Nowości w e-votingu

Czy Amerykanie obudzili się z komputerami do głosowania produkowanymi przez ich największego wroga, Hugo Chaveza? Na szczęście kryptologowie już spieszą z odsieczą.

Trzecie pod względem popularności w USA komputery do głosowania Sequoia znalazły się pod obstrzałem mediów gdy okazało się, że ich producent - firma Smartmatic - jest własnością wenezuelskiej grupy Bizta. Tymczasem prezydent Wenezueli, Hugo Chavez, nie należy do specjalnych przyjaciół USA, które określa jako "imperialistyczne", a samego Busha nazwał "diabłem". Ambasador Wenezueli w USA oświadczył, że rząd tego kraju nie ma udziałów w Bizta, co niespecjalnie uspokoiło Amerykanów, zdających sobie sprawę że państwo niekoniecznie musi mieć udziały w firmie by wpływać na jej działanie.

Tymczasem, wobec kolejnych skandali związanych z komputerami do głosowania różnych firm (m.in. Diebold i NEDAP, o których pisaliśmy wcześniej) specjaliści od kryptografii zaczęli projektować systemy, które z założenia będą odporne na manipulacje dokonywane przez nieuczciwych producentów lub operatorów urządzeń wyborczych.

I tak, profesorowie David Wagner i Ed Felten, ogłosili postulaty jakie ich zdaniem powinno spełniać każde urządzenie do elektronicznego głosowania, nie proponując przy tym żadnego konkretnego systemu samego zliczania głosów.

Po pierwsze, możliwości fałszowania głosów znacząco zmaleją jeśli zastosuje się dotykowy ekran z wyborem kandydata tak jak dotychczas, ale zamiast rejestrować głos gdzieś w środku komputera co stwarza pokusy do jego sprytnej modyfikacji (przypadek Clintona Curtisa) komputer drukuje kartkę z zaznaczonym kandydatem co pozwala wyborcy na sprawdzenie jak zagłosował według komputera. Kartki są później skanowane co pozwala przyspieszyć zliczanie głosów.

Warto zauważyć, że ta propozycja tak na prawdę oznacza powrót do tradycyjnego głosowania z lepszym zliczaniem głosów i zaznaczeniem kandydata przy pomocy ekranu dotykowego zamiast długopisu. Kryptologowie podkreślają, że jest to zwłaszcza przydatne dla osób niepełnosprawnych. System ten umożliwia lepszą weryfikację głosowania (bo dwustopniową - raz przy wyborze i dwa przy skanowaniu) i szybsze podawanie wyników nieoficjalnych ale trudno się oprzeć wrażeniu, że jest to tylko bardziej gadżeciarska wersja głosowania tradycyjnego. I o wiele droższa, bo zamiast długopisu, kartki i urny mamy ekrany dotykowe, drukarki i skanery.

Reszta postulatów Feltena i Wagnera ma charakter techniczny i w większości są to raczej truizmy. Na przykład, że oprogramowanie komputerów wyborczych powinno być jasne, przejrzyste i bezpieczne oraz że jego kod powinien być poddany publicznemu audytowi.

O wiele ciekawsza jest propozycja Davida Chauma o roboczej nazwie Punchscan, która przy wykorzystaniu technik typowo kryptograficznych takich jak współdzielenie sekretu pozwala zagwarantować, że głos wyborcy został zapisany zgodnie z jego wolą (cast-as-intended) oraz że wszystkie głosy zostały zliczone poprawnie (counted-as-cast), gwarantując przy tym tajność głosowania. System oparty jest o odpowiednio skonstruowane papierowe karty do głosowania, które zawierają informacje pozwalające wyborcy na późniejszą weryfikację poprawności zliczenia swojego głosu - ale bez naruszenia tajności głosowania.

Warto zauważyć, że wszystkie wymienione wyżej propozycje dotyczą wyborów wspomaganych elektronicznie czyli takich, w których głosujący musi fizycznie pojawić się w lokalu wyborczym i oddać głos. Po początkowym entuzjazmie dla komputerowego zliczania głosów okazało się, że w rzeczywistości Amerykanie otwarli puszkę Pandory co zaowocowało skandalami takimi jak na Florydzie w 2001 roku i licznymi dziurami w komputerach wyborczych.

Nikt równocześnie nie zaproponował dającego gwarancje uczciwości systemu głosowania w pełni elektronicznego, to jest takiego w którym wyborcy mogą głosować np. przez Internet.