamic Random Acces Memory).

Europejska Wspólnota Gospodarcza jest poważnie zaniepokojona liczbą rosnących jak grzyby po deszczu fabryk półprzewodników, których właścicielami są pozaeuropejskie korporacje. Kroplą, która jak się wydaje przelała czarę cierpliwości w Brukseli, stało się uroczyste otwarcie w maju przez Texas Instruments dużych zakładów w Avezano - 100 km na wschód od Rzymu. Ma się tu wytwarzać 8-io megabajtowe chipy DRAM (Dynamic Random Acces Memory).

Budowa tego zakładu budzi wiele kontrowersji już od roku 1989, kiedy to rozpoczynano negocjacje z rządem włoskim. W czasach, kiedy na rynku półprzewodników europejscy producenci toczą zaciętą konkurencyjną walkę o przetrwanie, wspomniana amerykańska grupa przemysłowa uzyskała od włoskiego rządu około 650 mln USD jako wkład w, szacowany na 1,2 mld USD, koszt inwestycji.

Fabryka w Avezano nie tylko zwiększa trudności zachodnioeuropejskich producentów związane ze sprzedażą własnych produktów, ale stawia pod znakiem zapytania skuteczność polityki gospodarczej EWG. Jak twierdzi się w Brukseli, jej uruchomienie potwierdza, że nie znaleziono dotąd skutecznych i powszechnie akceptowanych przez kraje członkowskie, mechanizmów przeciwstawienia się zamorskiej inwazji w dziedzinie najnowszej technologii. Rynek półprzewodników może posłużyć tu jako klasyczny przykład rosnącej dominacji producentów amerykańskich i japońskich. Odpowiedzieli oni szybko i skutecznie na pojawiającą się potrzebę zbliżenia dostawcy do odbiorcy. Nota bene, owym odbiorcą na starym kontynencie są również w coraz większym stopniu amerykańscy i japońscy wytwórcy finalnych produktów informatycznych. Nic więc dziwnego, że chcą mieć chipy pod ręką.

Pod zamorskim szyldem

Ani się więc Europa obejrzała, a już powstały fabryki Fujitsu w Angli (Newton Aycliffe) a NEC-a w Szkocji (w Livingston - obecnie rozbudowywana). Hitachi i Mitsubishi opanowują rynek niemiecki kończąc zakłady w Landshut oraz Aachen, gdzie produkcja ma ruszyć w przyszłym roku.

W sumie w Zachodniej Europie, albo już pracuje, albo rozpocznie pracę do końca 1993 r. 10 zakładów półprzewodników, będących własnością lub współwłasnością pozaeuropejskich korporacji.

Skutki tej ekspansji dają już o sobie znać. Wprawdzie trzy europejskie firmy nadal zajmują czołowe miejsca na lokalnym rynku półprzewodników, procesorów i pamięci komputerowych, ale ich udział stopniowo się zmniejsza. Holenderski Philips, zajmujący pierwsze miejsce, odnotował w zeszłym roku wzrost sprzedaży rzędu 1,5%, podczas gdy łącznie sprzedaż półprzewodników w Europie wzrosła o 6,8%. Obroty Siemensa spadły o 0,6% a Francusko-Włoskiej korporacji SGS - Thomson o 2,3%. Zdaniem specjalistów z Dataquest, udział Europejczyków na rynku chipów na ich własnym kontynencie zmniejszył się w ub.r. o 1% (z 39% do 38%). Szacują oni jednak, że już w 1995 r. na naszym kontynencie produkować się będzie 60% kości pamięci DRAM, z czego ponad 4/5 pochodzić ma z fabryk o pozaeuropejskim kapitale. Z europejskich firm wytwarzających te produkty ostanie się zapewne jedynie Siemens, który stawia kolejną fabrykę w Corbeilles we Francji, wspólnie z...IBM.

Biedni, ale grzeczni

Jak widać z powyższego przeglądu, integracja w dziedzinie półprzewodników ma wyraźnie ponadeuropejski wymiar. Szkoda tylko, że inwestujący na starym kontynencie Japończycy i Amerykanie nadal uważają, że zaczyna się on na Gibraltarze, a kończy na Odrze. I jak sądzę, nikt z owych elektronicznych gigantów nie rozważał i nie rozważa możliwości rozszerzenia zakresu swych zainteresowań np. na Polskę z racji choćby braku sensownej oferty. Ten brak z kolei, to wynik odkładania na półkę problemów polskiej informatyki przez kolejne szybko zmieniające się rządy. Warto więc może z tego punktu widzenia zainteresować się obecnymi tendencjami.

Z tego krótkiego przeglądu wynika również, że wiele zachodnioeuropejskich rządów bynajmniej nie zniechęca gości zza oceanów do inwestowania nawet w tych dziedzinach, w których ich produkty stanowić mogą groźną konkurencję dla rodzimych, europejskich. My tymczasem, w imię nader rzetelnie pojętej lojalności staramy się być bardziej papiescy niż papież. Stosujemy np. nie tylko preferencje celne wobec informatycznych produktów EWG, ale utrzymujemy również restrykcyjne cło, na podobne, pozaeuropejskie wyroby. Tymczasem one właśnie są podstawowymi komponentami dla jakże nielicznych już enklaw rodzimej produkcji komputerowej. Enklaw tym ważniejszych, że od nich można by zaczynać próby ściągnięcia do Polski kapitału i nowoczesnych technologii. Ale czy ktokolwiek ma czas, aby o tym pomyśleć?


TOP 200