O życiową szansę dla Marcina

Najwybitniejszy od czasów Einsteina fizyk teoretyczny, Stephen W. Hawking, określił swoje życie w następujący sposób: "...Pecha w życiu miałem tylko pod jednym względem: zachorowa-łem na ALS, czyli stwardnienie zanikowe boczne. Poza tym jestem szczęściarzem. Miałem szczęście, że wybrałem teoretyczną fizykę, ponieważ polega ona na czystym myśleniu, a zatem inwalidztwo nie było poważnym utrudnieniem w jej uprawianiu. W roku 1985 zachorowałem na zapalenie płuc i w wyniku tracheotomii utraciłem głos. Dzięki programowi komunikacyjnemu zwanemu Ośrodkiem Życia, podarowanemu przez Walta Woltosza z przedsiębiorstwa Words Plus Inc. z Sunnyvale w Kalifornii, mogę pisać książki i artykuły, a za pomocą syntetyzatora mowy ofiarowanego przez Speech Plus, też z Sunnyvale, mogę również porozumiewać się z ludźmi. David Mason zamontował syntetyzator i komputer na moim fotelu na kółkach. Dzięki temu systemowi mogę teraz porozumiewać się z ludźmi lepiej niż przed utratą głosu..."

Najwybitniejszy od czasów Einsteina fizyk teoretyczny, Stephen W. Hawking, określił swoje życie w następujący sposób:

"...Pecha w życiu miałem tylko pod jednym względem: zachorowa-łem na ALS, czyli stwardnienie zanikowe boczne. Poza tym jestem szczęściarzem. Miałem szczęście, że wybrałem teoretyczną fizykę, ponieważ polega ona na czystym myśleniu, a zatem inwalidztwo nie było poważnym utrudnieniem w jej uprawianiu. W roku 1985 zachorowałem na zapalenie płuc i w wyniku tracheotomii utraciłem głos. Dzięki programowi komunikacyjnemu zwanemu Ośrodkiem Życia, podarowanemu przez Walta Woltosza z przedsiębiorstwa Words Plus Inc. z Sunnyvale w Kalifornii, mogę pisać książki i artykuły, a za pomocą syntetyzatora mowy ofiarowanego przez Speech Plus, też z Sunnyvale, mogę również porozumiewać się z ludźmi. David Mason zamontował syntetyzator i komputer na moim fotelu na kółkach. Dzięki temu systemowi mogę teraz porozumiewać się z ludźmi lepiej niż przed utratą głosu..."

Mały Marcin

Pech Marcina Molskiego z Sadownego polega na tym, że urodził się z wrodzoną wadą kończyn dolnych i górnych - bez ukształtowanych rąk i nóg. Podobne przypadki występowały w Europie Zachodniej pod koniec lat 60.jako efekt stosowania przez ciężarne Thalidomidu...

Pod względem intelektualnym Marcin jest normalnym chłopcem. W indywidualnym trybie nauczania uzyskał promocję do klasy siódmej, a nauczyciel angielskiego z najwyższym uznaniem wyraża się o jego postępach językowych. Za pomocą kikuta ręki i ołówka trzymanego w ustach opanował sztukę pisania na maszynie, jednak napisanie nawet krótkiego wypracowania ustami na twardej maszynie mechanicznej stanowi wyczyn nie lada...

Baśń o szczęściu

Komputer w warszawskich szkołach jest dzisiaj sprzętem powszechnie stosowanym. Nikogo nie dziwi widok małego chłopca wypisującego z dużą wprawą fakturę VAT na sklepowym pececie tatusia. Niepostrzeżenie komputer z ekskluzywnej nowinki technicznej stał się narzędziem pracy w bardzo wielu dziedzinach życia (przynajmniej w dużych miastach). W Sadownem żaden z 350 uczniów szkoły podstawowej nie ma własnego komputera.

Krzysztof Jóźwik od 1991 r. jest przewodniczącym komitetu rodzicielskiego w szkole podstawowej w Sadownem. Od początku swojej kadencji twierdził, że fakt zamieszkiwania na wsi nie może usprawiedliwiać gorszej pozycji startu życiowego dzieci. Pan Jóźwik jest pragmatykiem. Trafnie przewidując dynamiczny rozwój informatyki i znając realia ekonomiczne otoczenia, skutecznie hamujące w Sadownem komputeryzację indywidualną, uznał za priorytet działania komitetu rodzicielskiego wprowadzenie elementów informatyki do programu nauczania w szkole. Do tego po pierwsze potrzebne były komputery.

Barbara Giers (dyrektorka szkoły) zajmuje się edukacją Marcina od oddziału przedszkolnego. Podczas pobytu w Anglii zetknęła sie z ofiarami Thalidomidu i przekonała sie, że istnieją środki techniczne ułatwiające życie nawet w wypadku tak ciężkiego inwalidztwa, np. zautomatyzowany fotel inwalidzki dostosowany do indywidualnych możliwości fizycznych poszkodowanego.

