Normalna nienormalność

Nie sposób przewidzieć, jak można rozwiązać kryzys inżynierii oprogramowania. Ryzyko popełnienia błędu jest tutaj równe pewności.

Nie sposób przewidzieć, jak można rozwiązać kryzys inżynierii oprogramowania. Ryzyko popełnienia błędu jest tutaj równe pewności.

Można się tylko zastanawiać, czy kryzys trwający tak długo i bez szans na jego zakończenie nie jest stanem normalnym, a nawet pożądanym? Prowokuje bowiem do ciągłego poszukiwania informatycznego "kamienia filozoficznego", który daje nadzieję na wyniki zbierane przez przyszłe pokolenia, być może w dziedzinie równie odległej od dzisiejszej inżynierii oprogramowania, jak współczesna chemia od wspomnianej średniowiecznej alchemii. Badania teoretyczne prowadzone na całym świecie są takim poszukiwaniem, którego skutki będzie można ocenić dopiero w przyszłości.

Pewnym pocieszeniem może być fakt, że w tak młodej dziedzinie, jak informatyka, można zaobserwować zarówno pozytywne efekty badań podstawowych z przeszłości, jak i nagłe zaskakujące zwroty w sytuacjach kryzysowych, spowodowane powstaniem nowych możliwości technologicznych. Przykładem mogą być niezwykle ożywione (w latach 60. i 70) badania nad składnią i semantyką języków programowania, które były napędzane niedoskonałością "chałupniczych" metod konstruowania kompilatorów. Dzisiaj niewiele osób pamięta większość osiągniętych w tych latach znaczących wyników (np. w teorii języków formalnych i automatów), a one przecież owocowały standardowymi metodami i dostępnymi dzisiaj każdemu narzędziami współczesnej kompilacji. Przykład drugi dotyczy sieci komputerowych, których efektywność - jeszcze w połowie lat 80. - była hamowana małą przepustowością łączy. Nagły wybuch technologicznych możliwości, oferujących przepustowość sięgającą rzędu gigabitów na sekundę, odwrócił diametralnie sytuację - przetwarzanie w węzłach stało się "wąskim gardłem".

Zapewne muszą zmienić się podstawy obecnie stosowanych rozwiązań sieciowych (np. protokoły), a to znowu zwraca nas ku problemom i wyzwaniom inżynierii oprogramowania. Myślę więc, że nie jest tak źle, żeby nie mogło być gorzej, i tym optymistycznym akcentem można sprawę zakończyć.

Prof. Piotr Dembiński jest dyrektorem Instytutu Podstaw Informatyki Polskiej Akademii Nauk