O skończonej użyteczności zarządzania

''Zarządzanie'' jest kolejnym słowem-wytrychem, które ma otworzyć drzwi do gospodarki produkującej więcej dóbr z dużym zyskiem, choć po przystępnej cenie.

''Zarządzanie'' jest kolejnym słowem-wytrychem, które ma otworzyć drzwi do gospodarki produkującej więcej dóbr z dużym zyskiem, choć po przystępnej cenie.

Tydzień temu szydziłam - ale nie bezlitośnie - z producentów pospolitych towarów, które ponoć są "inteligentne". Odwoływanie się do tego słowa przez reklamodawców - bo to jednak, uczciwie mówiąc, nie wymysł producentów, lecz pracowników agencji reklamowych - uważam za przejaw ucieczki od pytań podstawowych, dotyczących każdego, nawet najbanalniejszego życia, do wydarzeń, zjawisk i produktów nadzwyczajnych, karier niespotykanych, osiągnięć nie do pomyślenia. Rzeczywiście, inteligentny proszek jest nie do pomyślenia. I o ten szok myślowy zapewne reklamodawcom chodziło.

Drugim takim słowem, którego wartość w ciągu ostatnich kilku lat bardzo staniała, jest "zarządzanie". Jak na ironię, stało się to akurat w czasach, kiedy w przedsiębiorstwach istotnie uświadomiono sobie potrzebę i wartość zarządzania, kiedy podjęto znaczny wysiłek, aby dyrektorzy i kierownicy nabyli kompetencje w tej dziedzinie i zaczęli wykazywać się profesjonalizmem, a nie tylko odpowiednim pochodzeniem politycznym (co jednak ciągle w pogardzie nie jest i na ogół zwycięża w rywalizacji z bezpolitycznym profesjonalizmem). Utworzono kilka szkół wyższych, wydających odpowiednio przygotowanym menedżerom certyfikaty MBA, samo słowo "menedżer" stało się synonimem kompetencji i skuteczności. Profesorowie i niżsi rangą uczeni, od lat już parający się tą dziedziną bez nadziei na publiczny sukces, nagle zyskali rozgłos, nawet poza granicami kraju, oraz atrakcyjne oferty pracy, nienaukowej wprawdzie, ale za dobre pieniądze.

Co więc złego stało się później, że skądinąd słuszne i pożyteczne zarządzanie przedsiębiorstwem czy projektem rozprzestrzeniło się na zarządzanie zasobami, pieniędzmi, personelem, co jeszcze jest do przyjęcia, aż do zarządzania dokumentami, szkoleniami, karierą, czasem, stresem, wizerunkiem i jeszcze wieloma innymi składnikami codziennego życia zawodowego i prywatnego, czyniąc tę dziedzinę po prostu śmieszną. Prawdą jest, że prawie każde działanie w życiu powinno być w miarę uporządkowane, logiczne, planowe, podporządkowane celowi. Jeśli komuś tak wygodniej, to nawet może powiedzieć, że trzeba nimi zarządzić. Wszak nawet w potocznym języku mówi się, że pani domu musi "zarządzić" co danego dnia będzie podane na stół. Nie w samym więc używaniu słowa jest zło, lecz w roli, jaką pełni dzisiaj w komunikacji między ludźmi. Otóż "zarządzanie" jest słowem-zaklęciem. Po użyciu go przestaje obowiązywać zdrowy rozsądek, smak i wyczucie proporcji, zaczyna dominować pewien formalny porządek, a rozważania nad problemem mają doprowadzić do satysfakcjonującego rozwiązania, skutecznie wdrażanego potem w życie. Nie wchodzi w ogóle w grę wybór w imię wartości, pozostawienie pewnych pytań bez odpowiedzi czy zaakceptowanie słabości.

Pamiętam ostatnią kampanię prezydencką. O Aleksandrze Kwaśniewskim mówiło się, że jest typem menedżerskim - sprawnym, skutecznym, sympatycznym, o Lechu Wałęsie natomiast, iż jest typem ideowym, człowiekiem wartości, ale też niepiśmiennym, zadufanym, o specyficznej elokwencji, niekompetentnym, konfliktowym. Chciałoby się powiedzieć, że bycie człowiekiem wartości to najwyższa kwalifikacja, lecz wygrał Aleksander Kwaśniewski. To znaczy, że większość Polaków bardziej ceni ugodowość i skuteczność niż wartości. Ale znowu po co nam wartości, które przegrywają z rzeczywistymi interesami? Chcemy odnosić sukcesy, bogacić się, popisać w świecie, rozwijać się i zostawić spadek naszym dzieciom. Dzisiaj więc nie rozmawiamy już językiem wartości, lecz językiem skuteczności - rozmawiamy o zarządzaniu.

Zarządzanie jest naszym obowiązkowym i jedynym powszechnie zrozumiałym językiem komunikacji. To zadziwiające, jak na kraj o tak krótkim stażu kapitalistycznym i tak bujnej przeszłości romantycznej. Może to rodzaj odreagowania? Bylebyśmy się w porę opanowali i nie wyprzedali wszystkich rodowych klejnotów za bezcen.