Tandem Giers-Jóźwik potrafił przekonać wszystkich o celowości wprowadzenia komputerów do szkoły i sensowności podjęcia próby zdobycia fotela inwalidzkiego dla Marcina, co wcale nie było sprawą prostą, zważywszy ogrom potrzeb finansowych z którymi boryka się szkoła na co dzień. Razem dokonali rzeczy pozornie niemożliwej.

20 maja 1994 r. Marcin Molski przejechał się po szkolnej sali gimnastycznej swoim zautomatyzowanym szwajcarskim wózkiem inwalidzkim, dostosowanym indywidualnie do jego możliwości fizycznych. "Na stanie" szkoły jest dzisiaj osiem komputerów i jedna drukarka, co może być wystarczającą bazą wyjściową do prowadzenia zajęć z informatyki.

Twarda rzeczywistość

Z samego faktu posiadania komputerów nie wynika jeszcze nic pozytywnego. Wymagają one odpowiedniego oprogramowania i wykwalifikowanej obsługi. W warunkach szkoły wiejskiej te dwa czynniki mogą skutecznie uniemożliwić prowadzenie działalności w zakresie informatyki. To, co w dużych ośrodkach miejskich nie stanowi żadnego problemu, na wsi może być barierą trudną do pokonania. Miał rację pan Jóźwik twierdząc, że przedwczesne obdarowywanie Marcina komputerem, w warunkach pustyni informatycznej Sadownego, nie ma żadnego sensu. Nie przewidywał, że również szkoła może mieć problemy z komputerowym przybytkiem.

Po pierwsze sprzęt

Komputery kupowali sukcesywnie: pierwsze dwa już w 1992 r. z dochodów uzyskanych z organizacji szkolnych balów karnawałowych. To nic, że były to przestarzałe XT. Ważne było, że są. Pozostałe zakupy również dokonywano, w miarę możliwości finansowych. W efekcie dysponują sprzętem, który może obrazować historię rozwoju informatyki w Polsce od XT do PC 386.

Po drugie oprogramowanie

Ponieważ kupowali komputery używane, zainstalowane oprogramowanie dostosowane było do potrzeb poprzednich użytkowników i dla celów dydaktycznych mało przydatne. Próby instalowania przypadkowych programów zdobywanych z trzeciej ręki prywatnymi kanałami przyniosły spodziewany efekt. Zgromadzonej kolekcji wirusów można było tylko pozazdrościć.

Po trzecie kadra

W szkole komputer musi mieć opiekuna. Jest dobrze, gdy opiekun ma pewną wiedzę o sprzęcie powierzonym jego pieczy. W podstawówce w Sadownym nikogo takiego nie było. Należy podziwiać odwagę pana Gąski, nauczyciela prac technicznych, że zdecydował się pełnić obowiązki szkolnego "informatyka", ba, nawet ukończył kurs obsługi komputerów. Niestety, techniki komputerowe nie są jeszcze dziedziną, w której najlepiej czują się ludzie w wieku słusznym, z tego względu zaistniały pewne rozbieżności między oczekiwaniami uczniów a możliwościami realizacji tych oczekiwań. Bezsprzeczną zasługą opiekuna jest rozbudzenie potrzeby wiedzy informatycznej wśród uczniów i utrzymanie sprzętu w stanie gotowości eksploatacyjnej do dnia dzisiejszego.

Ostatnim wysiłkiem szkoła w Sadownem zdobyła się w tym roku na zatrudnienie profesjonalnego informatyka. Pan Gąska od 1 września nie ma już stresu komputerowego.

I co dalej?

Dla każdego jest sprawą jasną, że w sytuacji szkoły w Sadownem kluczową sprawą jest dzisiaj zdobycie odpowiedniego oprogramowania. Mała sieć i właściwe oprogramowanie są elementami, które nie pozwolą zmarnować wieloletniego wysiłku ludzi dobrej woli z Sadownego.

Umiejętność pracy z komputerem jest jedyną szansą dla Marcina Molskiego na znalezienie swego miejsca w społeczeństwie. W sytuacji życiowej Marcina jedynym miejscem, w którym umiejętność tę może zdobyć jest szkoła. Ludzie z Sadownego wieloletnim działaniem udowodnili, że nie zmarnują żadnej szansy. Zdaniem redakcji, szkoła podstawowa im. Czesława Wycecha w Sadownem zasługuje na pomoc. Gdyby nasze firmy software'owe zechciały pomóc szkole w zakresie programów użytkowych, a może, któraś z firm w ramach modernizacji bazy sprzętowej ofiarowałaby Marcinowi wycofanego z eksploatacji peceta?