O odpowiedzialnych producentów

Z Janem Bekiem, przewodniczącym Rady ds. Badań i Certyfikacji, rozmawia Olo Sawa

Z Janem Bekiem, przewodniczącym Rady ds. Badań i

Certyfikacji, rozmawia Olo Sawa

- Ostatnia decyzja rady, której Pan przewodniczy, była, można powiedzieć, spodziewana. Powszechnie sądzono, że gdyby od końca marca 1996 r. wszedł zakaz sprzedaży produktów tylko na podstawie zgłoszenia do certyfikacji, doszłoby do załamania rynku.

- Zarówno teraz jak i wiosną 1995 r. mieliśmy na uwadze to, że polskie laboratoria badawcze nie radzą sobie z nawałem wniosków wpływających od producentów. Gdybyśmy nie wprowadzili zasady, że tymczasowy certyfikat można otrzymać z datą wpłynięcia dokumentacji i dostarczenia produktu do testowania, bylibyśmy świadkami kompletnego upadku handlu. W przypadku tych urządzeń, których technologiczny żywot jest bardzo krótki, wykonanie naszego wyroku oznaczałoby pozostanie na rynku tylko starych wyrobów.

- Poza zmianą terminu obowiązkowej certyfikacji rada podjęła również decyzję, że na podstawie zgłoszenia będą mogli sprzedawać tylko ci, dla których proces certyfikacji zakończy się pomyślnie.

- Oznacza to, że zamykamy furtkę przed nieuczciwymi producentami, którzy do tej pory składali wniosek w PCBC i bez żadnych sankcji wprowadzali na rynek produkt, który nie miał szansy uzyskać naszej akceptacji. Tuż po sprzedaniu towaru nieuczciwy producent wycofywał wniosek z centrum i składał następny na już zupełnie inne urządzenie.

Ostatnia decyzja rady wyklucza możliwość wycofania wniosku i jednocześnie zakłada karanie nieuczciwych producentów. Przy braku certyfikatu na dany produkt Urząd Celny bądź Państwowa Inspekcja Handlowa mogą naliczyć sprzedawcy karę w wysokości 100% wartości sprzętu. Także tego, który już dawno zniknął z magazynowych półek.

Oczywiście obowiązkowa certyfikacja nie dotyczy urządzeń wykonywanych jednostkowo na indywidualne zamówienie użytkownika. Jak się domyślam, w branży komputerowej ustawa zwalnia ze wspomnianego obowiązku sprzęt, który dostarczany jest na podstawie oferty przetargowej. Pod warunkiem rzecz jasna, że będą spełnione wymagania dotyczące bezpieczeństwa pracy i użytkowania oraz ochrony zdrowia i środowiska, co deklaruje sam producent.

- Jednak sam proces certyfikacji musi trwać, co oznacza, że produkty pojawiają się na rynku z pewnym opóźnieniem. W tym wypadku nieważne jest czy od premiery nowego komputera do jego pojawienia się na sklepowych półkach dzieli nas tydzień czy miesiąc. I tak będziemy musieli czekać na urzędników w PCBC...

- ...i dlatego rzeczywisty powód przełożenia przez radę terminu obowiązkowej certyfikacji nie leży w tym, że centrum nie ma możliwości w 3 miesiące wydać zezwoleń wszystkim oczekującym. Rada ma bowiem nadzieję, że na większość wyrobów już za rok nie trzeba będzie żadnych certyfikatów. Wystarczy, tak jak w krajach europejskich, autorskie zapewnienie o bezpieczeństwie urządzenia.

Jesteśmy przekonani, że żaden liczący się, odpowiedzialny producent nie przyklei znaczka "B" na urządzeniu, które nie będzie spełniać wymagań BHP, gdyż zniszczyłaby go konkurencja. Zatem produkt wprowadzany jest do sprzedaży na podstawie deklaracji producenta, a nie ministerialnej parafy. Jednak gdyby okazało się, że nie daj Bóg, porazi kogoś prąd, to wprowadzone ustawowo sankcje w krótkim czasie doprowadzą do poważnego nadszarpnięcia nie tylko reputacji producenta, ale i przede wszystkim jego kondycji finansowej.

Obecnie trwają rządowe prace nad projektami dwóch dyrektyw, obowiązujących we wszystkich krajach Unii Europejskiej.

Pierwsza z nich traktuje o odpowiedzialności producenta za wyrób; druga, dotyczy bezpieczeństwa produktów.

Jak nie od dziś wiadomo, że w Polsce udowodnienie producentowi, że jego żelazko albo telewizor ma przebicia jest niezwykle trudne, jeśli nie niemożliwe. Po wejściu proponowanych przez nas zmian w ustawodawstwie, prawo stać będzie po stronie konsumenta.

Określając w ostatnim postanowieniu czas wejścia obowiązkowej certyfikacji założyliśmy, że procedurze legislacyjnej poddane bedą wspomniane dyrektywy. Przyjęcie ich przez parlament wymagane jest na drodze Polski do Europy.


TOP 200