Niezbyt różowe perspektywy

Równolegle z targami CeBIT w Hannowerze odbywają się organizowane przez niemiecką edycję tygodnika Computerworld targi pracy JobMarket 2002. Impreza zgromadziła kilkudziesięciu wystawców - większość z nich stanowią renomowane firmy informatyczne.

Budynek, w którym odbywają się targi pracy, już na pierwszy rzut oka wyróżnia się spośród szarych hal, gdzie wystawiają się pozostali uczestnicy tegorocznego CeBIT-u. Różowa elewacja pokryta różnokolorowymi esami-floresami przyciąga wzrok zwiedzających, a spory tłumek przed wejściem sugeruje ogromne zainteresowanie ekspozycją. W środku jest jednak pustawo, a miejscem, które gromadzi najwięcej zwiedzających, okazują się samoobsługowe restauracje na parterze budynku, w którym ulokowano JobMarket 2002.

Tegoroczna impreza, zorganizowana przy pomocy Computerwoche - niemieckiej edycji tygodnika Computerworld, zgromadziła kilkudziesięciu wystawców. Większość z nich stanowią renomowane firmy informatyczne, takie jak SAP, Hewlett-Packard, IBM, Alcatel, Vodafone, oraz wyspecjalizowane spółki, wyodrębnione z koncernów, takich jak Bayer, BMW Group, Procter & Gamble czy General Electric. Kilkanaście stoisk zajmują firmy doradztwa personalnego oraz spółki zajmujące się rekrutacją internetową (wśród których znalazł się niemiecki oddział JobUniverse).

Pracownicy tylko z niemieckim

Podchodzę do jednego z największych stanowisk, wyglądających na ekspozycję instytucji publicznej (jak się potem okazało urzędu statystycznego). „Czym zajmuje się państwa firma?” – pytam po angielsku, udając potencjalnego zainteresowanego. Pani siedząca przy stoliku z ulotkami sprawia wrażenie spłoszonej. Do pomocy prosi koleżankę, która po dłuższym namyśle odpowiada, iż jest to jeden z niemieckich urzędów. "Jakiego rodzaju specjalistów szukacie?" – nie daję za wygraną. – "Czy bylibyście zainteresowani zatrudnieniem ludzi z Polski?”. „Nie, nie" – odpowiada szybko jedna z pań. – "Szukamy raczej absolwentów niemieckich uczelni technicznych".

Lekko zniechęcony kieruję się do stanowiska firmy BrassRing, zajmującej się doradztwem personalnym. Tam bez żadnego problemu dowiaduję się, że jej klienci mogliby być zainteresowani ściągnięciem informatyków z Polski, jednak pod dwoma warunkami. Po pierwsze, ci muszą legitymować się kilkuletnim doświadczeniem zawodowym. "W tej chwili firmy poszukują przede wszystkim programistów w C++ i Javie oraz ludzi znających dobrze pakiety SAP i SAS" – mówi dziewczyna, zajmująca się rozmową z kandydatami. Po drugie, niezbędnym wymogiem jest biegłe posługiwanie się jęz. niemieckim.

Wizyta na stoisku Deutsche Telekom rozwiewa moje wszelkie wątpliwości. "Na pewno chętnie zatrudnilibyśmy specjalistów z Polski. Muszą jednak świetnie mówić po niemiecku, ponieważ ich praca będzie polegać na wdrażaniu technologii bezpośrednio u naszych klientów, a tymi są przede wszystkim lokalne firmy" – opowiada młody chłopak zajmujący się rekrutacją. – "Mamy kilkaset wolnych etatów, wasi informatycy na pewno więc znajdą coś dla siebie" – kończy uśmiechnięty. Kolejni rozmówcy jedynie utwierdzają mnie w przekonaniu, że bez znajomości języka niemieckiego poszukiwanie pracy podczas CeBIT-u nie ma sensu.

Programiści i wdrożeniowcy

Tegoroczne targi nie przyniosły sensacji na miarę wystąpienia kanclerza G. Schroedera, w którym zapowiedział program „zielonych kart” sprzed 2 lat. Wyraźnie widoczny jest pewien zastój. Wśród firm poszukujących pracowników przeważają duże, bogate koncerny. Mniejsze firmy nie są już tak zdesperowane, by w ramach poszukiwań specjalistów wynajmować za tysiące marek stoiska na tych największych targach informatycznych.

Nawet ci najwięksi nie zabiegają o względy odwiedzających tak natarczywie, jak to miało miejsce jeszcze rok temu. Chętnie rozmawiają z potencjalnymi zainteresowanymi, jednak nie ma mowy o tej specyficznej gorączce „wyścigu do kandydatów”, która towarzyszyła targom pracy na całym świecie jeszcze przed dwoma laty.

Wśród ofert pracy prezentowanych na targach przeważały propozycje dla programistów (przede wszystkim C++ i Java, ale także np. COBOL), projektantów baz danych Oracle’a, administratorów sieci heterogenicznych oraz wdrożeniowców SAP (niemal każdy z wystawców miał jakąś ofertę dla SAP-owca) i pakietów CRM. Niestety, firmy poszukują ludzi do swoich działów usługowych, a to oznacza konieczność uczestnictwa w projektach bezpośrednio u klienta, a co za tym idzie, biegłą znajomość języka niemieckiego, a także tamtejszych realiów. Bez tego znalezienie pracy za naszą zachodnią granicą może być bardzo trudne.